Domenowa wojna, czyli walka nie tylko o technologiczną miedzę

Domenowa wojna, czyli walka nie tylko o technologiczną miedzę tapetyczne.pl

Niedawna batalia Apple o domenę Ap.pl przypomniała, że dobry adres w sieci jest na wagę złota i w każdej chwili mogą upomnieć się o niego najwięksi. Zdarza się jednak, że pozwy sądowe w tej materii bywają zwyczajnym wołaniem o sprawiedliwość.

Międzynarodowy gigant z branży elektroniki użytkowej, Apple, pozwał niedawno polskiego przedsiębiorcę o nieuprawnione wykorzystywanie renomy znaków towarowych firmy. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że cały spór toczy się o nazwę domeny Ap.pl, a konkretnie o jej fonetyczne podobieństwo do Apple. Absurd? W tym wypadku wszystko na to wskazuje, ponieważ właściciel domeny Ap.pl zarejestrował ją 13 lat temu, kiedy w Polsce urządzenia Apple były popularne mniej więcej tak samo, jak dzisiaj Nokie 3310. Poza tym, czy można zarzucać polskiemu przedsiębiorcy, że w adresie domeny ma rodzime .pl, a skrót „ap” pochodzi od nazwy jego firmy? Apple udowadnia, że można i to nawet po 13 latach. Pozostaje tylko pytanie: kto finalnie skorzysta na całym konflikcie. Jedna z najbogatszych korporacji świata czy nieznana dotychczas polska firma, której tak niespodziewanie udało się uzyskać rozgłos?

Wielkie „halo” o nic?

– To nie pierwszy i na pewno nie ostatni taki przypadek, zwłaszcza że kwestie własności intelektualnej, znaków towarowych itp. są z punktu widzenia prawa trudne do udowodnienia i jednoznacznego stwierdzenia o winie – komentuje Łukasz Gawior z Zenbox.pl, polskiej firmy hostingowej. – Rejestracja domeny i nabycie praw do jej nazwy to jedno, a to czy działaniami z nią związanymi nie narusza się praw osób trzecich, to zupełnie inna sprawa.

Na razie jedyny efekt, który dotychczas udało się osiągnąć korporacji, to wypromowanie swojego rzekomego konkurenta. Oczywiście 600 stronicowy pozew Apple przeciwko polskiemu przedsiębiorcy trafił do sądu. Jednak po fali komentarzy można stwierdzić, że wszyscy po cichu liczą na wynik korzystny dla ap.pl.

Zdarzają się jednak przypadki, że podobieństwo do znanych marek i popularnych serwisów jest celowe. A kupcy domen sprytnie wykorzystują luki prawne, regulujące rynek domen w Polsce.

Microsoft Peel

Wystarczy cofnąć się o klika lat i przyjrzeć ziołowo-komputerowej aferze z Microsoftem. W tym przypadku nie można już mówić o nieuzasadnionych oskarżeniach, bo właściciel łódzkiego sklepu z ziołami rejestrując swoje domeny Microsoft.pl i Microsoft.com.pl doskonale wiedział, do kogo się odwołuje. Jak to możliwe, że udało mu się zarejestrować taką domenę?

– W regulaminie Naukowej Akademickiej Sieci Komputerowej, znajdziemy zapis mówiący o tym, że NASK nie przeprowadza badania czy zawierając lub wykonując umowę Abonent narusza prawa osób trzecich lub jakiekolwiek przepisy prawa – wyjaśnia Łukasz Gawior. Oczywiście regulamin uwzględnia przypadki, w których NASK może odmówić rejestracji. Jednak są to regulacje dotyczące już zarejestrowanych i funkcjonujących domen oraz domen odpowiadających nazwie województwa, powiatu lub gminy, które muszą być rejestrowane przez właściwe organy administracji publicznej. Co to w praktyce oznacza?

Podobne artykuły:

– Wszystkie domeny, które nie zostały wcześniej zarejestrowane lub ich ważność wygasła i nie została odnowiona przez właściciela, w świetle prawa są do wzięcia. Oczywiście zdarzają się przypadki nieuczciwego podkupienia domen lub wykorzystania nazw własnych innych firm, jednak w takich sytuacjach spory rozstrzyga Sąd Polubowny przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. – tłumaczy Łukasz Gawior.

Przykładów podobnych sytuacji na polskim i zagranicznym rynku jest mnóstwo. Można odnieść wrażenie, że dzisiaj ochrona domeny przypomina ochronę własnego podwórka lub przysłowiowej miedzy i nic nie wskazuje żeby miało się to zmienić w najbliższym czasie. Nawet wszystkim znany Google Mail, na przestrzeni ostatnich 10 lat o swojego Gmaila zabiegał już kilkakrotnie w Europie. Problem z zarejestrowaniem domeny pojawił się w Niemczech, Anglii, Szwajcarii i Polsce. „Nasz” Gmail był niczym innym jak stroną Grupy Młodych Artystów i Literatów (GMAIL), gdzie publikowano twórczość jej członków. Jak twierdzili niektórzy, strona grupy była jedynie przykrywką i przykładem cybersquattingu, jakim jest rejestrowanie nazw domen kojarzących się ze znanymi produktami lub firmami. Ostatecznie po kliku latach walki w sądzie, domenę przejęła inna firma działająca na zlecenie Googla, chociaż do dziś adres gmail.pl nie funkcjonuje w sieci.

Co zrobić, żeby zapanował pokój?

Przede wszystkim zatroszczyć się o terminowe odnawianie domen, bo nie brak osób które tylko czekają na możliwość przejęcia najbardziej popularnych adresów. Co prawda może nie być to wielka wojna tylko potyczka, ale z pewnością nieprzyjemna i kosztowna.

Jeżeli jednak nie uda się zapobiec najgorszemu, zawsze pozostaje zgłoszenie sprawy do Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych (SPDI), działającego przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. Należy jednak pamiętać, że SPDI rozstrzyga wyłącznie spory dotyczące domen z końcówką .pl, a w przypadku innych rozszerzeń trzeba zwrócić się do czeskiego Sądu Arbitrażowego lub Centrum Mediacji i Arbitrażu przy WIPO.

Podobne artykuły:

Przedmiotem postępowania przed Sądem Polubownym ds. Domen Internetowych jest ustalenie czy pozwany w skutek zawarcia umowy rejestracyjnej z NASK o utrzymywanie nazwy domeny internetowej, naruszył prawa powoda oraz żądanie stwierdzenia naruszenia tych praw. Często zdarza się, że strona pokrzywdzona nie decyduje się na postępowanie sądowe z obawy przed dodatkowymi kosztami, stresem i niekończącymi się wizytami w sądzie. Jednak w większości przypadków, sprawy w SPDI rozstrzygane są w około 150 dni, a w razie wygrania sprawy koszty postępowania (około 4000 zł) spadają na pozwanego.

Sąd Polubowny rozstrzyga spory odwołując się najczęściej do regulacji ustawy o zwalczeniu nieuczciwej konkurencji lub ustawy Prawo własności przemysłowej. Bardzo często, bo w około 70 proc. przypadków, Sąd uznaje prawa powoda za naruszone. Dobrym przykładem takiego wyroku jest sprawa z powództwa Orange Bright Services Limited z siedzibą w Bristolu, przeciwko właścicielowi domeny orangewarsawfestival.pl, któremu zostały zarzucone: czyn nieuczciwej konkurencji, naruszenie prawa do znaku towarowego Powoda oraz naruszenie dóbr osobistych Powoda.

Podobne artykuły:

Jak zwraca uwagę Łukasz Kowalczyk, radca prawny z Kancelarii DKM specjalizujący się w prawie własności intelektualnej: „Sąd Polubowny w sprawie Orange oparł rozstrzygnięcie nie na naruszeniu praw do znaków towarowych, pomimo, że Powód przedstawił dowody na rejestracje szeregu znaków towarowych podobnych do nazwy domeny zarejestrowanej przez Pozwanego. Sąd uznał bowiem, że sama rejestracja domeny nie jest jeszcze naruszeniem prawa do znaku, skoro naruszenie polega na korzystaniu ze znaku dla oznaczania towarów lub usług – a nie musi być przecież takim korzystaniem sama rejestracja domeny. Sąd uznał jednak racje Orange Bright Services Limited zgadzając się, że rejestracja przez Pozwanego nastąpiła w złej wierze tj. z naruszeniem dobrych obyczajów. Powód wykazał mianowicie, że „Orange” jest określeniem renomowanym, mającym wysoką wartość komercyjną w jego działalności, a Pozwany rejestrując domenę „orangewarsawfestival.pl” miał świadomość powyższych okoliczności i nie dysponował zgodą Powoda na jej rejestrację. Na tej właśnie podstawie Orange Bright Services Limited sprawę wygrał”.

Pieniądze lubią ciszę

Jak podkreśla mec. Łukasz Kowalczyk, na kanwie wyroku w sprawie Orange widać, że samo zarejestrowanie znaku towarowego może nie wystarczyć dla uniemożliwienia innemu podmiotowi wykorzystania tego znaku w swojej domenie.

– Jeżeli chcemy odnieść sukces przed SPDI kluczowe może być wykazanie, że dane określenie jest przez nas używane, ma wartość handlową i że ten inny podmiot miał lub powinien mieć tego świadomość – tłumaczy Kowalczyk.

Firmy, które nie chcą podejmować walki lub nie mają podstaw aby złożyć pozew do sądu, na ogół decydują się na odkupienie swojej domeny. Można też inaczej. Jedna z większych, polskich firm technologicznych wykazała się w podobnej sytuacji pewnego rodzaju odwagą. Kiedy okazało się, że ZigZag dotychczasowy dostawca hostingu ogłosił swoją upadłość, firmowa domena została przejęta przez NASK. Niestety jej właściciele nie zostali poinformowani ani o kwestii upadłości ani o tym, że od pewnego czasu ZigZag nie wpłacał do NASK abonamentu za utrzymywanie adresów swoich klientów.

W związku z tym domena została wystawiona na sprzedaż i przejęta przez AfterMarket.pl, jedną z firm zajmujących się odkupywaniem adresów WWW na rynku wtórnym. Postępowanie przed Sądem Polubownym w tym wypadku nie miało sensu, bo w zasadzie AfterMarket.pl zadziałał legalnie. Jednak nie był to główny powód dla którego właściciele firmy nie zgłosili nigdzie sprawy. Wyszli z założenia, że robiąc szum wokół przejętej domeny niepotrzebnie zwrócą uwagę konkurencji, przez co jej cena znacznie wzrośnie. Postanowili więc po cichu wziąć udział w zwykłej licytacji. Jak się okazało, było to najlepsze z możliwych rozwiązań, bo domenę udało się odzyskać za stosunkowo niewielkie pieniądze.

inPlus Media Adam Mitura