Nowa ustawa o obligacjach. Obligatariusze bardziej chronieni

Nowa ustawa o obligacjach. Obligatariusze bardziej chronieni direct.money.pl

Kończą się prace legislacyjne nad nową ustawą o obligacjach. Ułatwi ona firmom pozyskiwanie kapitału.

Z jednej strony wprowadzając nowe rodzaje papierów dłużnych, z drugiej lepiej chroniąc interesy obligatariuszy. Dokument po uchwaleniu przez Sejm i poprawkach Senatu trafił do Komisji Finansów Publicznych. Ma zacząć obowiązywać od 1 lipca 2015.

Ustawa ma ułatwić emisję papierów dłużnych firmom, które nie są związane z rynkiem finansowym. Precyzuje warunki emisji obligacji, a także obowiązki informacyjne emitenta. Wprowadza wreszcie instytucję zgromadzenia obligatariuszy.

Ustawa umożliwia odejście od kredytu

– Ta ustawa porządkuje wiele rzeczy, jeśli chodzi o łatwość emisji i dostęp do rynku dla podmiotów emitujących obligacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Błażej Wajszczuk, analityk BNP Paribas. – W Polsce większość finansowania na rynku odbywa się poprzez kredyt bankowy, a ta ustawa umożliwia dywersyfikację finansowania.


Ustawa wprowadza jednocześnie nowe typy papierów dłużnych, obligacje podporządkowane, gdzie z góry zapisana jest kolejność roszczeń na wypadek bankructwa emitenta, oraz obligacje wieczyste, czyli papiery, które nie podlegają wykupowi, ale gwarantują wypłatę odsetek w formie renty wieczystej.

– Jest platforma Catalyst, która już funkcjonuje dobrze – ocenia Błażej Wajszczuk. – Trzeba ją tylko zasilić większą liczbą obligacji, żeby była tam większa płynność. Ta ustawa to umożliwi, bo wprowadza nowe rodzaje obligacji, które są odpowiedzią na większe zapotrzebowanie ze strony inwestorów.

Mała szansa na zagranicznych inwestorów

Nie należy się jednak łudzić, że lepsze przepisy przyciągną na nasz rynek obligacji zagranicznych inwestorów. Dla niech większość polskich emisji jest po prostu za mała. Ich uwagę może przyciągnąć ewentualnie któryś z gigantów polskiej giełdy. Jakaś emisja benchmarkowa spółki z WIG20 o przynajmniej 200-300 mln euro nominału.

– Wydaje mi się jednak, że kapitał zagraniczny, po to, by obsłużyć średnie i małe spółki i ich potrzeby płynnościowe, nie jest potrzebny – ocenia analityk BNP Paribas. – Mamy kapitał w kraju, mamy pieniądze na rachunkach bankowych, mamy zarządzających i fundusze, które są gotowe podjąć niewiele większe ryzyko, by osiągnąć wyższą stopę zwrotu, niż daje klasyczny instrument depozytowy.

Polskie spółki są też zbyt małe i nie dość zamożne, by korzystać z kosztownego ratingu. Jest on może przydatny przy zdobywaniu inwestorów do emisji obligacji, ale na takim rynku jak nasz właściwe raportowanie i właściwe opisanie reguł dotyczących informowania o sytuacji w spółce dla małych i średnich przedsiębiorstw są wystarczające, żeby w sposób jasny i klarowny komunikować się z inwestorami.

– Oczywiście rating jest najlepszym sposobem komunikacji z rynkiem, choć jak wiemy z historii, nie jest wolny od błędów – uważa Błażej Wajszczuk z BNP Paribas. – Mimo wszystko dla małych i średnich emisji posiadanie ratingu jest po prostu zbyt drogie, tutaj wystarczy po prostu dobrze zbudowany system komunikacji i egzekwowanie go od inwestorów i przestrzeganie przez emitentów.

Newseria