Elastyczność dostaw a stabilizacja produkcji

Elastyczność dostaw a stabilizacja produkcji Photo credit: fiddle oak / Foter

Połączenie wysokiej elastyczności oczekiwanej przez klientów z działalnością operacyjną, czyli sprawną realizacją zleceń przy jednoczesnym zachowaniu kontroli nad jakością produktów i kosztami, stanowi nie lada wyzwanie.

Jest na ten temat dostępnych wiele teoretycznych rozpraw i książek. Natomiast praktyka codziennej pracy w tym zakresie może wyglądać na przykład tak jak historia Jerzego:

Jerzy jest od ponad roku Planistą Produkcji w fabryce podzespołów elektronicznych. Jego firma współpracuje z kilkoma dużymi i znanymi na rynku producentami sprzętu AGD. Praca jest bardzo ciekawa. Planista dużo się uczy i zdobywa doświadczenie.

Jerzy właśnie kończył dzień pracy, kiedy Kierownik Sprzedaży - Marcin zdążył zastać go w biurze. Jerzy wiedział, że wizyta Kierownika Sprzedaży na koniec dnia pracy nie oznacza nic dobrego. Zapewne po raz kolejny w tym tygodniu kluczowy klient zmienił priorytety swoich dostaw, co wymaga zmian w harmonogramie produkcji. Nie mylił się. Marcin powiedział, że inny dostawca komponentów do klienta ma problem z dotrzymaniem terminów dostaw, co uniemożliwia realizację wcześniejszych planów produkcji i wymaga ich zmiany także po stronie naszej fabryki.

Zmiany?

Nowe oczekiwania klienta raczej obracają w pył całodzienną pracę Jerzego nad rozplanowaniem wszystkich zleceń produkcyjnych tak, żeby plan w ogóle był wykonalny! I tak wiele utrudnień pojawiło się w ciągu dnia:

  • Część pracowników drugiej zmiany jest na chorobowym, co zmniejsza wydajność produkcji.
  • Produkcja pomyliła komponenty w jednej z partii produkcyjnych z zeszłego tygodnia i teraz całość jest do poprawy, co niepotrzebnie zajmuje dostępny czas maszyn.
  • Opóźniła się dostawa kluczowego komponentu do jednej z rodzin produktów i można będzie rozpocząć jej produkcję dopiero za 2 dni.
  • Ktoś w magazynie nie mógł odnaleźć kartonu z komponentem, co spowodowało 3 godzinny przestój linii produkcyjnej.

Linie produkcyjne nie mogą stać bezczynnie! I tak ledwie wyrabiają się z realizacją zamówień, a klienci bardzo nerwowo reagują na jakiekolwiek opóźnienia dostaw. Czy  handlowcy w ogóle wiedzą, jak to wygląda?

Codzienna walka o realizację planu wysyłek nie ma końca. Czemu Sprzedaż za wszelką cenę chce zadowolić klienta? Przecież kolejna zmiana zamówienia to koszty i problemy operacyjne z tym związane.

Często zmiany są wręcz niemożliwe do zrealizowania. Tak jest i tym razem... Zmiany, których wymaga Marcin oznaczają, że trzeba będzie zamieniać zlecenia produkcyjne, do których zostały już dedykowane zakupione komponenty (a tych nie ma w nadmiarze); produkcja będzie zmuszona do ponownego przezbrajania maszyn, do czego jest bardzo niechętna, bo maszyna w czasie przezbrojenia nie pracuje, a produkcja jest rozliczana właśnie z efektywnego czasu jej wykorzystania. Dodatkowo, z powodu przyjęcia nowego zamówienia, kolejka zleceń już potwierdzonych klientom będzie musiała dłużej poczekać na realizację. Jerzy, zamiast spędzić popołudnie z rodziną, będzie budował od nowa harmonogram produkcji odpowiadający nowym priorytetom klienta. Będzie znów wpatrywał się w komórki arkusza kalkulacyjnego, a dane z nowego harmonogramu będzie jeszcze miał przed oczami zasypiając i myśląc, czy aby o czymś nie zapomniał.

Elastyczność wobec klienta

Najgorsze jest to, że takie sytuacje zdarzają się w pracy planisty często. Zarząd naciska na to, aby fabryka była coraz bardziej elastyczna, ponieważ tego oczekują klienci, grożąc odejściem do konkurencji. Każda zaś kolejna zmiana żądana przez klienta ma „najwyższy priorytet”. W tych warunkach planista bezustannie wykonuje swoją syzyfową pracę planując produkcję, obchodząc wszystkie ograniczenia, których jest niemało... Wszystko po to, aby po następnej zmianie priorytetów, zacząć robić to samo od nowa. Jak długo tak można? Kto i po co wymyślił tę całą elastyczność? Czy nie lepiej byłoby produkować wszystko zgodnie z zatwierdzanym raz na tydzień harmonogramem produkcji? Wszyscy wiedzieliby co robić. Można byłoby spokojnie przygotować komponenty, zaplanować wysyłki i nie byłoby ciągłego zamieszania. Jak byłoby pięknie i spokojnie. Zamiast tego, są dni, kiedy powstaje kilka wersji harmonogramu produkcji, każda ważna przez kilka godzin, dopóki coś znowu się nie zmieni. Planowanie przypomina zabawę w berka.

Z drugiej strony zdarza się, że planista produkcji jest karany właśnie za elastyczność wobec klienta:

Kilka tygodni temu również na życzenie klienta, Jerzy pod naciskiem  Marcina przebudował harmonogram produkcji zwiększając tygodniową produkcję nowej rodziny produktów z 500 do 1000 sztuk. Klient oczekiwał tej zmiany, ponieważ ta grupa wyrobów okazała się hitem rynkowym i sprzedawała się jak ciepłe bułeczki. Po otrzymaniu podwojonej wielkości dostawy klient był bardzo zadowolony. Do czasu. W kolejnym tygodniu oczekiwanie zwiększonych dostaw do klienta powtórzyło się, ale niestety nie było możliwe do zrealizowania. Ze względu na podwójną wielkość produkcji tydzień wcześniej zużyte zostały dodatkowe komponenty, co doprowadziło do wystąpienia ich braku i  w efekcie - zatrzymania zaplanowanej produkcji.

Oczywiście dział zakupów skontaktował się dostawcami. Ci zrobią co w ich mocy, lecz kolejna dostawa kluczowych komponentów i tak dojedzie do fabryki nie wcześniej niż za 2 tygodnie. Może to doprowadzić do przerwy w sprzedaży finalnego wyrobu na rynku, a to dla klienta byłoby katastrofą. Oczywiście winą obarczona zostaje fabryka Jerzego. Planiści po raz kolejny wysłuchują narzekań handlowców, że nie są w stanie zrealizować zamówień. Nikt nie pamięta, że prawdziwą przyczyną problemów było pochopne zaakceptowanie większego zamówienia przed tygodniem bez pełnej analizy konsekwencji.

Wojciech Kościaniuk