PIIGS wychodzą z kłopotów, ale teraz zaczynają straszyć CATS

PIIGS wychodzą z kłopotów, ale teraz zaczynają straszyć CATS sxc.hu

Irlandia pożegnała się z kryzysem, Portugalia i Hiszpania są na dobrej drodze, nie ma niepokoju o Grecję i Włochy. Ale zagrożeń nie brakuje. Największy niepokój budzą Chiny, Argentyna, Turcja i Republika Południowej Afryki (CATS).

Lista krajów poważnie zagrożonych kryzysem jest o wiele dłuższa, niż wymieniona czwórka. Można na nią śmiało wpisać sporą część przedstawicieli emerging markets, między innymi Brazylię, Tajlandię, Indonezję, Rosję, Ukrainę. Wiele z nich ma już liczne kryzysowe doświadczenia, których skutki odczuwalne były na globalnym rynku finansowym. Tym razem sytuacja jest o tyle bardziej niebezpieczna, że ogniska zapalne pojawiły się jednocześnie w wielu regionach, łatwo więc mogą zainfekować nie tylko sąsiadów, ale i szersze otoczenie.

Skalę zagrożenia widać po reakcji rynków na ostatnie wydarzenia w Argentynie. Choć skala zagrożenia nie wydaje się zbyt wielka, podobnie jak realne jego konsekwencje dla globalnej gospodarki i finansów, przez giełdy przetoczyła się fala panicznej wyprzedaży akcji, mocny wstrząs przeżyły rynki walutowe, kapitał błyskawicznie skierował się ku tradycyjnym bezpiecznym przystaniom, przypominając sobie nie tylko o euro dolarze i franku szwajcarskim oraz najpewniejszych obligacjach, ale sięgnął także po tak bardzo sponiewierane ostatnio złoto. To zaś oznacza, że inwestorzy zaczęli sytuację oceniać jak bardziej poważną. Być może to efekt zimnego prysznica, po okresie nadmiernego optymizmu i nieustającej hossy na giełdach najbardziej rozwiniętych państw, nieuzasadnionego ani sytuacją makroekonomiczną, ani wynikami spółek. 

Bardziej prawdopodobny jednak wydaje się scenariusz, zakładający poważniejsze kłopoty. Wydarzenia w Argentynie spowodowały jedynie, że zagrożenia widoczne już od pewnego czasu, zostały bardzo wyraźnie dostrzeżone. Na rynkach zapaliło się czerwone światełko. Do tej pory sądzono, że kryzys dotyczy tylko kilku walut emerging markets, które sypały się już od dłuższego czasu. W rzeczywistości jednak mamy do czynienia nie tylko z rynkowymi konsekwencjami przepływu kapitałów, sprowokowanego głównie przez politykę Fed, ale także przekładaniem się ich na finanse najbardziej wrażliwych państw oraz na ich gospodarkę. Do tego dochodzą jeszcze zawirowania polityczne, jak na przykład w Turcji, na Ukrainie, czy w Tajlandii. Tak splot niekorzystnych czynników, występujących w niemal wszystkich regionach świata, nie wróży niczego dobrego. Tym bardziej, że wciąż trudno mówić, że największe potęgi, czyli strefa euro, Stany Zjednoczone i Japonia, uporały się już ze swoimi problemami. W Europie straszy deflacja, w USA lada moment nastąpi kolejna odsłona dyskusji o limicie zadłużenia, a Japonia może wkrótce uodpornić się na monetarną i fiskalną stymulację lub zacząć odczuwać ich negatywne konsekwencje.

Zmiany indeksów w Szanghaju (Shanghai Composite) i Nowym Jorku (S&P500)

Źródło: Stooq.pl.

Obraz niezbyt optymistyczny

Biorąc pod lupę poszczególne regiony, w których ogniska zapalne są już widoczne, otrzymamy obraz niezbyt optymistyczny. Co prawda kryzys turecki nie grozi rozprzestrzenieniem się na inne kraje bałkańskie, ale z pewnością im nie pomoże. Bułgaria i Rumunia dopiero wychodzą z zapaści. Wpisuje się on zaś bardziej w dynamiczny pejzaż tego co dzieje się w krajach islamskich i Bliskiego Wschodu oraz Afryki, między innymi głośnej niedawno Syrii oraz mogące powrócić echa nieco wcześniejszej „arabskiej wiosny”. W coraz poważniejszych kłopotach jest Rosja, za słabnącą, opartą na taniejących surowcach gospodarką i zaniedbanymi finansami. A w bezpośrednim jej sąsiedztwie wrząca Ukraina i Białoruś, od lat borykająca się i z gospodarką i systemem finansowym. Jeszcze szybciej kryzys może rozprzestrzenić się w Ameryce Południowej. Możemy tam mieć do czynienia z sytuacją odwrotną niż ta sprzed kilkunastu lat. Wówczas perturbacje w Brazylii były jednym z głównych powodów kłopotów i w efekcie bankructwa Argentyny. Obecnie to Argentyna może zainfekować i tak już mocno osłabioną Brazylię. W podobnej jak Argentyna sytuacji znajduje się Wenezuela, a w regonie słabeuszy nie brakuje. W uzależnionym od surowców Chile w pierwszym półroczu 2013 r. tempo wzrostu gospodarczego sięgało 0,3-0,8 proc., zwiększając dynamikę do 1,3 proc. w trzecim kwartale.

Open Finance S.A. Roman Przasnyski