Czekam na e-galerię

Czekam na e-galerię Image courtesy of by sixninepixels/FreeDigitalPhotos.net

Na co właściwie czekacie? Przecież łatwiej chyba stworzyć galerię wirtualną niż realną.

Słowo „kupować” wciąż jeszcze kojarzy się w pierwszej chwili z wyjściem do sklepu i przyniesieniem stamtąd towaru. Odpowiednio, słowo „sklep” to miejsce, gdzie dokonuje się zakupu i skąd zakupiony towar zabiera się do domu. Tak pewnie będzie jeszcze przez wiele lat, ale w dłuższej perspektywie zmiana semantyczna jest nieunikniona. Podobnie jak sklep nie jest już dziś, jak chce etymologia tego słowa, „sklepioną piwnicą”, w przyszłości nie będzie już pomieszczeniem, w którym dokonuje się transakcji detalicznych. Chyba że wymyślimy nowe słowo na to, co nazywa się dziś sklepem internetowym. A przydałoby się.

Podobne artykuły:


Bo to, że za jakiś czas większość potrzebnych towarów będziemy sobie sprowadzać do domu przez komputer, wydaje się przesądzone. Człowiek jest leniwy i zawsze ostatecznie przełamuje swój konserwatyzm i wybiera to, co najwygodniejsze. A że utrzymywanie witryny internetowej, magazynów i opłacanie kuriera to w sumie mniejszy wydatek niż utrzymywanie sklepu, przeniesienie się z handlem do sieci opłaca się wszystkim. E-commerce to niższe koszty własne, a więc niższe ceny. To wygoda dla kupującego. To nieograniczony wybór towarów. To również porównywarki cen prowadzące do ich wyrównywania. Obfitość, dobra cena, pełna informacja i demokracja. W sieci nawet mały ma szansę. Jeśli zrobi piękną i ciekawą stronę, a towar dostarczać będzie szybko i sprawnie, nie ma żadnego powodu, aby klienci go lekceważyli.

Jako demokrata darzę handel internetowy wielką atencją. Tym bardziej że jego rozwój nie musi prowadzić do upadku tradycyjnych sklepów. Owszem doprowadzi do pewnej redukcji zatrudnienia w handlu, co korzystnie odbije się na cenach. Ale za to praca sprzedawcy stanie się bardziej inteligentna. Sklepy w realu w coraz większym stopniu będą się przecież zamieniać w wystawy towaru, gdzie klienci będą mogli wszystkiego dotknąć i o wszystko zapytać. Zakupy zrobią na ogół przez internet, ale sklep będzie niezastąpioną przestrzenią komunikacji marketingowej, a zwłaszcza udostępniania informacji o produktach. Powoli sprzedawcy będą się zmieniać w marketerów lub ekspertów, z którymi marketerzy będą chętnie współpracować. Dobry e-commerce, gładko współpracujący ze sklepami tradycyjnymi, uczyni handel działalnością bardziej inteligentną, przyczyniając się do wyeliminowania z rynku tandety i oszustwa.

Bariery technologiczne i psychologiczne

Wciąż jednak mamy do pokonania bariery technologiczne i psychologiczne. Trudno zastąpić czymś namiętność dotykania towarów. W e-sklepie można sobie tylko popatrzeć, a dotknąć to jednak tylko w realu. Skojarzenia nasuwają się same… Dlatego tak wiele zależy od rozwoju nowych formatów e-sklepów, aby działały niezawodnie na każdym urządzeniu, były piękne i funkcjonalne, a produkty pozwalały poznać z jak największą precyzją i sugestywnością. Wiele zdjęć, filmików, dobrze podana informacja techniczna, możliwość dokonywania porównań produktów i cen – to wszystko zachęca do kupowania w sieci, nawet wtedy, gdy powoli ceny w e-sklepach i w sklepach tradycyjnych będą się wyrównywać. Jest wszelako jeszcze jedna bariera psychologiczna. Przyjemność kupowania wiąże się z natychmiastowym efektem. Jest żądza – jest natychmiastowe zaspokojenie. Unoszę swój zdobyczny towar sam, prosto ze sklepu do domu. Na realizację zamówienia w e-sklepie trzeba poczekać. Jeśli jednak oczekiwanie nie jest zbyt długie, a termin otrzymania przesyłki pewny, to ekscytacja związana z nadejściem przesyłki może skutecznie konkurować z rozkoszą natychmiastowego spełnienia. Niestety, przaśność usług kurierskich często psuje efekt, a obawa, że brak komunikacji z kurierem doprowadzi do trudności z odbiorem przesyłki, wręcz zniechęca do zakupów. Dlatego tak ważne dla rozwoju e-commerce są perfekcyjna logistyka i dystrybucja oraz przekształcenie dostawy z czynności czysto technicznej w przyjemny dla klienta marketingowy rytuał. W Polsce na razie tego nie widać, a przecież komfort i atrakcyjność usług kurierskich stanowiłby znakomitą zachętę do zakupów w sieci. Zachęcałbym wszystkich do inwestowania w wizerunek kurierki (w obu znaczeniach tego słowa) – nawet jeśli mogłoby to oznaczać nieznaczny wzrost cen, to i tak się opłaci.

Podobne artykuły:

A bariery technologiczne? Cóż, wciąż jeszcze czekamy na powszechny system szybkich i bezpiecznych mikropłatności, zwłaszcza przez telefon. Wciąż jeszcze internet w urządzeniach mobilnych jest na tyle słaby i chwiejny, że zniechęca do zawierania transakcji tą drogą. Coś jakby stanęło w miejscu. Ale wkrótce pewnie ruszy i zakupy w internecie staną się o wiele bardziej płynne i przyjemne niż teraz. Sądzę, że wtedy udział e-commerce w całości obrotów handlu detalicznego zacznie gwałtownie rosnąć, a nowa epoka w dziejach handlu stanie się faktem.

Sieć to wielka namiętność

Wszystko opiera się tu na uzależnieniu od tego strumienia coraz to nowych bodźców, które dostarczają kolejne małe, niewymagające wysiłku kliknięcia. W tym tkwi cała tajemnica internetu: w łatwości. Bo człowiek, jako się rzekło, to zwierzę leniwe. A w dodatku bardzo skłonne do nałogów. Sieć staje się największym spośród nich. Tu wszystko „robi się samo”. Klik, klik i już jest! Na przykład towar: nie miałem, kliknąłem parę razy i mam! Przynieśli do domu. Temu nie można się oprzeć. To musi zwyciężyć.

Dziś wszystkie te sklepy internetowe działają osobno. Każdy rezerwuje domenę, wykupuje sobie jakąś tam platformę sklepową i robi do niej własne kolorki. Ktoś tam daje marżę na swój towar, z kimś tam można dogadać się w sprawie tańszych przesyłek, coś tam można zareklamować na Allegro albo Facebooku. Tak to się kręci. Duzi mają duże, mali mają małe sklepy, tak jak na ulicy. Lecz przyszłość należy do wielkich e-galerii – zachwycających ekomersowych portali, wyglądających jak najpiękniejsze galerie handlowe w Paryżu i oferujących tyle samo ekscytujących przeżyć. Podobnie jak kupcy w realu potrafią porozumieć się co do zasad użytkowania wspólnych wielkich powierzchni pod jednym zarządem, po to, aby skorzystać z efektów kumulacji klientów w jednym miejscu, również e-kupcy dojrzeją do takiego zrzeszonego, galeryjnego handlu. To jest prawdziwe wyzwanie. Chciałbym, aby każdy Polak znał na pamięć nazwy kilku wielkopowierzchniowych sklepów internetowych, tak jak zna nazwy galerii handlowych w swoim mieście oraz nazwy wielkich portali ogólnych. Dopóki nie ma jeszcze czegoś takiego, jak sieciowe hipermarkety, ich rolę pełnią z powodzeniem serwisy aukcyjne oraz – bez powodzenia – rachityczne „wielobranżowe sklepy internetowe”. Czy wielki sukces portali aukcyjnych nie daje Wam do myślenia? Gdyby rozproszeni właściciele e-sklepów umieli się zrzeszyć, a następnie porozumieć na temat wspólnej grafiki i systemu płatności, wspólnych usług kurierskich i w paru innych kwestiach, mogliby w ciągu kilku miesięcy połączyć swe siły w jeden portal. A wtedy kolejne firmy podczepiałyby się pod ten wspólny format, w krótkim czasie tworząc wielki hipermarket z niesamowitą wartością dodaną w postaci bogactwa oferty, świetnego oprogramowania, wiarygodności. Czemu to się jeszcze nie stało? Na co właściwie czekacie? Przecież łatwiej chyba stworzyć galerię wirtualną niż realną. Nakłady są tu niewielkie – potrzeba głównie porozumienia. No ale z tym w biznesie czasem jest właśnie najtrudniej.

Podobne artykuły:

Marketing w Praktyce Jan Hartman