Heurystyka produktu

Heurystyka produktu http://www.freedigitalphotos.net/

Heurystyka produktu polega na przekładaniu pomysłu na produkt. Innowacyjne rozwiązanie sprzedają się najlepiej.

Zachęcam każdego wytwórcę do budowania „świadomości wynalazczej”, czyli refleksji nad historycznym rozwojem swojej branży i danego typu produktu, do którego należy nasz konkretny wyrób.

Marzenie marketera to produkt samograj, którego w zasadzie nie trzeba reklamować, bo wystarczy go tylko pokazać, aby wszyscy zaraz chcieli go mieć. A ludzie chcą mieć rzecz nową i piękną. Jeśli jest naprawdę nowa, czyli innowacyjna, to właściwie jest bezcenna, bo z niczym jeszcze na rynku nie konkuruje. Zyski z dobrego pomysłu przewyższają każdy biznes!

Produkt - samograj

Spełnienie marzeń o samograju oznacza postawienie na udział marketingu i badań rynku w procesie powstawania produktu i właściwie już na etapie jego wymyślania. Rozumie się samo przez się, że dobra koncepcja produktu, odzwierciedlająca potrzeby konsumentów, jest kluczem do rynkowego sukcesu. Niby to jasne, a mimo to badanie rynku zwykle zaczyna się wtedy, gdy już mamy prototyp albo co najmniej projekt tego, co chcemy sprzedawać. Tymczasem wic polega na tym, by najpierw się dowiedzieć, czego ludzie potrzebują, a potem dopiero projektować. Janusz Palikot, który wszystko umie zmienić w złoto lub głosy wyborców, opowiadał niedawno, jak onegdaj szukał dla siebie miejsca na rynku win musujących. Smak? Kształt butelki? Etykieta? Cena? Nie! Z badań wyszło, że tanie „szampany” miały w owych czasach taką niemiłą cechę, że druciki przy korkach im się urywały. Faktycznie, pamiętam, że tak było. Otwieranie szampana to był stres i strach przed blamażem i oblaniem się lepką cieczą. Odkrycie to zaprowadziło biznesmena prostą drogą do innowacji w zakresie drutownictwa, czego skutki odczuwamy do dziś w polskim parlamentaryzmie.

Podobne artykuły:

Nowości produktowe

Gdy rozejrzymy się wokół, to napotkamy całe mnóstwo takich drucianych minirewolucji produktowych, a za każdą z nich stoi domek z ogródkiem jakiegoś prezesa. Moja myszka nie ma kabelka. Jaka wygodna! Moja pasta do zębów stoi na korku. Mój keczup zresztą też. Dlaczego przez tyle lat było inaczej? Innowacje to prawdziwe wynalazki, jak bezdotykowe dynamo w rowerze, ale i drobne pomysły, jak odkręcany kapsel. W tysiącach firm na całym świecie buzują fałdy wyobraźni w mózgach młodych konstruktorów i designerów, by mogły powstawać coraz to nowe, fajne i pożyteczne udoskonalenia, dzięki którym nasz świat jest taki rozkosznie wygodny. Niewyczerpane są pokłady ludzkiej inwencji, zwłaszcza gdy łechce ją pragnienie zysku i podrażnia strach przed konkurencją. A gdy już zakrzykniemy: "heureka!", to nadziwić się nie możemy, że nikt wcześniej na to nie wpadł.

Innowacje nie biorą się wszak z czystej fantazji ani podszeptu boskiego geniuszu. Stoi za nimi pewna metodologia. Polega ona na rozpoznaniu pewnej potrzeby oraz zdefiniowaniu zadania konstruktorskiego, polegającego na tworzeniu rozwiązania potrzebę tę zaspokajającego. Bywa, że łatwiejsze jest to pierwsze, a bywa odwrotnie. No bo cóż z tego, że mamy potrzebę cofnięcia czasu? Wszak wehikułu czasu nie wynajdziemy. Jednakże ten, kto odkrył, że otwieranie puszek jest małą udręką, ten nie miał już kłopotu z wynalezieniem konserwy z otwieraczem.

Innowacje

Każdy produkt czemuś służy. Każdy jest lepszy od swoich technologicznych poprzedników, lecz jednocześnie gorszy od następców. Jeśli naprawdę chcemy coś zmienić i wziąć udział w wyścigu po zyski z innowacji, powinniśmy mieć pełną świadomość szeroko rozumianej pozycji naszego produktu. Pozycji nie tylko na rynku, w określonym jego segmencie, pośród konkurentów tu i teraz, lecz również w sensie technologicznym, na tle dziejów danego rodzaju wytworów. Potrzebujemy czegoś na kształt mapy historycznej produktu. Bo wiedząc, skąd się wywodzi, można antycypować i przyśpieszać jego rozwój. A to jest właśnie innowacja.

Tak się robi z samochodami. Każdy nowy model jest dzieckiem i wnukiem innych modeli, w ramach pewnej serii. Każdy łączy stare z nowym, realizując pewną linię rozwojową, dajmy na to związaną z napędem hybrydowym albo hydraulicznym zawieszeniem. To samo dotyczy jednakże wszystkich wytworów przemysłu, niekoniecznie hi-tech. Co więcej, tę samą zasadę można odnieść również do usług. Dlatego zachęcam każdego wytwórcę do budowania „świadomości wynalazczej”, czyli refleksji nad historycznym rozwojem swojej branży i danego typu produktu, do którego należy nasz konkretny wyrób. Twórcze skojarzenie tych dwóch obszarów wiedzy: technologicznej i marketingowej pozwoli nam w sposób zorganizowany planować rozwój produktu. Oczywiście, nic nie zastąpi owej iskry bożej, tego małego cudu, którym jest każdy przychodzący do głowy pomysł. A jednak za pomysłami stoją pewna praca i organizacja, gdy zaś już się pojawią, potrzeba procedur pozwalających je przekuć na realne działanie innowacyjne. To wszystko, co sprzyja rodzeniu się nowych pomysłów oraz ich realizacji, nazywa się heurystyką. I takiej właśnie heurystyki potrzebuje każda firma, nawet mała.

Heurystyka

Początkiem heurystycznej obsługi produktu powinna być wspomniana mapa historyczna. Jej zadaniem jest przedstawienie genealogii danego wyrobu, porządkujące kolejność poszczególnych innowacji w jego rozwoju oraz przyporządkowujące te innowacje poszczególnym producentom. Jeśli to możliwe, warto prześledzić wpływ poszczególnych etapów ewolucji produktu na udziały w rynku tych firm, które wprowadzały kolejne innowacje. Pozwoli to zorientować się w potrzebach konsumentów stymulujących rozwój danej branży i przez tenże rozwój, w sprzężeniu zwrotnym, stymulowanych.

Z takim historycznym orężem w ręku należy się rozejrzeć po współczesnym polu walki, czyli opisać rynek. Dzięki wiedzy diachronicznej łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego jedni mają się na tym rynku lepiej od innych i w jakim pozostaje to związku z potencjałem innowacyjnym poszczególnych konkurentów. A zrozumienie rynku to klucz do trafnych decyzji biznesowych. Również tych heurystycznych, czyli nastawionych na rozwój produktu.

Wsparcie dla innowacji i tworzenie warunków dla pojawiania się dobrych pomysłów wymaga systematycznej wiedzy o rynku i produkcie, lecz ponadto wymaga analizy. Każde udoskonalenie czy racjonalizacja związana jest z pewną częścią produktu i pewną jego funkcją. Antycypując nowe rozwiązania, trzeba rozłożyć produkt na czynniki pierwsze, bo każdy z nich stanowi przedmiot ewentualnych modyfikacji. Generalnie części i cechy produktu – cechy własne oraz funkcje – dzielą się na zewnętrzne i wewnętrzne, a więc takie, z którymi wprost obcuje użytkownik, oraz takie, których nie widzi, gdyż dotyczą wnętrza danego wyrobu i jego mechaniki. Innowacja będzie zawsze coś zmieniać w produkcie lub dodawać do niego w sferze jego powierzchowności bądź wnętrza. Ta druga sfera jest bardziej inżynieryjna, ta pierwsza – bardziej marketingowa, bo związana z percepcją i użytkowaniem produktu.

Dysponując historią i analizą produktu, powinniśmy stworzyć typologię jego walorów. Opierać się ona będzie na pewnym zestawie kategorii, różniącym się zależnie od rodzaju produktu, na przykład: trwałość, zakres możliwości, komfort użytkowania, szybkość działania, energochłonność, stosunek jakości do ceny itp. To akurat jest dobrze znane i powszechnie stosowane. Cały nasz system heurystyczny zacznie jednak działać dopiero wtedy, gdy nałożymy na siebie genealogię (mapę), analizę i typologię. Gdy już to uczynimy, nadejdzie uroczysty moment każdej heurystyki, czyli zadanie zespołowi odpowiadającemu za innowacje sakramentalnych pytań: czy można coś zrobić, żeby działało szybciej? Żeby było łatwiejsze w użyciu? Żeby lepiej smakowało? Żeby było ładniejsze? Jeśli dobrze się przygotujemy, odpowiedzi posypią się jak z rękawa.

Podobne artykuły:

\

Marketing w Praktyce Jan Hartman