Motywacja – wieczna moc

Motywacja – wieczna moc fot. istockphoto.com

Jesteśmy uwięzieni w mnogości nieskutecznych działań, w rozpaczliwym tworzeniu nowych strategii. Jesteśmy uśpieni, a odkrywanie coraz to nowych motywów, jest niczym połykanie następnej tabletki nasennej, która nie daje nam się zbudzić.

Należy to z naciskiem podkreślić, że istotą kryzysu motywacji, a nawet istotą najpoważniejszego kryzysu naszych czasów jest potrzeba sensu. To podstawa kryzysu duchowego. Dopóki nie wiemy, po co zmagamy się z życiem trudno mówić nie tylko o jakiejkolwiek motywacji, ale w ogóle o chęci życia. Tak, więc odczucie braku motywacji jest podstawowym sygnałem, że budzi się w nas Nasza Dusza, że „zaczynamy przeciekać” i najgorsze, co możemy zrobić, to zaprzeczać temu i zalepiając dziury w tamie” powstrzymać ten proces. Najlepsze zaś, co możemy zrobić, to użyć swojej inteligencji duchowej i wniknąć w istotę rzeczy. W wyniku tego dotrzemy do wielkiego potencjału, którego nie sposób opisać.

Oko w oko z samym sobą

Obarczanie świata, zjawisk lub innych ludzi za własne niepowodzenia to rzecz prosta, ale przyglądanie się samemu sobie w prawdzie to dopiero wyzwanie. W rzeczywistości jest to etap niezbędny, by odnaleźć swoją moc – motywację. Czasem oznacza to „przejść przez piekło – zaznać rozpaczy, bólu, cierpienia i straty. Pogodzenie się z tym, co nas spotkało jest u początku drogi. Nie ma sensu pocieszać się na siłę, lepiej mieć tego świadomość. Każdy, kto przeszedł takie „katharsis dotarł do ogromnych pokładów twórczej energii, a jego życie wypełniło się nowym światłem.

To, co dodatkowo działa utrudniająco wynika z naszego przyzwyczajenia do szybkich efektów, natychmiastowych przyjemności i satysfakcji. Od lat poddaje się nas tak wielkiemu „praniu mózgu”, że nie potrafimy sobie wyobrazić innego rodzaju życia. Albo mamy coś natychmiast, albo życie nic nie jest warte. W ten sposób blokujemy w sobie energię potrzebną do długofalowych działań, a tym samym uniemożliwiamy sobie przeżywanie wielu radości. Jesteśmy uzależnieni od pragnień i bezsilni w zmierzaniu do nich. Daliśmy się wpasować jak tryby w wielką machinę. Uwierzyliśmy, że spełnienie naszych pragnień jest poza nami. Wypatrujemy cudu, ale cud się nie zdarza. Popadamy w beznadziejną nieruchomość.

Brak motywacji

Wykonujemy czynności, realizujemy zadania, pracujemy jak najemnicy dla bogactwa, zdobywamy wiedzę, ale nie mamy poczucia powołania. Przestaliśmy przeżywać swoje życie jako nieustające misterium. To raczej przypomina bezsensowną gonitwę, „wyścig szczurów”. W tym kontekście naprawdę dziwne jest nasze zdziwienie faktem, że nie odnajdujemy w sobie motywacji. Motywacja towarzyszy wszystkiemu i tylko temu, co jest po drodze naszej Duszy. Jeżeli niszczymy siebie, jeżeli rujnujemy swoje życie motywacja gaśnie cicho, jak zdmuchnięta wiatrem świeca. Jest to tak samo naturalne, co oczywiste. Każdy człowiek, który ma w sobie trochę odwagi, świadomości swoich emocji, a przeżył „wypalenie” zapewne to potwierdzi. Gdy przestajemy widzieć głębszy sens naszych działań, naszego zmierzania i wysiłku, po krótkim czasie działania „siłą pędu” przychodzi czas zastoju i uczucie braku przepływu energii.

Mamy poczucie, że idziemy pod wiatr, pod górę, po śliskim, po omacku, załadowani ponad miarę i do nikąd. Najczęściej wtedy też pojawia się „muszę, bo...”, a jeśli pojawia się „muszę”, to nie ma „chcę”. To również oznaka braku motywacji.

Celowo nie używam w tym momencie słowa „demotywacja”. Może to dziwnie zabrzmi, ale sądzę, że oznacza ono coś innego niż brak motywacji. Demotywacja oznacza, że ktoś w trudnej sytuacji, resztki swojej energii marnuje na dodatkowe narzekanie. Nie dość, że nie wyciąga oczywistych wniosków z tego, co przeżywa, to jeszcze się dodatkowo dobija, mnoży w myślach najgorsze scenariusze i negatywne wyobrażenia. Kiedy jest w towarzystwie innych ludzi boi się przyznać, że mu się nie chce i sili się na humor lub zaprzecza swojej beznadziei i nieruchomości. To jeszcze bardziej go osłabia. Wpycha się w rolę ofiary. Poczucie niespójności wewnętrznej może doprowadzić go nawet do apatii, depresji lub rozpaczy.

Mistrzowie iluzji

Oczywiście ucieczkowych postaw jest więcej. My, ludzie jesteśmy mistrzami świata w tworzeniu iluzji i zaprzeczaniu prawdzie. Dla przykładu wymieńmy perfekcjonizm lub pracoholizm. Tu na moment wrócimy do motywów i tylko ogólnie.

Motywem działania perfekcjonisty jest przekonanie, że Bóg źle to wszystko urządził, więc trzeba to poprawić. Wierzy, że zrobi coś doskonale, a jeśli ktoś mu powie, że to, co zrobił nie jest wystarczające, natychmiast rusza do następnego „doskonałego dzieła”. To człowiek żyjący w nieustającym lęku. Przeżywa koszmar „więźnia oceny”. Tym bardziej, że sam jest przy okazji najbardziej krytyczny ze wszystkich na kuli ziemskiej, a nawet w całym wszechświecie. Więc nawet, jeżeli innych zadowoli, i tak nie potrafi zadowolić samego siebie. W porównaniu z tym, nawet walka z wiatrakami jest bardzo sensownym zajęciem. Na zewnątrz może wyglądać, że ów człowiek jest wielce zaangażowany, a więc zmotywowany. Jednak to pozory. On jest zlękniony, ucieka, boi się i żyje w więzieniu.

Jest nieszczęśliwy, niczym nie potrafi się cieszyć. Niczego nie osiąga, jego celem jest unikanie. Człowiek zmotywowany zmierza do swojego sukcesu. Ilekolwiek to potrwa, osiągnie go i będzie się nim umiał cieszyć. Sam proces osiągania, zmierzania jest dla niego radością – swoistym świętowaniem życia w każdej chwili. Raduje się każdym krokiem i nie zastanawia się, czy był to krok doskonały. Sprawdza jedynie, czy zbliża go do spełnienia głębokich pragnień. Nawet najmniejszy sukces dodaje mu lekkości. Natomiast perfekcjonista nigdy nie ma i mieć nie będzie poczucia pełnego sukcesu – chyba, że jest też kłamcą. Mniejsza o to, ważne jest, że perfekcjonizm nie jest oznaką motywacji. Motywacja jest mocą, a perfekcjonizm jest wynikiem słabości. Ociężałość perfekcjonisty rośnie z każdym doświadczeniem. Nie chcę powiedzieć, że można robić coś byle jak – nie o to chodzi.

W moim odczuciu należy wykonywać swoje zadania odpowiedzialnie, starannie, z pełnym zaangażowaniem i najlepiej jak to możliwe, – ale nie bardziej.

Świat pracoholika

Jego motywem działania jest również lęk, ale innego rodzaju. O ile perfekcjonista ma kontakt tylko ze swoimi trudnymi, „negatywnymi” emocjami, o tyle pracoholik w ogóle boi się przeżywać jakiekolwiek emocje. Blokuje je zajmując się pracą. To również ucieczka i uzależnienie. Im więcej pracuje, tym więcej musi pracować. To działa dokładnie tak samo jak narkotyk – trzeba zwiększać dawki, bo próg odporności stale się podwyższa. Na początku 8 godzin w pracy, później 9, 12, 14... Maile w domu, zadania na soboty, później na niedziele i święta, (jakie święta?)... W wolnym czasie (nie, to brzmi nieprawdziwie), w pozostałym czasie telewizja i piwo, to też pomaga nie czuć. To również nie wiele ma wspólnego z motywacją – raczej jasne. Nie chcę powiedzieć, że czas decyduje o wszystkim – są bardzo różne sytuacje. Jednak brak równowagi nie jest zdrowy. Granice muszą istnieć. Tak naprawdę pracoholik nie jest szczęśliwy, więc chce być przynajmniej potrzebny lub nawet niezastąpiony. To nadaje jakikolwiek „sens” jego pozbawionemu sensu, radości i zadowolenia życiu. Perfekcjonista ucieka „na efekt”, a pracoholik „na czas”. Człowiek, który ma zablokowane czucie (emocje), ma zablokowaną duszę, a tam jest źródło motywacji. Dlatego perfekcjonista i pracoholik nie doświadczają czystej motywacji. Można się z tym nie zgodzić, to tylko moja opinia. Szczytem nieszczęścia jest perfekcjonista pracoholik.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden mechanizm dość powszechnie mylony z motywacją. Wielu ludzi żyje i działa w jakiś sposób z powodu lęku lub nadziei. Może to być lęk przed nudą lub oceną, może to być lęk wyobrażonymi negatywnymi konsekwencjami lub inny. Nadzieja może dotyczyć pochwały, nagrody otrzymanej od kogoś „ważnego”, docenienia lub czegoś innego. Ważna jest to, że takie działanie jest osadzone w iluzji, wyobrażeniu.

Powoduje, że zerwana jest łączność z rzeczywistością i z chwilą obecną. Wszystko odbywa się w wyobrażonej „przeszłości” lub „przyszłości”. Zmierzanie w energii lęku lub nadziei jest podobne do chodzenia po polu minowym. Trudno w takiej sytuacji o lekkość. Trudno o skupienie na czym innym, niż to czego dotyczy lęk lub nadzieja. Trudno też mówić o osiąganiu jakiegoś celu, chyba, że za cel uznamy wymyślanie wciąż nowych strategii unikania nieprzyjemności lub oszukiwania siebie i innych. To raczej unikanie, ucieczka niż zmierzanie. I wcześniej, czy później pojawia się pustka. To dość naturalne, gdy życie jest skoncentrowane na „składaniu daniny” komuś lub czemuś, a nie na budowaniu siebie i spełnianiu swojego życiowego posłannictwa. Działania odnoszą się do jakiegoś zewnętrznego a nie do wewnętrznego kryterium. Tak, więc poczucie spełnienia zależy od kogoś lub czegoś, ale nie jest wewnętrznym poczuciem duszy.

Motywacja może przynosić wiele efektów zewnętrznych

skutkuje na wiele sposobów w naszym życiu, ale zawsze odbywa się na poziomie głęboko wewnętrznym. To ją wyróżnia. Można robić coś lub nie robić czegoś z różnych powodów. Motywacja jest jednak nie tymi powodami, ale mocą, która je uważnia. Więc ewentualnie należy jej szukać za/pod tymi powodami.

Zdaję sobie sprawę, że ten artykuł jest jedynie dotknięciem bardzo szerokiego tematu. Pozwoliłem sobie na wiele uproszczeń i uogólnień. Moim celem było wyeksponowanie podstawowego aspektu motywacji – przynajmniej w moim odczuciu. Moim celem było też zaproszenie Cię do zadumy, refleksji, a nawet dyskusji.

Świadomie nie wnikałam w płytkie poziomy motywacji. Mam tu na myśli powody, lęki, nadzieje, które potraktowałem raczej ogólnie, skupiając się przede wszystkim na duchowym aspekcie motywacji. Nie zająłem się motywacją, a raczej motywami fizjologicznymi takimi jak naturalna potrzeba ochrony życia, czy innymi z piramidy Maslowa. W moim odczuciu nie jest to konieczne, bowiem i tak odnoszą się do wartości – jedynych prawdziwych źródeł motywacji, a o tym w artykule było sporo.

Nie odniosłem się też wprost do struktur lingwistycznych mających wpływ na motywację. Nieświadome wzorce sortowania informacji (metaprogramy) mają wpływ na docieranie i używanie motywacji, ale same jej nie tworzą. Zresztą często też nie dotykają najgłębszej formy motywacji, czyli duchowego aspektu. Zatrzymują nas mimo wszystko na poziomie powierzchownym, choć głęboko psychologicznym. Ukazują jedynie naturalne tendencję danej jednostki w działaniu, co do kierunku. W kilku miejscach zwróciłem uwagę na niektóre aspekty (szczególnie przy lęku i nadziei). Mowa o metaprogramach „osiąganie celu” – kierunek „do” i „unikanie problemu” – kierunek „od”, czyli wzorcach „marchewki” i „kija”.

Nie zajmowałem się też szczególnie szeroko rozróżnieniem dotyczącym „zadaniowości” i „relacyjności”. Nastawienie na „realizację zadania” lub „dbałość o relacje” również dotyka motywacji i ma ogromny wpływ na sposób działania i osiąganie zamierzonych wyników, ale nie jest motywacją samo w sobie.

Nie dotykałam również aspektów związanych ściśle z wyznawaną religią, czy ideologią. Dla wielu ludzi tkwią w tych obszarach wielkie moce. Jednak, tak jak w innych przypadkach, jeżeli wejdzie się głębiej w temat, okaże się, że sedno znów mieści się w przyjmowanych i respektowanych wartościach życiowych, a to oznacza, że chyba i o tym trochę było.

Motywacja jest niezwykłą, zawsze w nas obecną mocą. Czasem nie mamy do niej dostępu i zawsze na własne życzenie. Jeśli nie korzystamy z niej to albo jej jeszcze nie odkryliśmy, albo już zerwaliśmy z nią połączenie. Dobre wieści. Można ją odkryć na nowo i można odbudować zerwane połączenie. Nie trzeba jej od nowa stwarzać, bo jest zawsze obecna i wieczna. Nie trzeba wpadać w rozpacz i myśleć, gdzie ona jest, bo jest zawsze w naszym wnętrzu.

Vidi - Centrum Rozwoju Kadr Beata Motor