MdM na rynku wtórnym. Lepiej późno niż wcale

MdM na rynku wtórnym. Lepiej późno niż wcale sxc.hu/profile/davand

Mieszkanie dla Młodych już wkrótce obejmie także mieszkania z drugiej ręki. Korektę ustawy przegłosowali ostatnio posłowie w ramach noweli obowiązujących przepisów. Chciałoby się powiedzieć – lepiej późno niż wcale.

Dotychczas z programu MdM można było skorzystać dokonując zakupu mieszkania bądź domu jednorodzinnego tylko i wyłącznie na rynku pierwotnym, a więc wprost od dewelopera. W opinii przedstawicieli gremiów rządowych program subsydiujący rynek mieszkaniowy, poza finansowym wsparciem ludzi młodych, miał w ten sposób stymulować parametry krajowej gospodarki poprzez napędzanie inwestycji w ramach rodzimej mieszkaniówki.

Teoria a praktyka

W rzeczywistości mogło chodzić też o co innego. Mianowicie ustawodawca prawdopodobnie przyjął założenie, że kierując strumień dopłat tylko na rynek pierwotny, zapewni zwrot wydatkowanych środków budżetowych, jeśli nie w całości, to w przeważającej części z mocno podkręconych wpływów podatkowych. Miały by one pochodzić ze zwiększonej produkcji deweloperskiej, która jak wiadomo automatycznie mocno winduje produkcję materiałów budowlanych, wykończeniowych, wyposażenia wnętrz, mebli, AGD itp.

Tego typu założenie byłoby w pełni zasadne jedynie w sytuacji, gdyby beneficjenci MdM-u przynajmniej w znaczącej części nie byli zainteresowani zakupem mieszkania ani teraz, ani w przewidywalnej przyszłości, w sytuacji braku programu dopłat. Prawie na pewno wiadomo, że tak nie jest.

Komu szkodził program?

System dofinansowywania zakupów mieszkaniowych przez MdM jest też w swojej obecnej formie w pewnym stopniu niezasadny z innej przyczyny. Widomo, że dopłaty są finansowane z podatków pochodzących od wszystkich podatników, także właścicieli mieszkań z rynku wtórnego. W ten sposób finansowali oni dotychczas ze swoich danin coś, co w gruncie rzeczy w perspektywie konieczności sprzedaży swojego lokum, de facto działało na ich niekorzyść.

Dotychczasowe przepisy działały także zdecydowanie wbrew interesom osób zainteresowanych zakupem mieszkania w mniejszych miastach, w których deweloperzy mieszkaniowi budują mało lub nie działają wcale. Wiadomo, że tego typu lokalizacje reprezentowane są przez setki mniejszych miejscowości w całej Polsce.

Decyzja bez słabych punktów

Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że decyzja o rozszerzeniu MdM-u na rynek wtórny nie ma zbyt wielu słabych punktów. Z dużym prawdopodobieństwem zwiększy wykorzystanie rocznej puli środków przeznaczonych na dopłaty do poziomu maksymalnego, jeśli jeszcze nie w tym, to w kolejnych latach misji programu.

Podobne artykuły:

Jedyna wątpliwość, to przewidywany poziom limitów cen na rynku wtórnym, które będą wynosiły 90 proc. wskaźnika kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych w danej gminie. Będą więc o prawie jedną piątą niższe niż obowiązujące na rynku pierwotnym. Z jednej strony dość mocno ograniczy to konkurencyjność rynku wtórnego wobec oferty deweloperskiej w największych miastach z Warszawą, Krakowem i Wrocławiem na czele. Z drugiej jednak skoncentruje handel używanymi mieszkaniami w ramach programu kredytów preferencyjnych w dziesiątkach mniejszych miejscowości, a więc także tam, gdzie faktycznie MdM nie istniał w swojej pierwotnej postaci. 

Zmiana przed wyborami

W sumie decyzja o rozszerzeniu programu dopłat na rynek wtórny jest głównym punktem porządku nowelizacji ustawyo pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania przez młodych ludzi. Wraz z pozostałymi zmianami będzie stanowiła czynnik silnie stymulujący statystyki MdM-u, które w pierwszym roku jego funkcjonowania osiągnęły wręcz żenujące wartości. Szkoda tylko, że tak korzystne ze społeczno-gospodarczego punktu widzenia  zmiany w obowiązujących przepisach rząd przeprowadza na większą skalę tylko raz na cztery lata – w bliskiej perspektywie kolejnych wyborów parlamentarnych. 

RynekPierwotny.pl Jarosław Jędrzyński