Horror story, czyli cała prawda o urzędach pracy

Horror story, czyli cała prawda o urzędach pracy Michael Raphael/Wikimedia Commons

Zrobiłam doświadczenie. Zainspirowana rozmową z jednym z moich mentorów (tak mam kilku mentorów, tak według mnie można mieć kilku mentorów!) udałam się do urzędu pracy. I to był horror!

Chciałam sprawdzić jak to jest z możliwościami zatrudnienia osób bezrobotnych w wieku powyżej 25 i poniżej 45 (celowo!). Cel: przyspieszenie rozwoju IABC/Poland i jak przystało na non-profit uczynienie trochę dobra, bo to jeszcze nikomu nie zaszkodziło a wręcz pomogło. Cóż IABC/Poland, które reprezentuję to nie tylko promowanie skutecznej komunikacji w biznesie, ale również edukowanie rynku jak skutecznie i efektywnie prowadzić biznes, zarządzać, budować markę i pozyskiwać klientów.

Pomyślałam sobie, żeby zatrudnić osoby potrzebujące, chcące działać i się rozwijać, aby IABC/Poland mogło również skorzystać ze wsparcia. I tu zaczyna się tytułowe urzędnicze horror story epizod 1.

Urząd pracy – epizod I

Otwierają się automatyczne drzwi, dziki tłum, ogólnie panujący smutek, marazm, panie krzyczą na siebie, automat do wydawania numerków chyba nie działa, bo klienci (tak – klienci!) szukają osoby, która odpowiada za ten specjalistyczny sprzęt, panie urzędniczki oglądające czy nie ma plam na suficie przemykają zgrabnie z kawą lub herbatą to tu to tam.

Pytam się w okienku przy wejściu – gdzie mogę pozyskać informacje dla zatrudniających, pani odpowiada: „A chyba w pokoju x, ale niech się Pani dowie na drugim piętrze, bo ciągle zmieniają te pokoje i ja nie nadanżam” (nie wiem nawet jak to napisać). Robię obchód, wchodzę do sali, gdzie ludzie czekają przy pustych stolikach. Na ścianach mnóstwo ogłoszeń typu: „szukam dyrektora generalnego ze znajomością jęz. chińskiego, rosyjskiego i angielskiego. Wynagrodzenie 2,500 PLN brutto”. Za szklanymi drzwiami (jak do raju) pusto, nikogo nie ma oprócz urzędniczek … około siedmiu stanowisk… pustych… a na sali wyczekujący tłum i oczy wpatrzone w ekran z numerkami nad szklanymi drzwiami do raju i głos, tubalny, groźny, zapowiadający: „A 304 stanowisko 7, A 304 stanowisko 7”. Nagle zrywa się młoda kobieta wchodzi do raju… i jak szybko weszła tak szybko wyszła. Konsternacja. Okazało się, że panie powiedziały „Czekać proszę na wezwanie”… cóż to tylko wezwanie było… Horror!

Idę w takim razie na II piętro (windy nie zauważyłam… – urząd „przyjazny”). Kolejny dziki tłum sfrustrowanych ludzi, szarych, czekających na swoją kolejkę w różnym wieku, sporo inteligentnych twarzy, sporo bezdomnych, brak nadziei, pełno drewnianych, prostych, ławek jak na sali gimnastycznej, lamperie.

Pukam do jednego z pokoi – chce się jedynie zapytać, gdzie jako potencjalny pracodawca mogę otrzymać jakieś informacje – ups … nie mogę dokończyć zdania, bo pani urzędniczka w wieku starszym niż średni przerywa mi , każe stanąć w kolejce i czekać „ale proszę pani ja… Pani czeka na swoją kolej!” No dobrze pani miała zły dzień, więc pukam ponownie do innych drzwi trafiam na młodą osobę, która z uśmiechem mówi „dzień dobry czy mogę pani w czymś pomóc” ja opisuję sprawę, która mnie przyniosła w to dziwne miejsce i otrzymuję skróconą informację z pokierowaniem do kogo i gdzie mam się zgłosić. Wychodzę z pokoju i … zadaję sobie pytanie: dlaczego nie wzięłam szalika albo maski p. gazowej??? Horror!

Oczywiście nie ma możliwości wsparcia dla rozwijających się organizacji, ale to nic. Nie poddaję się i dochodzę do wniosku, że zaryzykuję dzień i udam się do drugiego urzędu, aby zdobyć kolejne doświadczenie.

Słońce, świeże powietrze – nie ma szklanych drzwi do raju, a jednak jestem w raju!

Urząd pracy – epizod II

Podjeżdżam, wielka brama, dziki tłum, który mnie dopada „pani da pracę”, „pani ja wszystko zrobię”. Nagle podjeżdża bus, wychodzi tęgi pan, tłum chętnych, jeden przez drugiego ,pędzi do busa, nie patrzą się na nic – nic nie jest ważne czy uszkodzi się zaparkowany samochód, czy się popchnie przechodnia, nic nie jest ważne – podjechał „Szef”. Scena jak z jakiegoś filmu z lat trzydziestych. Horror!

Wchodzę… znowu nie ma podjazdu ani windy. Dla mnie nie jest to ważne, bo nogi mam, muszę mieć jeszcze głowę na karku i siłę przebicia się przez kolejny tłum, ufff docieram do okienka i historia z Urzędu nr 1 powtarza się, ale tym razem jest prawie 14:30 i słyszę jedynie – „pani przyjdzie jutro, bo już tera to pani nic nie załatwi” , ale jak to – przecież na drzwiach wisi informacja, iż urząd działa do 15, ale ostatni klient przyjmowany jest o 14:30, chwileczkę, ale jeszcze nie ma 14:30!!! Cóż próbuję, ale czuć już niecierpliwość, oczekiwanie w blokach startowych, aby tylko zamknąć drzwi do raju i powiedzieć – „pani przyjdzie jutro, pani mnie nie przeszkadza”. Przechodzę korytarzami oblepionymi plakatami „Praca czeka na Ciebie!”, „Zdobądź nowy zawód” i co z tego jak nic nie jest dostępne dla tych ludzi – odchodzą z kwitkiem a chcą, to widać, są chęci, jest potrzeba, są pomysły i to dobre, ale co z tego jak główny aktor w tym przedstawieniu nie daje szansy. Horror!

Powiecie, że narzekam, że zderzyłam się z rzeczywistością, że jestem naiwna. Zgadzam się – może i jestem. Wiem, że rzeczywistość jest szara i trudna, aczkolwiek są kraje gdzie można, ot chociażby urząd pracy w Niemczech tuż przy polskiej granicy – cicho, spokojnie, miło, czuć, że wyciągają się ręce, aby pomóc, przeszkolić, wesprzeć, słychać dobre i miłe słowa, wszędzie są kwiaty, motywacyjne plakaty, ciepłe i wesołe kolory, wygodne krzesła, stoliki – sensowne i rzeczywiste. Tu nie ma bloków startowych tu czuć skuteczność za wszelką cenę, którą jest czas, tu nie ma drzwi do raju, tu jest raj.

Od czego bym zaczęła? Od siebie – swojego nastawienia i podejścia. Jeżeli mi będzie się chciało to i innym, od mojej kultury osobistej, od higieny, zadbania o wygląd urzędu i siebie, zadbania o psychikę ludzi, bo znam wiele osób, które popadły w marazm – depresję i im się nie chce, po prostu nie chce. Może panie urzędniczki też popadły w marazm, wypaliły się i im się nie chce, to po co one?

A może wystarczy zmienić jedno – rozpocząć dialog z przedsiębiorcami, zacząć rozliczać z efektów, wyliczać ZUS od przychodów – tak jak podatek, może nadszedl czas, aby popuścić wodze, przecież Polak potrafi, Polak chce.

Po co to wsparcie dla pracodawcy jak z każdej strony czai się za rogiem wymóg, który jak przyznają pracownicy urzędu: „proszę pani wiem, że bez sensu, gdyby nie było tych bezsensownych obwarowań, byłaby praca, a tak… no co mam pani powiedzieć… tak nam każe ministerstwo”.

Jak zauważyliście nie używałam nigdzie słowa petent, bezrobotny a klient. Tak bezrobotny to klient urzędu, któremu należy się szacunek bez względu na wygląd (bo może być złudny), należy się obsługa na najwyższym poziomie, kompetentne podejście i rzetelna informacja. Przykład idzie z góry, po raz kolejny powtórzę to szef jest DNA firmy, to on nadaje ton i nie ważne czy to prywatna firma czy urząd. Wszędzie powinna obowiązywać zasada: klient nasz pan. Jak ma działać aktywizacja bezrobotnych jak samym urzędnikom się nie chce a jak się chce to wymogi są tak wyśrubowane, że aż bez sensu?

Jednak nie będę się poddawać, bo gdzieś z tyłu głowy tli się jeszcze chęć i resztka nadziei, bo ta podobno umiera ostatnia. Oby nie umarła i w Waszej i w mojej głowie!

International Association of Business Communicators (IABC) Justyna Piesiewicz

Dalej

x

8 komentarzy

Nie udało się dodać komentarza, spróbuj ponownie za chwilę

Komentarz powinien być dłuższy niż 5 znaków

Prosze wprowadzić prawidłowy adres e-mail

Nick powinien być dłuższy niż 4 znaki

  • dupogodzinyPL dupogodzinyPL

    Zgadzam się z faktami z artykułu, tak to wygląda. Organizacja pracy oraz nieład panujący w urzędach jest porównywalny do areny cyrkowej.

    2014-05-09 12:15:43

    Oceniono 0 razy

    x

    Odpisz na ten komentarz

  • Mariuszkier Mariuszkier

    Lila i SpecPR artykuł nie jest wymyśloną bajką. Mogę z całą mocą potwierdzić indolencję urzędniczą, dzikie tłumy bezrobotnych i mega depresyjny nastrój na korytarzach. Karkołomny proces rejestracji, kolejki, "dziś już nie przyjmujemy" i brak ofert (w ciągu roku otrzymałem ledwie jedną, oderwaną od moich kompetencji. również kuriozalne oferty to tam standard. W poznańskim PUP również znalazłem ofertę dyr. sprzedaży - 1800zł + umowa-zlecenie. Takich szrotów + praca fizyczna i wyjazdy za granicę - tego właśnie jest najwięcej w urzędach pracy. PS. Co do zasiłku, to jeśli ktoś liczył, że będzie przez pół roku otrzymywał blisko 800zł (prawo do 100% zasiłku) mocno się rozczaruje. Zasiłek co m-c topnieje w oczach. W 6-tym m-cu otrzymuje się 400zł

    2014-03-07 15:26:24

    Oceniono 0 razy

    Odpisz na ten komentarz

    • rafditt rafditt

      zgadzam sie z Toba. W Wwie nawet stażu syn nie może sobie "załatwić" bo nie o załatwianie tu chodzi. A następna, DRUGA wizyta w UP ??? w sierpniu !!!.

      2014-03-14 13:58:40

      Oceniono 0 razy

      x

      Odpisz na ten komentarz

  • Zenon L Zenon L

    Miałem kiedyś za studenckich czasów znajomą studiującą psychologię. Wybrała pod koniec studiów specjalizację dot. psychoterapii osób uzależnionych od alkoholu. Praktyki, cuda, kontakt, grupy wsparcia itd. Nie rozumiała tego, w głowie miała tylko teorię. Postanowiła jedną mądrą rzecz, w której jej dzielnie pomogłem. Powiedziała, że musi się dobrze napić( upić) aby ich zrozumieć. Czyniliśmy to przez kilka dni.Drżenie rąk, delirka, omamy, lęki itd. Dziś jest wspaniałą specjalistką.Do czego zmierzam? wszystkich urzędasków wysłać na roczne bezrobocie i potem dać im możliwość powrotu na te swoje stołki

    2014-03-07 14:54:57

    Oceniono 1 razy

    1
    x

    Odpisz na ten komentarz

  • Tomasz Wójcik Tomasz Wójcik

    Kochani dziwne urzędy są naszymi klientami, bo to one siedzą na naszych garnuszkach a taki urząd pracy to czysta komedia, gdzie niczego nie można załatwić o pracy to już lepiej tutaj nie mówmy. Kochani urząd pracy to wymysł dzikiego systemu, który przejada nasze pieniądze a paniusie siedzą i mają wszystko głęboko w dupskach wielkich jak stodoły, bo nic nie robią tylko kawka herbatka i ciacho śmiejąc się pod nosem z tych biednych bezrobotnych, bo przecież bez tego ani rusz i to wszystko za nasze pieniądze a ZUS lepszy nie jest jak dobrze wiemy. Zlikwidować to złodziejstwo, bo i tak nikt kompetentny tam nie siedzi a poza tym ten dziwny urząd pracy i tak nie ma mocy załatwienia nam pracy, więc po co utrzymywać tą złodziejską machinę, chyba lepiej byłoby zasilić żłobki, czy domy starości...

    2014-03-06 18:00:52

    Oceniono 2 razy

    2
    x

    Odpisz na ten komentarz

  • Lila Lila

    pseudointelektualne *ocenzurowano* nie. SpecPR dobrze napisał - bajka, zmyslone wszystko. dzikie tłumy w urzędzie pracy? zirytowałam się tylko.

    2014-03-06 14:59:51

    Oceniono 3 razy

    1 2
    x

    Odpisz na ten komentarz

  • SpecPR SpecPR

    jak na moje oko tekst zmyślony "szukam dyrektora generalnego ze znajomością jęz. chińskiego, rosyjskiego i angielskiego. Wynagrodzenie 2,500 PLN brutto" takich ogłoszeń nie ma. Takich osób szukają headhunterzy i na pewno nie w UP. Brak nazwy urzędu, imion i nazwisk. Czyżby autorka bała się pozwu o pomówienie, no bo jak z bajek wybroniłaby się przed sądem.

    2014-03-06 14:41:46

    Oceniono 5 razy

    3 2
    x

    Odpisz na ten komentarz

  • rafditt rafditt

    Pani Justyno. A ja mam propozycje, a nawet prośbę. Może Pani spróbować od drugiej strony? własnie tego klienta UP? Najlepiej zapomnieć o dobrym wykształceniu i spróbować zarejestrować sie jako bezrobotna? internetowo? To dopiero przygoda ;( A przecież gros tych "klientów" nie jest w superkomitywie z komputerem. Dalej jest jeszcze gorzej, zwłaszcza jesli jest się naprawdę zainteresowanym pracą, a przy ePUAPie trafi sie na indolencję w obsłudze. Nie piszę wszystkiego dokładnie, bo chciałabym, żeby to ktoś potwierdził i nareszcie głośno o tym powiedział. Tak w ogóle rzecz dotyczy mojego 25-letniego syna próbującego zarejestrować sie w UP.Pozdrawiam

    2014-03-06 10:03:52

    Oceniono 1 razy

    1
    x

    Odpisz na ten komentarz