Jak nauczyć się tradingu na forexie

Jak nauczyć się tradingu na forexie Jak nauczyć się tradingu na forexie

Jak to się dzieje, że średnio trzy czwarte uczestników rynku forex traci, a zarabia tylko jedna czwarta?

Niektórzy sądzą, że to po prostu specyfika tego rynku, że jest to jedno wielkie oszustwo stworzone po to właśnie, by łupić naiwnych. Wielu ludzi nie wierzy więc w to, że indywidualny inwestor może na forexie zarabiać. Nie mając pojęcia o tym rynku, zamieszczają oni w Internecie swoje opinie, sprowadzające się do teorii spiskowej. Bardzo się jednak mylą.

To, czego nie wiedzą przegrywający


Pierwotnym źródłem tak negatywnych opinii są oczywiście ci, którzy mimo wielu wysiłków tracą na forexie pieniądze. Dochodzą oni do wniosku, że skoro próbowali już tylu metod i żadna nie przyniosła im fortuny, to winien jest forex i jego twórcy, a w domyśle: spisek finansowych gigantów.


Internet jest pełen „genialnych” strategii inwestycyjnych, szkół, akademii tradingu, webinarów, płatnych i darmowych kursów. Niezwykle łatwo jest znaleźć krótkie filmiki opisujące „zawsze skuteczne” metody inwestowania w pary walutowe. Niestety, żaden z nich nie zawiera prawdziwej recepty.


Tymczasem potencjalny inwestor musi sobie zdać sprawę, że trading to cała dziedzina wiedzy. Zanim wejdzie na forex na platformie Plus500 lub innej, musi zdobyć niezbędną wiedzę. Jeśli ktoś chce być lekarzem, księgowym, inżynierem albo prawnikiem, musi się przez ileś lat uczyć. Czemu więc ktoś inny miałby opanować sztukę tradingu w miesiąc albo pół roku? Trading nie jest trudny, wręcz przeciwnie, ale opanowanie jego zasad i wyrobienie sobie właściwych nawyków wymaga czasu i systematycznej pracy.


Dobra szkoła, dobry mentor


Istnieje wiele szkół forexu – na którąś trzeba się zdecydować i starannie przejść cały proces nauki, a potem ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć na koncie demonstracyjnym. Odzwierciedla ono dokładnie to, co dzieje się na rynku, ale za to nie wymaga zainwestowania ani złotówki, bo „gra” się walutą wirtualną. Gdzie szukać nauczyciela i mentora?


Jednym z najbardziej znanych nauczycieli forexu jest Australijczyk Nial Fuller, twórca i propagator Price Action. Jest to system oparty na analizie sygnałów rynkowych, jakie dają określone elementy wykresu, a także trendy oraz poziomy wsparcia i oporu. Fuller uczy jednak nie tylko interpretacji wykresu i zachowań z niej wynikających. Ogromny nacisk kładzie na psychologię tradingu, albowiem współdecyduje ona o sukcesach i porażkach. Kiedy inwestor wejdzie na rynek ze swoimi pieniędzmi, będzie poddawany ogromnej presji. Chciwość będzie mu na przykład podpowiadała „zostań jeszcze trochę na rynku, zaczekaj, a zarobisz więcej”. Z drugiej strony pojawi się lęk, który podsunie wyjście z zyskownej transakcji przed czasem, a tym samym – być może – ograniczenie zysku.


Antagonistą Fullera i Price Action jest Walter Peters, propagujący tzw. Naked Trading. W gruncie rzeczy jego szkoła jest bardzo podobna do Price Action, wykorzystuje jednak inne sygnały. W tradingu można wykorzystywać z powodzeniem obydwie te szkoły – nic nie stoi na przeszkodzie.


Niezwykle popularny w Polsce jest niemiecki milioner forexowy Birger Schäfermeier. Jego rachunek wynosi milion euro, a dzienne zarobki to kilka lub kilkanaście tysięcy. Organizował w Polsce publiczne pokazy, na których udowadniał, że jego sława nie jest oparta na mitach. Ma wieloletnie doświadczenie w handlu na rynkach – zaczynał w wieku 14 lat. Jego szkolenia są jednak bardzo drogie w przeciwieństwie do wymienionych wcześniej mistrzów tradingu.


Którędy na forex


Dostęp do rynku forex możliwy jest za pośrednictwem polskich i zagranicznych brokerów. Warto jednak wiedzieć, że od zeszłego roku w Unii Europejskiej obowiązuje zredukowana dźwignia finansowa, wynosząca 1:30. Ograniczenie to wprowadzono, chcąc utrudnić dostęp do forexu najsłabszym inwestorom, ponieważ to oni najczęściej na tym rynku tracą. O ile więc kiedyś można było wchodzić z kapitałem wynoszącym choćby i kilkadziesiąt złotych, dziś na start trzeba mieć więcej. Kto chce inwestować z dźwignią powyżej 1:30, musi szukać brokera poza Unią Europejską, na przykład w Australii.


Droga na rynek wiedzie zatem przez konto demonstracyjne. Trzeba ćwiczyć na koncie demo tak długo, aż pojawią się długofalowe zyski, a więc wyraźna przewaga transakcji z zyskiem nad transakcjami, które przynoszą straty. Tu jednak czeka pewna pułapka, o której warto wiedzieć zawczasu.


Inwestowanie na koncie demonstracyjnym odpowiada dokładnie prawdziwym transakcjom, poza jednym: to tylko zabawa i nauka, a więc przedsięwzięcie bezstresowe. Wejście na rynek z prawdziwymi pieniędzmi to ogromna zmiana, pojawia się bowiem naturalna presja psychiczna związana z prawdziwym ryzykiem. Inwestorem zaczynają bowiem targać emocje: wejść na rynek, czy nie wejść? Kontynuować transakcję, która przynosi zysk, czy lepiej wyjść, zanim trend się odwróci? Racjonalne działanie wymaga opanowania i rozsądku, a także skrupulatnego trzymania się obranej strategii.