Menedżer a sekret dobrej puenty

Menedżer a sekret dobrej puenty Bartek Ambrozik (stock.xchang)

Błyskotliwy, oczytany i inteligentny człowiek interesu wystawia pochlebne świadectwo nie tylko sobie samemu, ale i firmie, którą prowadzi.

Funkcjonowanie w roli menedżera i w zawodach pokrewnych wymaga coraz większego obycia kulturalnego. Wprawdzie nie jest ono niezbędne w wykonywaniu zadań najściślej związanych z prowadzeniem biznesu, ale wydatnie pomaga w przygotowaniu dobrego gruntu. Błyskotliwy, oczytany i inteligentny człowiek interesu wystawia pochlebne świadectwo nie tylko sobie samemu, ale i firmie, którą prowadzi.

Kiedy w trakcie kontaktów handlowych udowadnia, że jest osobą obytą i oczytaną, daje do zrozumienia, że w świat biznesu wszedł z poważnym kulturalnym przygotowaniem. Jego firma nie jest firmą z wczorajszym rodowodem ani przedsięwzięciem niepoważnym, które na rynku pojawiło się zaledwie przed tygodniem. A on – jako jego przedstawiciel – nie jest biznesmenem od załatwiania drobnych interesów. Stąd konieczność bycia na bieżąco w sprawach – mówiąc najszerzej – kulturalnych, które tworzą pożądaną otoczkę działań biznesowych.

Przemawia za tym wiele poważnych argumentów. Polskie firmy coraz częściej wchodzą w ścisłą współpracę z przedsiębiorstwami zachodnimi. Spotkania w gronie ludzi interesu z zagranicy i nasze wizyty u nich są dziś na porządku dziennym. A niemal każde tego typu spotkanie – poza rokowaniami typu handlowego – zawiera także punkty programu o charakterze towarzyskim i kulturalnym. W ich trakcie jest się zobowiązanym do zabierania głosu – wygłasza się przemówienia, wznosi toasty, a wreszcie bierze udział w konwersacji towarzyskiej. W ramach towarzyskiej oprawy działań biznesowych uczestniczy się też w premierach, wernisażach, zwiedza się galerie, muzea, wystawy. Wszystkie te okoliczności zmuszają do wykazania się biegłym poruszaniem w regionach kultury.

Różnice i dysproporcje

Trzeba przy tym pamiętać, że między polskimi biznesmenami a ich zachodnimi odpowiednikami istnieje znacząca dysproporcja. Zachodni koledzy wchodzili do biznesu znacznie płynniej niż ich polscy koledzy. Startowali bowiem w kraju, gdzie tradycja wolnego gospodarowania była znacznie dłuższa niż u nas. W Polsce w miarę normalny biznes liczy sobie zaledwie piętnaście lat, a na Zachodzie – setki. W dodatku polski biznesmen do pozycji partnera zachodniego kolegi musiał dochodzić na drodze pełnej trudności. W ciągu zaledwie kilku lat musiał wznosić zręby przedsiębiorczości: uczyć się podstawowych zasad prowadzenia interesów, borykać się z bardzo trudna sytuacja gospodarczą i zmagać z zagraniczna konkurencją. Jeśli udało mu się zdobyć wykształcenie, to głównie związane z wykonywaniem działań gospodarczych. Na przygotowanie kulturalne i bieżące zainteresowania w tej dziedzinie po prostu zabrakło czasu.

A tymczasem upływający czas przynosił coraz to nowe wyzwania. Kiedy firma okrzepła na rynku, okazało się, że prowadzenie interesów wymaga teraz trochę innej wiedzy – także tej z zakresu kultury. W dodatku ustabilizowani biznesmeni czują już nowe zagrożenie: na rynek wchodzą coraz to nowe pokolenia ludzi młodych i ambitnych, którzy mieli znaczniej więcej czasu na zdobywanie światowego obycia. I do nich właśnie trzeba z konieczności się przymierzać. Od tego porównywania się z młodymi i wykształconymi nie ma już odwrotu – po nich przyjdą jeszcze młodsi i jeszcze lepiej wykształceni. Tak więc ta unikalna formacja polskich biznesmenów, która osobiście wznosiła w Polsce zręby wolnego rynku, skazana jest na wytrwałe dokształcanie się w dziedzinach, którym dotąd nie mogła poświęcić wystarczającej uwagi.

Biznesmen stale przygotowany do działań towarzyskich powinien nosić w głowie zapas wiedzy kulturowej, którą mógłby się posłużyć w kontaktach zawodowo-towarzyskich. Taki zbiór układa się dość powoli – potrzebnych informacji przybywa bowiem wraz z lekturami, spotkaniami czy premierami, w których się uczestniczyło. W dodatku to przyrastanie potrzebnej wiedzy odbywa się w sposób często przypadkowy i nieproporcjonalny. Raz wiemy więcej z lektur, innym razem znamy więcej powiedzonek filmowych. A tu okazuje się, że w sytuacji towarzyskiej, w której się znaleźliśmy, zapotrzebowanie było akurat na „dowcip podwyższonego ryzyka” albo humor zeszytów szkolnych. Dlatego warto pomóc sobie i od czasu do czasu korzystać z pewnego typu podpowiedzi – przejąć część tych błyskotliwych informacji, które ktoś zebrał przed nami i wykorzystać je do własnych celów.

Możliwości jest tu zarazem wiele i zbyt mało. Z jednej strony mamy bowiem do dyspozycji niemal niewyczerpywalne zasoby Internetu czy bibliotek, ale z drugiej strony ta ilość rzadko przechodzi w jakość. Bowiem zbiory dowcipów, przysłów, cytatów i powiedzonek gromadzą towar bez specjalnego wyboru. Przeważają więc tu myśli miałkie, niewarte zainteresowania, zbędne w obiegu towarzyskim. Często przeglądając książeczki pełne anegdot czy „złotych myśli” przyłapujemy się na tym, że na sto, jedna czy dwie nadają się do zacytowania. Jednak przedzieranie się przez taki gąszcz ma również swoje dobre strony. Pozwala bowiem wybrać te elementy, które uczynimy swoją własnością, znakiem rozpoznawczym. Poza tym, wybierając anegdoty czy przysłowia dla nas użyteczne, wyrabiamy sobie zmysł smaku i ostrzymy dowcip. Jeżeli już jakiś zestaw powiedzonek przyjmiemy za swój, zazwyczaj silnie się z nim identyfikujemy – one kształtują nasz wizerunek towarzyski.

Aby jednak nasza praca nie szła na marne i by znalezione przez nas perełki kulturowe nie szły w niepamięć, powinniśmy założyć sobie coś w rodzaju banku użytecznych treści kulturalnych. Może to być zestaw zachowywany np. w osobistym komputerze, albo osobna część notatnika. Tę całość należy podzielić na części tematyczne i wpisywać w nie kolejne elementy, których się dorobiliśmy. Z czasem nasze archiwum będzie pęczniało, a my, dzięki jego sporadycznemu przeglądaniu, będziemy się czuli pewnie, wiedząc, że w zapasie niejako mamy cały arsenał odpowiednich zwrotów do spożytkowania towarzyskiego.

Gromadzenie takiego arsenału wymaga jednak stałej czujności i cierpliwości. Dlatego w trakcie lektury nie rozstajemy się z ołówkiem, by w sposób nieszkodzący zanadto książce zaznaczyć interesujący fragment. Podobnie w kinie - warto nawet na skrawku papieru zapisać interesujący tekst z ekranu; podobnie postępujemy w sytuacjach towarzyskich, oczywiście dyskretnie i zachowaniem dobrych manier. Zasłyszane powiedzonko możemy z czasem – w innym kręgu towarzyskim – wykorzystać jako własne. A zdarza się, że robimy z niego użytek jeszcze przez wiele lat.

Podobne artykuły:


Wydawnictwo Forum Sp. z o. o.