Tomek Michniewicz: Znam wszystkie etapy strachu, które człowiek może przeżyć

Tomek Michniewicz: Znam wszystkie etapy strachu, które człowiek może przeżyć TM

Strach, wyjście poza strefę komfortu wymaga na nas zmianę, spróbowanie czegoś nowego. A wiedza o tym, co nie działa, albo co przynosi niewłaściwe efekty jest bardzo cenna – mówi Tomek Michniewicz w rozmowie z Agatą Wiewiórą podczas XXI Kongresu Kadry

Czy możemy oswoić strach?

Strach jest czymś, z czym żyje każdy z nas. Czy go lubimy czy nie, po prostu jest – tak jak inne elementy naszej osobowości albo radość, miłość czy jakiekolwiek inne zmiany emocjonalne. Niestety jest destruktywny w wielu swoich przejawach i tylko w drodze praktycznego szkolenia jesteśmy w stanie nauczyć się go kontrolować, trzymać w ryzach.

Strach rozkręca się w formie spirali. Na początku jest lekki niepokój, który stopniowo robi się coraz poważniejszy i nagle, nie wiadomo kiedy, znajdujemy się w stanie paniki, w której już nie reagujemy racjonalnie, tylko impulsywnie. Zaczynamy uciekać, walić w ściany, krzyczeć.

Jak taką panikę kontrolować?

Wtedy, niestety, jest już za późno. Sztuka polega na tym, żeby wyłapać rosnący strach na wcześniejszych jego etapach, żeby w ogóle nie dopuścić do stanu paniki. Można to zrobić wyłącznie świadomie – trzeba zrozumieć naturę strachu, lęku, dyskomfortu. Zrozumieć, w jaki sposób się on rozkręca, na jakich etapach można go zatrzymać i w jaki sposób to zrobić. To są bardzo proste praktyczne ćwiczenia – trochę oddechowe, trochę wizualizacyjne.

Jestem zwolennikiem jak najmniejszej liczby ćwiczeń, ale za to powtarzanych regularnie, żeby weszły w krew i stały się formą automatyzmu. Ciągłe powtarzanie tych samych ćwiczeń pozwala kontrolować strach, bo w kryzysowej sytuacji organizm reaguje jak maszyna.

Tomek Michniewicz nf.pl

Podczas swojego wystąpienia na Kongresie Kadry mówiłeś m.in. o różnych zagrożeniach czekających w podróży. Mógłbyś opowiedzieć o najgroźniejszej sytuacji, w jakiej się znalazłeś?

Było ich wiele, mógłbym wskazać każdą z kategorii NDE, near death experience, sytuacji grożącej śmiercią. Myśl o utracie życia to najgłębiej w nas zakorzeniony strach, który nie bierze jeńców. W takiej sytuacji nie ma znaczenia czy podróżujesz z kimś, kogo kochasz, lubisz, cenisz. Wtedy każdy ratuje siebie, nie myśli o niczym innym. I w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, kiedy partyzanci wyciągają kałasznikowy, albo gdy autobus, na dachu którego jadę, przechyla się bardzo niebezpiecznie w przepaść i widzę, że to jest już ten ostatni moment, wtedy puszczają wszystkie hamulce. Ponieważ kilkanaście razy znalazłem się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, wiem, co jest na szczycie tej spirali. Znam wszystkie etapy strachu, które człowiek może przeżyć.

I co w takiej sytuacji? Czy jesteśmy w stanie „pozbierać się” czy górę biorą emocję?

W sytuacji NDE reagujesz instynktownie – nie masz nad tym żadnej kontroli. Natomiast tym, co określa, jak dobrze „zarządzasz strachem” – jeżeli możemy użyć takiego sformułowania – jest to, jak szybko po takiej sytuacji zagrożenia przechodzisz do normy, sprowadzasz ten strach do poziomu, w którym jesteś w stanie coś zrobić. Zaczynasz myśleć racjonalnie, pomagasz innym, nie wpadasz w szok. I to jest jak najbardziej do wyćwiczenia.

Tomek Michniewicz nf.pl

A jak to jest w przypadku naszej kariery – czy sytuacje kryzysowe, strach, w jakiś sposób pomagają nam osiągnąć sukces?

Chodzą po świecie ludzie w czepku urodzeni, którzy mają po prostu bardzo łatwy przelot przez wszystkie etapy swojego życia i sukcesy do nich przychodzą same. Jednak dla większości z nas najlepsza metoda rozwoju to tzw. hard way, czyli nauka na własnych porażkach, upadkach i błędach.

Uważam, że i porażki, i strach – bo strach jest zawsze efektem jakiejś kryzysowej sytuacji, w której się znaleźliśmy, najczęściej w wyniku serii naszych błędnych decyzji – to najlepsze lekcje, bo o nich pamiętamy. Jeśli zastanowisz się nad ostatnim rokiem swojego życia i miałabyś wskazać momenty, w których się najwięcej nauczyłaś, prawdopodobnie wskażesz te, w których coś poszło nie tak i najbardziej się stresowałaś. Strach, wyjście poza strefę komfortu wymaga na nas zmianę, spróbowanie czegoś nowego. A wiedza o tym, co nie działa, albo co przynosi szkodliwe efekty, też jest bardzo cenna.

Wyobraź sobie, że zgubiłaś się w lesie lub na pustyni i nie wiesz dokąd iść. Możesz iść w każdą stronę, bo nie wiesz, skąd przyszłaś i gdzie jesteś. Wszystkie kierunki są równie właściwe i niewłaściwe. Co robisz?

Dobre pytanie…

Rób cokolwiek. Idź na południe. Idziesz, a tam wielki klif, którego nie pokonasz. Zmarnowałaś trzy godziny, ale już wiesz, że nie możesz iść na południe. Zostały ci już tylko trzy kierunki, z których możesz skorzystać i to jest bardzo cenna wiedza o tym, czego nie jesteś w stanie zrobić, co cię przerasta, z czym sobie nie radzisz, albo poradziłaś sobie źle. I teraz możesz nad tym pracować, możesz z kimś porozmawiać, rozwijać swoje kompetencje w tym kierunku, poszukać szkolenia albo mentora, który ci powie, co można było zrobić inaczej. Czy te trzy godziny naprawdę „zmarnowałaś”?

Jestem zdania, że nasze porażki, zwłaszcza porażki w wyjściu poza strefę komfortu, są niezwykle cenne w procesie szkoleniowym.

Strach ma różne oblicza, wielu z nas np. boi się tego, co pomyślą inni. Dlatego próbujemy się dostosować, nie wychylamy się, odkładamy na bok swoje marzenia, pasje. Boimy się krytyki, a także zazdrości, a wiadomo, że my Polacy jesteśmy zazdrośnikami, kiedy komu coś dobrze idzie, próbujemy go ściągnąć w dół. Sam na pewno nie raz tego doświadczyłeś.

Polacy faktycznie nie lubią celebrować sukcesów kogoś innego, tylko go próbują ściągnąć w dół. Natomiast nie uważam, żeby to była determinanta czegokolwiek.

Jeżeli nawet i większość ludzi ma takie podejście, niech ma. Ale czy tak naprawdę to ma jakikolwiek wpływ na moje życie? Wielokrotnie spotykałem się z hejtem w sieci i wielokrotnie miałem do czynienia z krytykami mojej działalności. Wyrażają oni jakieś swoje emocje, stany. I tyle. Przykre, irytujące? Oczywiście. Ale jeśli się dobrze zastanowić, ich działanie nie ma żadnego faktycznego przełożenia na mnie i moją pracę. Pamiętajmy, że jednak to my najbardziej kontrolujemy swój „świat”. Nie jesteśmy w stanie zmienić całego świata, globu, ale możemy swój – to gdzie pracujemy i z kim, do jakiego sklepu chodzimy, co robimy w wolnym czasie. To są rzeczy, z którymi mamy styczność, to jest „świat” w naszym rozumieniu.

Czyli według Ciebie wszystko jest w naszych rękach – możemy „przeskoczyć” złą sytuację w Polsce i na rynku pracy, jeśli się tylko zaweźmiemy?

Nie użyję aż takiego uogólnienia, bo różne są sytuacje życiowe. Najczęściej zresztą coś po prostu trzeba robić i nie ma wyboru. Ale nawet wtedy wiele od nas zależy. Na przykład odpowiednie ustawienie się w takiej sytuacji, bo inaczej będziemy uważać ją za skaranie boskie. Będziemy sobie powtarzać: „co za dramat, muszę pracować poniżej moich kwalifikacji; nie pracuję w firmie, w której bym chciał; zwolnili mnie z firmy, w której pracowałem wcześniej...”. W takiej sytuacji ciągle będziemy przeżywać porażkę, zamiast ustawić się frontem do tej zmiany. Należy pamiętać, że każdy taki wstrząs to przede wszystkim zmiana, a nie sukces czy porażka. A zmiana sama w sobie jest neutralna.

No dobrze, ale co zrobić, żeby dokonać tych zmian w nastawieniu, jak pokonać nasze samoograniczające przekonania?

Zacząć w analityczny, racjonalny sposób podchodzić do zmiany. Patrzeć na wszystko, sukcesy i porażki, z dystansem. Sukcesy celebrować, ale się nimi nie napawać, nie uzależniać od nich samopoczucia. Zapisywać i analizować sytuacje, które postrzegamy jako problemy. Na przykład w formie tabelki plusów i minusów. Po stronie plusów zapisywać wszystkie możliwości, perspektywy, które nam daje ta zmiana, a po stronie minusów – wszelkie niedogodności. Przykładowo: wyrzucili mnie z pracy. Po stronie minusów zapiszemy – nie mam pracy i nie będę miał pieniędzy, może nie znajdę szybko innej pracy, rata kredytu będzie trudniejsza do spłacenia. Ale po stronie plusów dodamy – mam wolny czas, mogę robić, co chcę, mogę się nauczyć nowego języka, mogę pograć w piłkę, pojechać do lasu, mogę odżywiać się lepiej. W każdej sytuacji można znaleźć potencjalne korzyści, to tylko kwestia odpowiedniego dystansu.

Tomek Michniewicz TM

Tomek Michniewicz – dziennikarz, reportażysta, szkoleniowiec, organizator wypraw i ekspedycji. Autor trzech bestsellerowych, nagradzanych reportaży książkowych: „Samsara”, „Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów” i „Swoją drogą”. Autor programu „Inny świat” w telewizji TTV, audycji „Trójka Przekracza Granice” w Trójce i „Reszta świata” w Jedynce, redaktor naczelny serwisu podróżniczego KoniecŚwiata.net. Laureat czterech statuetek na festiwalu cywilizacji i sztuki mediów, odkrywców i podróżników Mediatravel, nominowany do Kolosów i nagrody National Geographic „Traveler”.

Nowoczesna Firma S.A. Agata Wiewióra