Menedżerowie w stresie

Menedżerowie w stresie Photo credit: funadium / Foter

Historia pewnego menedżera. Jak w podstępny sposób stres dopada ludzi sprawujących funkcje kierownicze. Wskazujemy na obserwowalne symptomy stresu oraz sposoby walki z tym bezwzględnym wrogiem.

„Nie przejmuj się, to tylko STRES. Jeżeli cię nie zabije, to cię wzmocni”. Taką poradę otrzymał mój znajomy menedżer od swojego życzliwego przyjaciela. Wcale nie poprawiło to jego kiepskiego nastroju, a wręcz przeciwnie pogłębiło jeszcze bardziej stan przerażenia pomieszanego ze smutkiem. Zadzwonił do mnie i zapytał: CZY STRES MOŻE NAPRAWDĘ ZABIĆ? Tak, może zabić – odpowiedziałem.

Niektórych uśmierca na raty, rujnując im powoli zdrowie, życie osobiste i karierę zawodową, a jeszcze innych zabija w szybkim tempie. Czy mnie też może zabić? – zapytał drżącym głosem. Tak, stres nie oszczędza nikogo, może więc zabić i ciebie. To nie powinno mi się zdarzyć, staram się być czujny. Nie dam mu się zaskoczyć, a jak się pojawi to będę z nim walczył.

Jak długo chcesz żyć? – zapytałem. Po chwili milczenia odpowiedział: Jak najdłużej..., ale walczyć muszę, bo...jeśli nie..., to... Na zakończenie powiedział: To ja jeszcze kiedyś do ciebie zadzwonię.

Stres – śmiertelne widmo


Przez kilka następnych dni telefon mojego znajomego menedżera milczał. Wreszcie zadzwonił i powiedział: Boję się, że to co się dzieje ze mną może być niebezpieczne. Ten istny dramat trwa już wiele miesięcy. Mam bezsenne noce, wypijam coraz więcej kawy i koniaku, powróciłem do palenia papierosów, boli mnie kręgosłup, stałem się drażliwy i agresywny wobec rodziny i podwładnych, straciłem apetyt, pracuję po 16 godzin na dobę, nie mogę odpoczywać, nie mam ochoty na seks, mam napięte mięśnie.

Ale gdzie w tym wszystkim jest ten cholerny STRES? − zapytał zdziwiony menedżer. On jest jak niewidzialny duch – widmo, ciągle jest, a ty myślisz ,że go nie ma. Nawet nie masz czasu, aby zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć się sobie. No tak, nie mam czasu bo w pracy mam znowu DEADLINE.

Kieruję zespołem, który pracuje nad niezwykle prestiżowym dla naszej firmy projektem. Goni nas czas, tempo pracy jest coraz większe. Czuję rosnący ciężar odpowiedzialności. Zleceniodawca postawił bardzo wysokie wymagania: projekt ma spełniać najwyższe standardy jakościowe, ma zawierać twórcze rozwiązania wdrożeniowe i gwarantować szybki wzrost wyników finansowych. Wyzwanie jest więc duże, musimy mu sprostać i wykonać wszystko perfekcyjnie. Ja nie tylko kieruję projektem, ale pilnuję ludzi, poganiam ich, krzyczę i robię wszystko, aby zdążyć na czas. Chwilami czuje, że już nie wytrzymam, mam dosyć tego zawrotnego tempa. Ale przecież zawsze radziłem sobie w takich sytuacjach, działam w tym stylu od lat. Ja już taki jestem, ja nigdy nie odpuszczam! Jestem zawsze odpowiedzialny i niezawodny. Poza tym prowadzę jeszcze inne projekty, mam bardzo dużo obowiązków.

Nie wyrabiam się, ale przecież muszę sobie poradzić.

Nie mogę , nie dam rady, dosyć


Odpuszczanie to bardzo rzadka i niezwykle trudna umiejętność. Mówił o tym ostatnio Wojtek Eichelberger podczas swojego warsztatu pt. „Jak optymalnie dysponować własną energią?” (Białogóra, maj 2001). Odpuszczanie i odpoczynek to wielka sztuka. Możemy się jednak jej nauczyć.Ale jak to zrobić skoro w środowisku menedżerskim pracuje się często ok.16 godzin na dobę, śpi się krótko, żyje się w zawrotnym tempie, a najlepszymi „przyjaciółmi” stają się niestety papierosy, alkohol i jedzenie. Jak przerwać ten zaklęty krąg, aby móc żyć zdrowo i być efektywnym w pracy? Co zrobić, aby rosnący stres naprawdę nas nie zabił? Najskuteczniejsze środki zaradcze są proste, ale wciąż stanowią duży problem dla większości menedżerów. Sama świadomość ewentualnych zagrożeń dla zdrowia nie wystarcza.

Najpierw musimy uporać się z pierwszym PROGIEM, który nie pozwala nam zacząć pracować nad sobą.

Zatrzymaj się


Zamiast do pubu, na basen? To brzmi niewiarygodnie. Mój znajomy menedżer z trudem dał się namówić na zmianę stylu spędzania wolnego czasu. Zwykle po pracy chodził do pubu, gdzie przesiadywał do późnych godzin nocnych. Rano leczył kaca, wypijał szybko 2-3 kawy i pędził do firmy. Dwukrotnie już zasłabł. Trzecim razem stracił przytomność i wreszcie ZATRZYMAŁ SIĘ – na łóżku szpitalnym.

Diagnoza lekarzy była jednoznaczna: To skutek długotrwałego stresu. Zalecenia profilaktyczne okazały się niezwykle proste: urlop wypoczynkowy, ruch na świeżym powietrzu, odstawienie wszystkich używek i zmiana stylu odżywiania. Po kilku tygodniach przerwy wrócił odświeżony, radosny i pełen energii. Pokazał mi karnet do „Aqua Parku” i powiedział: zacząłem pływać i dopiero w wodzie poczułem, że mam ciało. Po godzinie pływania jestem przyjemnie zmęczony i rozluźniony. Zacząłem też biegać i uczę się prawidłowo oddychać. Co jeszcze mam zrobić? – zapytał. Czeka cię jeszcze konfrontacja z kolejnym PROGIEM. Musisz rozwiązać konflikt wewnętrzny, który nie daje ci spokoju. Konflikt pomiędzy pracoholikiem i tym, który zna umiar, odpoczywa i troszczy się o siebie. Terapia krótkoterminowa i trening antystresowy mogą być dla ciebie pomocne. I co jeszcze powinienem zrobić? – zapytał. Koniecznie musisz nauczyć się pracy w zespole, przestać nadmiernie liderować i być nadodpowidzialnym. Ale czy zejście na poziom zespołu nie obniży mojej rangi zawodowej? Pozostawmy to bez odpowiedzi.

Odjęło mu mowę


Za kilka dni zadzwonił telefon. Głos mojego znajomego menedżera zwiastował lęk pomieszany ze złością.

Po chwili milczenia zapytał: CZY STRES MOŻE ODEBRAĆ MOWĘ? Tak, może, nawet na wiele miesięcy. Nazywamy to afonią, inaczej bezgłosem. Człowiek w stresie może zupełnie stracić mowę (aphonia) lub mówić jedynie szeptem (pianisimus). Jego kontakt z otoczeniem odbywa się wtedy za pomocą pisania i wyrażania niektórych myśli gestami. No właśnie! Mój kolega, menedżer wyższego szczebla, tak się właśnie zachowywał przez trzy dni. Coś odjęło mu mowę i bardzo się tego przeraził.

Ta nagła utrata mowy zdarzyła mu się pewnego dnia, gdy po 14 godzinach pracy wrócił do domu. Wtedy zadzwonił telefon prezesa. Polecenie brzmiało: Masz na jutro rano przygotować raport dotyczący... etc. Był już późny wieczór, mój kolega był zmęczony i senny. Nie był jednak w stanie odmówić i powiedzieć NIE! Był zablokowany, bo przecież prezes ma najwyższą rangę w firmie i nie można mu się sprzeciwiać. Ewentualna konfrontacja oznaczałaby wejście w konflikt i byłaby niezmiernie ryzykowna dla kariery mojego kolegi. Cóż wiec mogę mu poradzić? On już odzyskał mowę, ale unika kontaktu z prezesem. Poza tym ma silnie napięte szczęki i plecy, w przypływie złości rozbił zegar i ma ochotę podziurawić opony w samochodzie prezesa. Chodzi nerwowo po pokoju i krzyczy: On nie ma prawa tak mnie traktować! To się ciągle powtarza i powtarza.

To dobry znak, powiedziałem. Wkrótce będziemy mieli ostrą konfrontację dwóch najważniejszych figur w firmie. „Panie Boże spraw, aby ta bomba wybuchła, ale bez mojego udziału” – zakończył rozmowę mój znajomy menedżer. On nie mógł zrozumieć, że unikanie konfliktowych sytuacji jest bardziej zabójcze niż sam konflikt.

Moje włosy są w stresie


Po kilku dniach spokoju telefon znowu zadzwonił. Kolejne pytanie brzmiało: Czy włosy mogą być w stresie? Czy to prawda, że nie można ich wtedy ufarbować, że nie chcą się kręcić i nie można zrobić trwałej? I czy z tego powodu można zdemolować łazienkę? Tak – odpowiedziałem. Można zdemolować nawet kuchnię, wszystkie pokoje i samochód. Można też uszkodzić któregoś z domowników.

Powiesz mi wreszcie co się wydarzyło? – zapytałem. Tak, już ci mówię: Moja żona, bizneswoman, od kilku tygodni przeżywa istny dramat. Przygotowuje się do bardzo prestiżowego wystąpienia publicznego. Biega jak szalona, jest wciąż poirytowana, wszystkich domowników i podwładnych ustawia po kątach. Często odwiedza fryzjerkę, kosmetyczkę i wizażystkę. Dowiedziała się, że jej WŁOSY SĄ W STRESIE i dlatego nie można ich ani ufarbować, ani pokręcić, ani zrobić trwałej. Brzmi to niewiarygodnie, ale specjaliści i koleżanki mojej żony potwierdzają, że tak się zdarza.

I co pan na to panie psychologu? – zapytał mój znajomy menedżer. Moja odpowiedź jest niestety pesymistyczna: Moje włosy też są w ciągłym stresie i niestety już nigdy nie będę mógł zrobić sobie trwałej. To dobry żart, ale czy jest jakiś ratunek dla mojej żony? O tym porozmawiamy następnym razem, a tymczasem rekomenduję jej udział w intensywnym treningu antystresowym.


Źródło: Czytelnia - www.profirma.com.pl

Podobne artykuły:

ProFirma Sp. z o.o., Oddział Warszawa