Pies a wilk, czyli droga do sukcesu

Pies a wilk, czyli droga do sukcesu Robert Krool

Sprawdź, co zrobić, aby osiągnąć sukces zawodowy, czym różni się pies od wilka, dlaczego warto upaść i czym tak naprawdę jest porażka.

Umiejętność przeżywania wielokrotnego odrzucenia. Podkreślam – przeżywania. Nie chodzi o to, co człowiek zrobi, tylko jak to wewnętrznie przeżyje, poczuje i jak szybko wróci za kierownicę. Jeżeli dzieciak do 18 roku życia nie odbył praktyk, staży, nie był wolontariuszem, nie uczestniczył w żadnych projektach, to mamy wyhodowanego kolejnego przeciętniaka. Ludzie często nie potrafią przeżyć niepowodzeń, choć porażka nie jest niczym złym. Amerykański tenisista – Andre Agassi stwierdził, że tenis jest pięknym sportem, pod warunkiem, że nauczysz się przegrywać.

Podobne artykuły:

Dlaczego tak trudno nauczyć się przegrywać?

Bo nasza kultura społeczna jest kulturą biedaków, wyuczonej bezradności, cierpiącego bohatera i martyrologii narodowej. Kultura bezradności szerzona jest zwłaszcza tam, gdzie ludzie są podatni na „Klub Ofiary”. A pamiętajmy, że w „Klubie Ofiary” wszyscy są na ochotnika. I gdzie się nie przyłoży ucha, tam słychać: - no, tragedia stary, praca do bani, kasy nie ma; mój mąż jest do niczego; a moja żona? to dopiero zołza. I zaczyna się nakręcanie.

Jeśli siedzisz z nogą na nodze, jeśli drapiesz się po głowie, jeśli siedzisz sobie wygodnie – szykuj się na ubóstwo

Ludzie mają problem z przyjmowaniem porażek i często narzekają. A jak Pan podchodził do swoich niepowodzeń?

O tym jest moja książka „Wolni i zniewoleni”. Upadałem cztery razy. Za pierwszym razem byłem zaskoczony, że mi się przytrafiło. Byłem obrażony na siebie i życie. Ale któregoś dnia dotarło do mnie, że jeśli będę życie traktować poważnie, to przeżyję je jak poważny smutas. A poważne smutasy nie są szczęśliwe.

Za drugim razem byłem trochę zaskoczony tym, jak szybko wróciłem za kierownicę. Bo po pierwszym razie podnosiłem się dobrych kilka lat, ale po drugim wiedziałem już, co zrobić i jak do tego podejść. Czułem wewnętrznie, jakie zagrożenia mogą się zdarzyć. Zacząłem wtedy budować coś na kształt wiedzy emocjonalnej – w jaki sposób przeżywać różne rzeczy.

Przyznam się, że za trzecim razem to tylko moi najbliżsi przeżywali mój upadek biznesowy, bo ja byłem już troszeczkę dalej.

Czwarty raz – do dzisiaj dziękuję wszystkim bogom tego świata i boginiom, że mi się przytrafił. Gdyby się nie przydarzył, związałbym się z cholernie brzydką i pogubioną osobą w wymiarze biznesowym.

Po fakcie okazało się, że wszystkie upadki w zasadzie nie były porażkami, a tylko wielkim splotem szczęścia. Chociaż mierząc to finansowo, straty były bardzo duże.

Jak Pan sądzi – upadki zawodowe jeszcze się Panu zdarzą?

Powiem pani więcej, ja traktuję życie trochę jak spadochron. A on działa tylko wtedy, gdy jest otwarty. Więc jestem na nie otwarty. Bo jak człowiek się boi, to ucieka. A za każdym strachem czai się przyjemność. Zachęcam – wejdź w to.

Aby się nie bać i rozwijać zawodowo trzeba siebie bardziej zrozumieć?

Sami siebie nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Ale jesteśmy w stanie poczuć. Jesteśmy naczyniami połączonymi, istotami w stu procentach emocjonalnymi – karmimy się emocjami, uczuciami. Przebywając z drugą osobą możemy poczuć rezonans, czyli jeżeli znamy pewne uczucia, to one nam się udzielają. Ludzie z jednej strony mogą siebie poczuć, ale z drugiej – jeśli od dziecka są siłowo, regularnie i represyjnie odciągani od siebie, to są nieobecni w sobie. Jako młodzi muszą zadowolić innych, mieć dobre oceny, zgadzać się z innymi. A potem dorastają i całe dorosłe życie spędzają na poprawianiu swojego dzieciństwa.

Niektórzy idą do psychoterapeuty przepracować swoje dzieciństwo, ale wielu tego nie robi, bo nawet nie są świadomi, że tego potrzebują.

Jest takie dobre zdanie, które padło w czasach Oskara Wilde'a – sparafrazuje je trochę: „Jeżeli praca nad sobą i związana z tym nauka jest dla ciebie zbyt trudna, to idź do księdza”.

Może lepiej do coacha? Kiedy jest dobry moment, żeby młody człowiek lub menadżer do niego poszedł?

Jeżeli któregoś dnia zaczyna odkrywać, że dotyka jakiejś sprawy i nic nie czuje. Nie dociera do gniewu duszy… To jest moment, w którym powinien znaleźć kogoś, kto mu pomoże z tego wyjść.

Kiedy jest obojętny na rzeczywistość?

Kiedy wykonuje działania mechanicznie jak automat. Idzie do pracy, coś robi, ale nie ma w tym żadnego uczucia.

I wtedy najczęściej przychodzą?

Wtedy powinni przyjść.

To kiedy przychodzą?

Przychodzą wtedy, kiedy są wkurzeni. Kiedy już pewne rzeczy się zadziały. A najlepszy moment to wtedy, gdy wkracza obojętność i pozorna stabilność. Bardzo ładnie ujął to Salomon: „Jeśli siedzisz z nogą na nodze, jeśli drapiesz się po głowie, jeśli siedzisz sobie wygodnie – szykuj się na ubóstwo”. Kiedy więc nic ich nie kręci, to jest prawdziwy moment, w którym powinni do kogoś pójść. Ale zwrócić się nie o pomoc tylko o towarzyszenie w powrocie do siebie.

Czy to jest właśnie istota coachingu?

Tak, to jest coaching. Ale młodzi menadżerowie i specjaliści częściej potrzebują mentoringu.

Czym się różni mentor od coacha?

Mentor to jest ktoś, kto przeszedł jakąś drogę i oprócz tego, że emocjonalnie potrafił tę drogę wytrzymać, to merytorycznie wie, co w trawi piszczy. Coach może potowarzyszyć nam w drodze do siebie, ale merytorycznie nie będzie uczestniczył w tym, czym się zajmujemy. Programy mentoringowe, które nagłaśniam z Polskim Stowarzyszeniem Mentoringu mają na celu wskazanie, że w każdej organizacji są mentorzy. I oni nie chcą być menadżerami. Mało który menadżer nadaje się na mentora, ponieważ nie można być jednocześnie rozliczającym kontrolerem i mentorem. Mentor to może być ktoś z równoległego działu. Ktoś, kto ma wiedzę dziedzinową i rozumie skąd się biorą liczby, kryteria tych liczb i jaka ma być wartość na końcu. Ale oprócz tego mentor ma walor emocjonalny – przeszedł drogę, którą np. młody handlowiec ma do przejścia. 

Jak mentor może pomóc?

Nowoczesna Firma S.A. Olimpia Wolf