Jak rozpoznać dobry czas na „przeprowadzka” strony www?

Jak rozpoznać dobry czas na „przeprowadzka” strony www? © jamdesign - Fotolia.com

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: okres próbny naszego internetowego biznesu właśnie dobiega końca, a werdykt jest jednoznaczny: takiego obrotu spraw nikt nie zakładał, nawet w najbardziej optymistycznych prognozach.

Z małego, obsługującego lokalnych klientów e-sklepu, w ciągu kilku miesięcy nasza witryna stała się rozpoznawalna w całym kraju, a wartość sprzedaży z miesiąca na miesiąc szybuje o kilkaset procent w górę.

Pełni entuzjazmu myślimy więc o rozszerzeniu oferty, szerszym rozwiązaniu woreczka ze środkami przeznaczonymi na marketing internetowy oraz wprowadzeniu terminów darmowej wysyłki, by pomóc skali naszego biznesowego sukcesu przekraczać kolejne granice. Rosnąca liczba zamówień sprawia, że zaczynamy szukać nowego, większego pomieszczenia magazynowego. Wszystko idzie zgodnie z planem, gdy nagle pewnego dnia w biurze rozdzwaniają się telefony od wściekłych klientów, którzy po wpisaniu adresu witryny w przeglądarce oglądają jedynie komunikat o błędzie. Nie działa strona ani skrzynka mailowa, sprzedaż w ciągu zaledwie jednego dnia spada do zera, zapowiadając poważne problemy, których przecież nikt wcześniej nawet nie brał pod uwagę. Myśleliśmy o przeprowadzce, ale w sensie lokalowym, nie analizując, kiedy potrzebna może być „przeprowadzka” naszej strony WWW.

Kłopotliwe oblicze sukcesu

Problemy z obsłużeniem bardzo dynamicznie rosnącego ruchu internetowego na stronie WWW nie są jedynie fikcyjną wizją służącą do straszenia świeżych przedsiębiorców, ale najrzeczywistszą prawdą. Wszystko dlatego, iż za pośrednictwem różnych narzędzi, w tym tych poprawiających pozycjonowanie witryny w wyszukiwarkach czy działań stricte reklamowych, administratorzy platform e-commerce dążą do systematycznego zwiększania liczby odwiedzin, które to naturalnie przekładają się na wzrost wartości sprzedaży. Zdarza się jednak, iż stają się poniekąd „ofiarami własnego sukcesu”, nie przygotowując infrastruktury IT na nawet kilkukrotnie wyższe wartości sieciowego ruchu generowanego przez coraz liczniejsze rzesze klientów e-sklepu.

Szczyty internetowego ruchu bardzo ciężko przewidzieć. Owszem, można prognozować wzrost odwiedzin, np. w okresach przedświątecznej gorączki zakupowej, kiedy to zgodnie z naszymi statystykami przybywa ich nawet o 300 proc., jednak nie oznacza to wcale, że jest to jedyny okres wzmożonego ruchu na witrynie. Wiele zależy od działań marketingowych, planów właścicieli platform e-commerce oraz dynamiki działań biznesowych, w wyniku których pewnego dnia możemy mieć do czynienia z prawdziwym „oblężeniem” liczonym nawet w setkach tysięcy unikalnych użytkowników platformy miesięcznie.

To istotna kwestia, biorąc pod uwagę, iż e-sklepy zwykle nie są przygotowane na konieczność zmierzenia się z nagłym napływem zamówień, spowodowanym atrakcyjną promocją, unikatowym produktem czy sezonową modą. Zgodnie z raportem przygotowanym przez Neustar na grupie 300 administratorów mniejszych serwisów e-commerce, na wzrost ruchu o 100 proc. przygotowanych jest 55 proc. ankietowanych, na trzykrotny skok już zaledwie 27 proc., zaś z przyrostem liczby odwiedzin o 300 proc. poradzi sobie już tylko siedem proc. badanych.

Czas na nowy „dom”?

O przeprowadzce strony WWW warto pomyśleć już w momencie, gdy zauważymy rosnącą liczbę odwiedzin na portalu. Jest to możliwe do stwierdzenia, o ile panel zarządzania serwisem WWW po stronie dostawcy hostingu jest wyposażony w narzędzie do monitorowania ruchu. Jeżeli nie mamy do niego dostępu, parametrem pozwalającym prognozować zbliżające się problemy ze wzmożoną liczbą odwiedzin może być porównanie wartości sprzedaży z ostatnich tygodni, które pozwoli rozpoznać dynamikę przyrostu zakupów, jakich dokonują w naszym sklepie internauci.

Przedsiębiorcy swoją przygodę z branżą e-commerce zaczynają zazwyczaj od hostingu współdzielonego. Jego główna zaleta to niska cena, jednak wadą jest dzielenie zasobów z innymi użytkownikami, przez co ruch generowany przez jednego z nich ma wpływ na poprawność działania stron należących do pozostałych klientów. Gdy więc platforma zaczyna osiągać marketingowy sukces, jest tylko kwestią czasu, kiedy zacznie zwalniać lub nawet całkowicie przestanie odpowiadać. Warto więc już nieco wcześniej rozważyć opcje ulokowania jej w inny, miejscu.

Wspomniane opcje to zwykle wybór wirtualnego serwera VPS, serwera dedykowanego lub hostingu w chmurze obliczeniowej. Każda z nich wiązać się będzie jednak ze znacznie wyższymi niż dotychczas kosztami – pytanie więc, jakich zasobów będziemy potrzebowali w tej bliższej, oraz dalszej przyszłości, podpisując umowę na usługę hostingową, która w większości przypadków obarczona jest sztywnymi limitami.

Na to pytanie chyba nikt nie jest w stanie odpowiedzieć wprost, gdyż w branży e-commerce sytuacja może zmieniać się diametralnie z dnia na dzień. Stąd kosztujący kilkaset złotych rocznie VPS może okazać się niewystarczający, a generujący koszty w wysokość nawet 17 tys. złotych rocznie serwer dedykowany ponadwymiarowy, bo może nie zostać wykorzystany nawet w 50 proc., przez co firma sporo przepłaci za usługi. Alternatywą może być elastyczny web hosting, który analizuje ruch na stronie i w razie potrzeby zwiększy zasoby, nawet na jedną czy dwie godziny, by potem wrócić do stanu wyjściowego, gdy liczba odwiedzin wróci do normy. Rozliczanie godzinowe oznacza, że rachunek powiększy się więc o raptem kilka złotych za okres, w którym potrzebna była większa moc serwerów, a stronie nie grozi spowolnienie nawet w najtrudniejszych chwilach.

Polityka dostawców

Przy rozważaniu zmiany dostawcy hostingu, warto zwrócić uwagę także na inne aspekty. Pierwszy z nich to jakość obsługi klienta i gwarantowanej pomocy technicznej – brak dedykowanego „opiekuna” usługi hostingowej oznacza zwykle, że na jakąkolwiek pomoc jesteśmy zmuszeni czekać zbyt długo. Korporacje obsługujące setki, a nawet tysiące, klientów potrzebują nieco czasu, by odwołać się do naszego konkretnego problemu, a branży e-handlu każda sekunda przestoju oznacza wymierne straty. I to nie tylko finansowe – według wyliczeń firmy Radware już jedna sekunda braku odpowiedzi internetowego sklepu powoduje spadek konwersji o siedem proc., liczby odwiedzin o 11 proc. a satysfakcji klientów o 16 proc. w skali roku. Co do strat finansowych – godzina zauważalnego wydłużenia się czasu wczytywania strony generuje średnio 4,100 dolarów straty, jeśli zaś przestanie ona przez ten czas odpowiadać całkowicie, sklep narazi się utratę średnio 21 tys. dolarów.

Druga kwestia to wciąż wzbierająca fala fuzji i przejęć, dobrze widoczna na polskim rynku usług IT. Polscy dostawcy hostingu dynamicznie konsolidują się z większymi podmiotami o międzynarodowym zasięgu. Przykład może tutaj stanowić przejęcie Home.pl przez 1&1, czy firmy domeny.pl przez fundusz H88 S.A. Nie ma w tym nic złego, o ile niesie to ze sobą odświeżenie oferty, redukcję cen i korzyści dla samych klientów, a nie jedynie gwarantuje dostęp dużym graczom do polskich odbiorców tego typu usług. Rzeczywistość pokazuje jednak, że zazwyczaj zmierza to w tym drugim kierunku – wystarczy spojrzeć na ranking dostępny na portalu WebHostingTalk, gdzie dostawcy tacy jak Nazwa.pl czy Home.pl zbierają od użytkowników dość niskie noty, w porównaniu do krajowych usługodawców, zwykle ocenianych wyżej.

dhosting.pl Sp. z o.o. Rafał Kuśmider