Jak uczyć się języków? Co warto wiedzieć o własnej pamięci

Jak uczyć się języków? Co warto wiedzieć o własnej pamięci fotolia

Kiedy zabierasz się do nauki języka, powinieneś znać poziom ryzyka zapominania i optymalizować ten proces, bo inaczej tracisz czas.

Kto o zdrowych zmysłach – zapytajmy – chciałby przez trzy lata uczyć się na pamięć sylab? Ebbinghaus to zrobił – był dociekliwy, zdeterminowany i niezwykle systematyczny, ale równie dobrze mógł uczyć się chińskiego. I to prowadzi do bardzo ważnego stwierdzenia: zapamiętywanie bezsensownych sylab jest jak uczenie się  języka obcego. Kiedy zabierasz się do nauki języka, powinieneś znać poziom ryzyka zapominania i optymalizować ten proces, bo inaczej tracisz czas. 

W 1881 roku niemiecki psycholog Hermann von Ebbinghaus usiadł za biurkiem w swoim gabinecie i rozpoczął 3-letni eksperyment. Na blacie przed nim stał metronom, notatnik i kartki z 2300 sylabami. Ebbinghaus zabrał się do tego eksperymentu bardzo na serio i sam wymyślił te 2300 zbitek liter, które z niczym mu się nie kojarzyły. Wyciągnął pierwszą kartkę z bezsensownymi sylabami, położył ją przed sobą i ustawił wahadło metronomu na częstotliwość 150 herców.

Czytał sylaby na głos cały czas tym samym tonem, zachowując równe tempo i równe odstępy pięciu uderzeń metronomu między każdą sylabą. Kiedy skończył czytać pierwszą listę, uniósł wzrok znad kartki i spróbował wyrecytować powtarzane zbitki liter. Kilka wyleciało mu z głowy, więc powtórzył proces jeszcze sześć razy, zanim ciąg sylab popłynął wartkim strumieniem z jego ust. Ebbinghaus uznał pierwszą transzę sylab za zapamiętaną i zrobił sobie 20 minut przerwy.

Worldwide School Worldwide School

Kiedy wrócił do gabinetu, sprawdził, że pamięta 60% sylab. Odnotował to w dzienniku i zakończył pierwszy dzień eksperymentu. Następnego dnia o tej samej godzinie, 10 rano, pamiętał 30%. Ebbinghaus prowadził eksperyment na sobie przez trzy lata. Z pedanterią sprawdzał zapamiętanie po upływie określonego czasu: 10 minut, godziny, dnia, tygodnia, miesiąca i wreszcie roku. Zapisywał pomiary w dzienniku i po trzech latach zsumował je w postaci krzywej zapominania. W 1885 roku opublikował pracę „Über das Gedächtnis” („O pamięci”).

Twoja pamięć trzyma się krzywej

Uczenie się na pamięć sylab przypomina uczenie się chińskiego albo, jeszcze lepiej – klingońskiego.

Klingoński to sztuczny język, którego podwaliny stworzył w latach 50. dr Marca Okranda dla wojowniczej rasy Klingonów na potrzeby serialu Star Trek. Autorowi zależało na tym, aby klingoński brzmiał zupełnie niepodobnie do języków ziemskich. Obecnie klingoński jest w pełni rozwiniętym językiem: ma gramatykę, bogate słownictwo, jest Instytut Języka Klingońskiego, ośrodki egzaminacyjne i komercyjne kursy językowe.


Na szkoleniu z psychologii nauczania języków dla lektorów obcych pokazałem slajd z 10 słowami po klingońsku. Chóralnie ćwiczyliśmy wymowę aż do momentu, kiedy każdy mógł wyrecytować 10 słów do osoby siedzącej obok. Wyszliśmy na przerwę kawową i po powrocie do sali uczestnicy szkolenia pamiętali średnio sześć słów. Drugiego dnia szkolenia uczestnicy pamiętali przeciętnie trzy słowa. Chciałem udowodnić, że ślad pamięciowy rozpada się precyzyjnie zgodnie z krzywą.

Z pewnym naciskiem namawiałem lektorów, by wzięli odpowiedzialność za krzywą zapominania swoich studentów. Odsetek tych, którzy uczą się we własnym zakresie w domu, jest marginalnie niski. Lektor powinien w trakcie pierwszych zajęć narysować na flipcharcie krzywą zapominania, a następnie zawrzeć ze studentami pisemny kontrakt: napisać na kartce „Zgadzamy się na to, aby pięć minut każdej pracy przeznaczyć na ciche przeglądanie przerobionego materiału”, a następnie dać wszystkim do parafowania.

Nolens volens, jesteśmy ograniczeni przez krzywą. Nauka języka trwa bardzo długo. Trzeba optymalizować ten proces, aby uniknąć jałowych miesięcy czy lat nauki.

Optymalny system powtórek

Kilka lat temu byłem w Puszczy Białowieskiej. Nasz przewodnik pokazał ledwie dostrzegalną ścieżkę i wyjaśnił: „Proszę państwa, tę ścieżkę wydeptały zwierzęta. Regularnie tędy chodzą i ścieżka nie zarasta”.

Engram, ślad pamięciowy, jest jak ścieżka w puszczy albo jeszcze lepiej – w dżungli. Żeby móc przejść drogą trzeba torować sobie przejście – bo ja wiem – chyba maczetą. Podobnie jest z uczeniem się, na początku potrzeba włożenia świadomego wysiłku w to, żeby coś zapamiętać. Roztropnie byłoby kiedyś wrócić i jeszcze raz wyciosać maczetą przejście. W dżungli mniej więcej za tydzień ścieżka zarośnie nie do poznania. Dla ekonomii działania najlepiej byłoby wrócić już jutro – nie trzeba będzie torować sobie drogi, przejście przypominać będzie jeszcze spacerek. Po kilku przejściach po ścieżce z maczetą w ręce pojawi się prześwit i można będzie tamtędy biegać.

Worldwide School Worldwide School

Analogicznie, gdy połączenie nerwowe jest utrwalone, to kiedy neurony strzelają chaotycznie, jest bardziej prawdopodobne, że impuls pobiegnie właśnie tamtędy. Wówczas można nowe słowo wrzucić spontanicznie do rozmowy w czasie rzeczywistym.


Na mózgu trzeba wymusić pamiętanie przez mechaniczne powtarzanie. Rzymianie mieli na ten temat coś do powiedzenia – Repetitio est mater studiorum. Wszystkie paradygmaty w psychologii pamięci i uczenia się są zgodne, że powtarzanie to kwintesencja nauki.
Uznaje się, że aby coś przeszło do pamięci długotrwałej, trzeba powtórzyć to sześć razy. Dla ekonomii działania, w idealnym świecie: po godzinie, nazajutrz, za trzy dni, za tydzień, za miesiąc i po pół roku. Optymalizowanie powtórek dla studentów w klasie językowej przez lektora bardzo ułatwia sprawę.

Walka z czasem – Co robić, żeby uratować język od zapomnienia? ­­­­­­­

Kiedy rozpoczynasz naukę języka obcego, obracasz się cały czas w wąskim kręgu słów. Te same podstawowe słowa przewijają się w każdym tekście i słuchowisku. Nieustannie powtarzasz.

Problemy zaczynają się na poziomie wyższym średnio zaawansowanym (upper intermediate – B2). Wiele osób utrzymuje się na tym poziomie ad infinitum. Słowa są trudniejsze, rzadsze i wylatują daleko poza krąg podstawowego słownictwa o dużej częstotliwości występowania. Nie jest łatwo natknąć się na nie. Może to się stać za miesiąc albo za rok, ale wówczas już nie powtarzasz, tylko uczysz się tego słowa od nowa. Nie ma ścieżki. Torujesz sobie drogę.

Wyciągnij stare książki i zeszyty. Połóż je w widocznym miejscu – na biurku, w kuchni obok czajnika elektrycznego czy w toalecie. Ten pierwszy i najważniejszy krok to połowa sukcesu. Zrób to, nie wchodząc w żaden wewnętrzny dialog – tak samo szybko, jak odrywasz plaster, żeby nie bolało.

Dlaczego? Ponieważ kiedy myślisz maksymalistycznie, że teraz wezmę się w garść, zaczynasz odczuwać lęk. Rzecz w tym, że jesteśmy zarządzani przez dwie zasady: z jednej strony przez zasadę dążenia do przyjemności, a z drugiej strony – przez zasadę unikania przykrości.
Następnego dnia otwórz zeszyt czy podręcznik na losowej stronie i rzuć okiem na swój stary charakter pisma. Mikrofiksacja i sekunda wystarczy. Możesz powtarzać tę czynność codziennie. Liczy się to, żeby robić to dzień w dzień. Jeżeli zapomnisz, po prostu wróć do tego minimalistycznego nawyku. Jeśli wyjedziesz, rób coś podobnego albo po prostu wyobraź sobie, że to robisz.
Kiedy zajrzysz do podręcznika już kilka razy, to zacznie się dziać coś ważnego – spontanicznie zaczniesz go czytać. Najpierw może 10 sekund, później może pięć minut dziennie. Pięć minut dziennie to 30 godzin w skali roku. Inwestując pięć minut każdego dnia, możesz nauczyć się podstaw języka w rok. Mój znajomy nauczył się w ten sposób hiszpańskiego – myjąc zęby.

Jak wytworzyć nawyk

Jaki jest sekret nauki języków? Osoby, które szybko uczą się języków, mają nawyk. Na tym polega talent do uczenia się języków. To jest cała tajemna wiedza o tym, jak uczyć się języka.

Istotą metody Kaizen są najdrobniejsze kroki – takie, które nie wymagają żadnej inwestycji czasu ani energii; coś co można zrobić od razu, ad hoc. Wtedy kształtowanie nawyku przebiega bez wysiłku.

Robert Maurer w książce „Filozofia Kaizen. Jak mały krok może zmienić Twoje życie” daje za przykład zrzucanie zbędnych kilogramów po zimie. Każdy, kto przyglądał się kiedyś swojej oponce na brzuchu, którą widać nawet przez koszulkę, to czuł niepokój przed zbliżającym się nieubłaganie latem. Zaraz pojawiają się myśli powinnościowe i maksymalistyczne o systematycznych treningach, które przerażają, wywołują dyskomfort psychiczny, i dlatego tak trudno się do tego zabrać, a wiele osób nigdy się do tego nie zabiera. W książce można znaleźć rady na temat minimalistycznego podejścia: oglądasz wieczorne wiadomości? Zamiast siedzieć, leż przed telewizorem. Może kiedyś pomyślisz sobie, żeby podnieść nogi do góry i zrobić nożyce. Zanim się zorientujesz, będziesz robił nożyce przez całe wieczorne wiadomości.
Zaczynaj od najdrobniejszych i bezrefleksyjnych kroków. W tym wypadku wystarczy zejść z kanapy na podłogę raz albo dwa. Nawyk pojawia się sam – spontanicznie i bezboleśnie.
I znowu wsiądę na swojego ulubionego konika: lektor może w prosty sposób zadbać o kształtowanie nawyku u swoich studentów – wystarczy w trakcie zajęć wprowadzić wspomniany wyżej rytuał pięciu minut na powtarzanie. Dzięki temu prostemu zabiegowi można wyrobić taki odruch już w klasie językowej.

Mało znany sposób na naukę języków

Czy można przelecieć nad krzywą zapominania? Jak kodować, by coś weszło od razu do Twojej pamięci długotrwałej?
Dajmy na to, angielskie słowo obituary (nekrolog) brzmi jak obity Arek. Miałem kolegę Arka w szkole średniej. Wyobrażam sobie, że przeglądam gazetę i widzę nekrolog ze zdjęciem Arka. Przysuwam nos do gazety, żeby przyjrzeć się twarzy. Dolatuje mnie zapach farby drukarskiej. Czuję nawet papier pod opuszkami palców. Tak, to Arek i jest poobijany na twarzy. Obity Arek.
Wyobrażenie zajmuje kilka sekund. Inwestycja czasu – niewielka. Słowo tymczasem przedostaje się do pamięci długotrwałej.
Weźmy na warsztat kilka czasowników frazowych:

  • Pass out znaczy „stracić świadomość” i brzmi jak passat. Możesz sobie wyobrazić, że w ostatniej chwili przed utratą świadomości rejestrujesz wzrokiem, że to był volkswagen passat. Drastyczne? Tym lepiej. 
  • Brush up on znaczy „powtórzyć coś” i brzmi jak brać szampon. Możesz sobie wyobrazić, że bierzesz szampon do ręki, a na etykiecie jest to, co masz do powtórzenia napisane ultra małym drukiem. 
  • Bone up on znaczy „podciągnąć się z czegoś” i brzmi jak Bonaparte. Możesz sobie wyobrazić, że nagle wchodzi Napoleon i każe Ci podciągnąć się z historii wojen napoleońskich. 
  • Go on znaczy „dalej” i brzmi – od biedy – jak gołąb. Możesz sobie wyobrazić, że karmisz gołębie, ale kibicujesz temu, który ma na skutek wirusa gumową nogę i nigdy nie zdąży dojść do okruszków. 
  • Put in znaczy „włożyć coś do środka” i brzmi jak Putin. Możesz sobie wyobrazić małego Putina, którego wkładasz do torebki.
  • Catch up znaczy „nadgonić” i łatwo to zapamiętać, ponieważ Mia (Uma Thurman) w filmie „Pulp Fiction” opowiada dowcip o rodzinie pomidorów, które przechodzą przez ulicę, ale dziecko-pomidor się ociąga i wpada pod koła samochodu, więc tata-pomidor woła do niego „Catch up!”.

Mnemotechnika do zapamiętywania słówek

Wszystkie powyższe przykłady są infantylnie proste, bo brzmienie słów od razu kojarzy się z jakimiś polskimi odpowiednikami. Schody zaczynają się, kiedy brzmienie nic nie podpowiada...

Oto kilka ciekawych przykładów:

  • Wonderful to „piękny” i brzmi jak Wonder i full. Stevie Wonder siedzi z Tobą, popijacie piwo mocny full i podziwiacie widoki. 
  • Almost to „prawie” i brzmi jak Ola i most. Idziesz przez most i spotykasz Olę Kwaśniewską. Ale jak połączyć „prawie” z mostem i Olą? Otóż okazuje się, że Ola idzie za rękę z prababcią, która wie kim jesteś. 
  • Falcon to „jastrząb” i brzmi jak fał i koń. Fał to linka do wyciągania żagli na maszt. Płyniesz żaglówką razem z koniem, a ponieważ żagle są źle wybrane, to prosisz konia, żeby wybrał fał. Kiedy koń się do tego zabiera, nagle zaczyna go dziobać jastrząb. 
  • Circus to „cyrk” i brzmi jak ser i kuskus. Siedzisz w cyrku i nagle podają ser z kuskusem. 
  • Wardrobe to „garderoba” i nie brzmi jak coś po polsku..., ale brzmi jak ward (oddział szpitalny) i robe (szlafrok) po angielsku. Żeby się nie pogubić, możesz całe wyobrażenie przekształcić w kreskówkę albo oglądać je na swoim wewnętrznym ekranie w czerni i bieli. W praktyce często zdarza się przekładać brzmienie na angielskie słowa – stosuj wówczas zawsze ten sam system reprezentacji. Możesz sobie wyobrazić, że idziesz przez oddział szpitalny, otwierasz garderobę i widzisz same szlafroki. 
  • Entrance to „wejście” i brzmi jak N i trans. Owszem, możesz kombinować litery z obiektami. W wejściu stoi wielka litera N, która przejawia symptomy transu: zastygła i w ogóle się nie rusza, oczy utkwiła w martwym punkcie i prawie w nie mruga.

Wiele rzeczowników w angielskim kończy się na sufiks -ment, który brzmi jak menel. Wówczas może do historyjki, którą sobie opowiadasz w wyobraźni doklejać menela.

Pierwsze skojarzenie jest najlepsze – nawet jeżeli wydaje się niedokładne. Trzymaj się go, nie szukaj dalej. Mnemotechnika działa jak drabina, po której kilka razy możesz wejść i dostać się tam, gdzie chcesz, a później odsuwasz ją, gdyż nie jest już potrzebna, bo pokonujesz całą drogę automatycznie. W tej technice wystarczy czasami dobrze skojarzyć sobie pierwszą sylabę nowego słowa, by w trakcie odtwarzania z pamięci reszta słowa przyszła sama.

Podobno pamięć dorosłego tym różni się od pamięci dziecka, że my podejmujemy świadomy wysiłek, żeby coś zapamiętać, a dziecko robi to bezwiednie. Zapamiętywanie polega na kodowaniu. Każdy koduje na swój sposób. Wyobrażenia angażują obszary tzw. „starego mózgu”, które są odpowiedzialne za rozpoznawanie świata namacalnego. Przekształcając słowo w wyobrażone przeżycie, możesz to poczuć, powąchać, zobaczyć i usłyszeć – a to oznacza o wiele głębsze kodowanie niż mantrowanie, któremu oddawał się von Ebbinghaus.

Po co przedstawiać nowe słówka na lekcji, skoro studenci i tak zapomną 90% z nich? Najlepiej byłoby, gdyby nowe słowo mogło przejść do pamięci długotrwałej bez powtarzania. W idealnym świecie lektor ma opanowaną mnemotechnikę zapamiętywania słówek i nagle w trakcie zajęć przy przedstawianiu nowego słowa spontanicznie nasuwa się mu jakieś absurdalne mnemotechniczne skojarzenie z tym słowem. Tym sposobem studenci zapamiętają to słowo i nauczą się, jak zapamiętywać, mając przy tym dobrą zabawę. Dzięki mnemotechnice lekcje mogą stać się okazją do wspólnego zapamiętywania przy okazji zabawowego wymyślania absurdów.

Worldwide School Michał Celmerowski