Bumelanta na pełny etat przyjmę od zaraz

Bumelanta na pełny etat przyjmę od zaraz materiały prasowe

Warto zastanowić się, jaki odsetek społeczeństwa wyspecjalizował się w kreatywnym bumelowaniu podczas pracy.

Poznaj Annę i Jana - kreatywnych bumelantów

Jest godzina 7:58, Anna otwiera drzwi biura. Pędem zdejmuje płaszcz i biegnie włączyć komputer tak, by rozpocząć pracę punktualnie o 8:00. Otwiera program pocztowy, przegląda maile w poszukiwaniu tych od szefostwa i odpisuje tylko na to, co konieczne. Następnie niespiesznie wyrusza do biurowej kuchni, by tam wraz z koleżankami wypić poranną kawę. Błoga przerwa trwa do ok. 9:00, kiedy to w biurze zaczyna się zagęszczać. Z kuchni trzeba się ewakuować, więc pora przejrzeć Facebooka.

Czas w pracy axence

Następnie jest czas na odpisanie na kilka prywatnych e-maili, sprawdzenie stanu konta, przegląd nowości kosmetycznych na portalach urodowych, pogaduchy z przyjaciółką na komunikatorach internetowych. Później odrobina pracy, obiad, firmowe zebranie, jeszcze jakaś mała przerwa na kawę się wkradnie i tak 8 godzin z głowy. W pokoju obok siedzi Jan, który tak jak Anna ciężko pracuje. To nieważne, że zdążył już zrobić zakupy na portalu aukcyjnym, wymienić porady na temat zepsutego gaźnika w motocyklu na forum miłośników jednośladów, podesłać koledze z biurka obok kilkanaście śmiesznych grafik i kawałów oraz pobrać z sieci nowy film science fiction, który wieczorem obejrzy z żoną. Na pozór pracujemy pilnie, ale czy aby internet, który miał nam pomagać w pracy nie przeszkadza? 

Złapani w sieć…

Internet stał się jednym z najważniejszych narzędzi pracy. Jednak nieodłącznym elementem dnia pracy stała się też pewna dawka rozrywki. Jak wynika z badania przeprowadzonego w 2013 r. przez firmę Sedlak&Sedlak przy współpracy z portalem Interia.pl aż 69% respondentów korzysta z internetu w celach prywatnych. W takim wypadku korzystanie przez pracowników z sieci w celach prywatnych staje się dla wielu firm coraz ważniejszym zagadnieniem. Niemniej jednak trudno jednoznacznie ocenić, czy korzystanie z sieci w celach niezwiązanych z wykonywaną pracą jest zjawiskiem negatywnym czy też nie. Psychologowie podkreślają bowiem pozytywne konsekwencje i wskazują na potrzebę tak zwanej konstruktywnej rekreacji. Dlatego czy warto tak od razu ganić pracownika? Odpowiedź na to pytanie powinien zadać sobie każdy pracodawca z osobna. W poznaniu odpowiedzi może pomóc mu przeanalizowanie czynności, na których tak naprawdę pracownikom upływa czas.



Polacy w godzinach pracy chętnie korzystają z prywatnych skrzynek pocztowych, portali społecznościowych, komunikatorów internetowych, przeglądają strony www oraz fora, robią zakupy online, grają w gry online, oglądają filmy video. To oczywiste, że każdemu potrzebna jest chwila wytchnienia, ważne jednak, by zachować w tym umiar – tłumaczy Beata Kwiatkowska, Dyrektor Zarządzająca w firmie Axence, oferującej oprogramowanie nVision do monitorowania aktywności użytkowników pracujących na komputerach.


Prawdopodobnie do tej pory nie przeprowadzono w Polsce oficjalnych badań pokazujących przyczyny marnowania czasu, za który płaci pracodawca. Przeprowadzili je Amerykanie, którzy odkryli, że 33% pracowników marnuje czas, ponieważ ma zbyt mało pracy, 23,4% uważa, że ich pensja nie jest adekwatna, a niespełna 15% jest po prostu rozpraszana przez kolegów.

Raz, dwa, trzy – szef patrzy

Metod ograniczania swobody poruszania się w sieci jest coraz więcej, począwszy od programów antywirusowych blokujących konkretne frazy, przez filtry, działające prawie jak kontrola rodzicielska przez blokowanie określonych stron w wewnętrznej sieci, kończąc na oprogramowaniu do monitorowania ruchu na komputerach.

Jak podaje American Management Association już w roku 2001 ponad 78% przedsiębiorstw podjęło kroki mające na celu zmonitorowanie sposobu, w jaki podwładni korzystają z internetu w godzinach pracy. Odnotowano wtedy ponad dwukrotny wzrost zainteresowania monitoringiem w porównaniu do stanu sprzed 4 lat. Na podstawie takiej analizy pracy ponad jedna piąta pracodawców zwolniła swych pracowników za nadużycia.

W Polsce liczba firm, która stosuje oprogramowanie do monitorowania nie jest dokładnie znana. Można oceniać, że spośród 100 topowych firm w naszym kraju tego typu rozwiązania wdrożyło ok. 50%.

Coraz większy odsetek firm na poważnie rozważa wdrożenie oprogramowania pozwalającego monitorować wydajność pracowników. Jednym z aspektów przemawiających za instalacją tego rozwiązania jest kwestia optymalizacji kosztów pracy. Duże znaczenie ma także bezpieczeństwo, ponieważ programy są w stanie wyłapać wszelkiego rodzaju włamania, próby instalacji nielegalnego oprogramowania, zainfekowanego sprzętu czy też bezprawnego kopiowania poufnych danych – mówi Beata Kwiatkowska.

Beata Kwiatkowska