Kreatywna karteczka

Kreatywna karteczka www.sxc.hu

To, że wizytówka jest jednym z podstawowych punktów styczności z twoją marką, nie podlega dyskusji. Czy jednak zastanawiałeś się kiedyś, co na tej wizytówce można zrobić lepiej?

Można ją oczywiście zaprojektować w taki sposób, by zwracała uwagę i by nie można jej było po prostu wrzucić do szuflady (tak, większość wizytówek, które dostaję, kończy w szufladzie i nigdy z niej nie wychodzi). Czy jednak to wszystko? Jest sporo elementów, których na wizytówce nie da się zmienić – imię, nazwisko, adres czy telefon firmy służą odnalezieniu konkretnej osoby, więc modyfikować ich nie można. Jest jednak mały klejnot, który pozwoli wyrazić osobowość marki jeszcze lepiej. To… stanowisko.

Paweł Tkaczyk, prezes zarządu

Kiedy założyłem firmę w 2000 roku, była to – z różnych względów – od razu spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Miała osobowość prawną oraz obowiązkową – też prawną – strukturę stanowisk. Był w niej zarząd (czyli ja) i prezes zarządu (też ja). Na początku w ogóle byłem tylko ja. Zrobiłem wizytówkę z napisem „Paweł Tkaczyk, prezes zarządu” i – choć wcale się prezesem nie czułem – zacząłem rozdawać ją klientom.

Pewnego dnia, na samym początku mojej „kariery”, jechałem pociągiem do Jeleniej Góry, by spotkać się z potencjalnymi klientami z tamtejszej Polfy. W przedziale ze mną jechał chłopak, prawdopodobnie w moim wieku. Kiedy zobaczył moją wizytówkę (leżała na wierzchu teczki z portfolio), powiedział „Taki młody, a już prezes zarządu?”. Pomyślałem sobie wtedy: „Rety, przecież to tak naprawdę nic nie oznacza! Jestem jednoosobową firemką, a wyobrażenie związane z tym stanowiskiem jest kłamliwe, przynajmniej w moim przypadku. Nie tym powinienem być dla moich klientów.”

Od tej pory w mojej firmie nie ma już nikogo z oficjalnym stanowiskiem na wizytówce. Moje oficjalne stanowisko dziś (zmienia się ono razem z kolejnymi dodrukami wizytówek) to „+10 do świadomości marki”. Kto gra w gry RPG, ten nie będzie miał problemu z rozszyfrowaniem znaczenia tej karty. Dla innych jest to ciekawy wstęp do dyskusji czy przełamania lodów – chcąc wyjaśnić zagadkę stanowiska, klienci sami pytają mnie o wartości mojej firmy. Potraficie sobie wyobrazić lepszą reklamę? A na przestrzeni 10 lat w firmie pracował m.in. „flamaster” (specjalista od Flasha) czy copywriter ze stanowiskiem „słów cięcie i gięcie”.

Podobne artykuły:

Koncept nie jest nowy i nie jest mój, ale ciągle dziwi mnie, jak wiele wizytówek od zdawałoby się firm z charakterem ma stanowiska typu „key account manager”. Dla klienta spoza branży brzmi to tak samo enigmatycznie, jak moje „+10 do świadomości marki”, a jaką ciekawą historię można opowiedzieć o key account managerze?

Wiele firm zdaje sobie sprawę z „magii”, jaka stoi za odpowiednio nazwanym stanowiskiem. Kilka ulubionych w mojej wizytówkowej kolekcji to „key imagination officer” w firmie produkującej gry komputerowe czy „sandwich artist” w Subwayu. Magia ta może uwieść klienta, ale nie zastąpi realnego rozwiązywania jego realnych problemów. Dlatego wymyślanie nazw stanowisk nie zastąpi prawdziwej pracy.

Szaman wyobraźni

Czy wiesz, kto jest oficjalnie „bóstwem obronnym naszej planety”? To jedno z ok. 1200 oficjalnych tytułów Kim Dzong Ila, dyktatora Korei Północnej. W artykule dotyczącym absurdalnych nazw stanowisk, który czytałem w „The Economist”, znalazłem jeszcze kilka tytułów z tej długiej listy. Kim jest też „najwspanialszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył” oraz „zawsze zwycięskim wodzem na froncie walki z imperializmem i USA”. Jak napisał w podobnym artykule w „Harvard Business Review” Bill Taylor, łatka prezydenta Obamy, „lider wolnego świata”, brzmi przy tym bardzo skromnie. Stanowisko ma przekazywać esencję marki, a nie poprawiać samopoczucie pracowników. Pompatyczne „mail delivery manager” nie przekona nikogo, że to coś więcej niż listonosz, „front office assistant” to przecież sekretarka. Ale… magia słowa może sprawić, że twoi pracownicy będą zachowywać się inaczej, lepiej, bardziej zgodnie z ideami przekazywanymi przez markę. Pomyśl, co się stanie, kiedy recepcjonistka czy „front office assistant” zostanie przemianowana na „zarządzającego pierwszym wrażeniem” (first impression manager)? Ja bym się dwa razy zastanowił, co należy wtedy do moich obowiązków…

Kiedy poznać, że stanowisko jest niepotrzebnie „napompowane”? To proste. Trzeba zastanowić się, kogo łatwiej będzie zwolnić w firmie. W mojej firmie, gdzie wartościami głównymi jest kreatywność i zadowolenie klientów, prezes i key account manager nie mają żadnych szans z „szamanem wyobraźni”. Z drugiej strony wolę zostawić w firmie sprzątaczkę niż „konsultanta podłóg”. Trzeba znaleźć równowagę między oczywistością i charakterem. A potem umieść to na wizytówce.

Kiedy projektujemy wizytówkę dla siebie lub swojej firmy, warto zwrócić uwagę na dwa jej aspekty: formę oraz funkcję. I w zależności od charakteru biznesu wybrać wariant najbardziej odpowiedni dla siebie.

Podobne artykuły:

Marketing w Praktyce Paweł Tkaczyk