Poczta Polska walczy o 70 mld złotych

Poczta Polska walczy o 70 mld złotych poczta-polska.pl

Trwa sądowa, ale przede wszystkim medialna walka między Pocztą Polską a niezależnymi operatorami pocztowymi.

Nie chodzi w niej tylko o zeszłoroczny przetarg na obsługę przesyłek z sądów i prokuratur, wygrany przez Polską Grupę Pocztową, InPost i RUCH, ale monopol i wolnorynkowe mechanizmy, które to, a nie ustawy, mają doprowadzić do realnej liberalizacji polskiego rynku pocztowego. Jest o co walczyć, ponieważ Poczta Polska tylko do końca 2015 roku będzie operatorem wyznaczonym, następnie UKE wyłoni nowego operatora, który przez kolejne 10 lat będzie świadczył pełen zakres usług pocztowych wartych dziesiątki miliardów złotych.

Poczta Polska jest jedyną firmą, która ma niezbędną infrastrukturę, doświadczenie i kompetencje, by w bezpieczny sposób obsługiwać korespondencję nadawaną przez sądy i prokuratury – tak brzmiące oświadczenie wydał narodowy operator na początku stycznia 2014 roku, 9 dni po rozpoczęciu obsługi sądów i prokuratur przez Polska Grupę Pocztową (PGP). W tym samym oświadczeniu Poczta publicznie zgłosiła wątpliwości co do spełnienia przez swojego konkurenta wymogu przetargowego, odnoszącego się do dysponowania placówką obsługi w każdej gminie, podważając tym samym zasadność przyznania kontraktu dla PGP. Tymczasem także w styczniu i także w odniesieniu do liczby placówek, na oficjalnej stronie Poczty Polskiej pojawiły się sprzeczne ze sobą informacje wskazujące, że Poczta Polska posiada najpierw 8300 placówek, następnie 7800, a 5 lutego br. na konferencji w Warszawie podała informację, że palcówek posiada 7500. Ile w związku z tym placówek posiada Poczta Polska, skoro podnosi taki argument w sporze z konkurencją? Wypada pozostać przy ostatniej wersji, jako najbardziej aktualnej, ale na wprowadzanie opinii publicznej w błąd, polegającym na podawaniu niezgodnych z prawdą danych o liczbie posiadanych oddziałów zwracała uwagę Poczcie Najwyższa Izba Kontroli już w 2009 roku.

Tylko my potrafimy zrobić to dobrze

W styczniowym oświadczeniu Poczta Polska wygłosiła także jednoznaczny, a jednocześnie groźnie brzmiący komunikat mówiący, że Poczta Polska wykorzysta wszelkie, dostępne kroki prawne, by udowodnić swoje racje i przekonać, że obecnie jest jedynym podmiotem mogącym zapewnić bezpieczną realizację tak skomplikowanych zleceń, jak między innymi obsługa polskiego wymiaru sprawiedliwości. Innymi słowy będzie się starać udowodnić, że ani PGP, ani nikt inny, nie jest w stanie poprawnie wykonywać usługi zleconej przez Skarb Państwa. Niewątpliwie Poczta wiele rzeczy potrafi zrobić dobrze, ale nie ucichły jeszcze echa kryzysu, wywołanego przez setki niedoręczonych przesyłek w czasie Wielkanocy. Nie były to oczywiście „tak skomplikowane zlecenia, jak obsługa polskiego wymiaru sprawiedliwości”, ale najzwyklejsze listy i paczki. Mimo to Poczta broni swojego stanowiska, ochoczo wskazując każdą wpadkę któregokolwiek z niepublicznych operatorów.

Wydaje się, że obok wielkich pieniędzy, Poczcie chodzi także o świadomość polskich konsumentów i konkurowanie w tle medialnych skandali. W światle wydarzeń ostatnich miesięcy sądzić także można, że to właśnie przekonanie opinii publicznej stało się celem operatorów pocztowych. Walka o pocztowy rynek toczy się jednak od lat i sięga o wiele dalej niż ubiegłoroczny przetarg.

Prawna i PR-owa nagonka na pocztowych prywaciarzy trwa już 8 lat

Już w 2006 roku Poczta Polska wystąpiła na drogę sądową przeciwko spółce InPost, żądając zadośćuczynienia w wysokości 60,71 mln zł za bezprawne uzyskanie korzyści wynikających z obsługi korespondencji pocztowej poniżej 50 g, zagwarantowanej Poczcie mocą ustawy. Chodziło o głośną ówcześnie sprawę dołączania do listów metalowych blaszek i notesów zwiększających wagę przesyłek na tyle, że możliwe było tańsze ich przekazanie za pośrednictwem innego operatora. Poczta Polska podała InPost do sądu, następnie przegrała sprawę w obu instancjach, ale był to pierwszy moment, w którym operator narodowy musiał stawić czoła wolnorynkowej pomysłowości innych przedsiębiorców.

Kolejną odsłonę prawno-medialnej wojny obserwujemy obecnie za sprawą przegranego przez Pocztę przetargu Centrum Zakupów dla Sądownictwa na świadczenie usług pocztowych na rzecz polskich sądów i prokuratur. Przetarg wart był niemal 500 mln zł brutto i choć proces przetargowy przeprowadzony został w zgodzie z obowiązującą literą prawa, decyzję do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO) zaskarżyła Poczta Polska. Niemal równolegle złożyła do Sądu Okręgowego w Krakowie wniosek o zablokowanie wykonywania umowy przez PGP, do czasu wyjaśnienia sprawy przez KIO. Oba wnioski zostały jednak rozpatrzone na niekorzyść Poczty Polskiej, a decyzja Centrum Zakupów dla Sądownictwa na rzecz PGP została podtrzymana. To zapewne nie koniec pozwów, a ostatni kwartał pokazał, że walka o rynek pocztowy już dawno wyszła z sali sądowej. Teraz na naszych oczach rozgrywa się pocztowa wojna na wizerunkowe wyniszczenie.

Pani z kiosku lub warzywniaka to też argument

Zmieniło się pole walki, a w związku z tym niezwykłą popularność zaczęły zyskiwać doniesienia, notabene z przerażeniem komentowane przez przedstawicieli Poczty, że przesyłkę z sądu lub prokuratury trzeba będzie odebrać w punkcie, który nie jest urzędem pocztowym, czyli w warzywniku lub kiosku. Tymczasem – już po raz kolejny – wysuwająca zarzuty Poczta Polska umiejętnie pomija fakt, że ok. 40 proc. jej punktów obsługi, w zależności od oficjalnej liczby placówek, to agencje, które są zlokalizowane w komercyjnych lokalach usługowych, a więc także w warzywniach, sklepikach czy nawet domach prywatnych. Co więcej, z deklaracji Poczty Polskiej na koniec 2012 roku, wydanej na potrzeby kontroli UKE wynika, że 3701 placówek spośród wszystkich 8459 urzędów, jest prowadzona przez agentów pocztowych, czyli aż 44 proc. oddziałów spośród całej sieci Poczty Polskiej, prowadzonych było w takich samych punktach, których teraz obawiają się przedstawiciele operatora wyznaczonego, a które w ramach przetargu zaproponowała Polska Grupa Pocztowa.


Widzimy wyraźnie przypadki manipulowania informacjami prezentowanymi przez naszego konkurenta, reagujemy jednak na nie w nieco odmienny sposób - przedstawiamy fakty, bo nie mamy nic do ukrycia. Skuteczność tego typu argumentacji sprawdza się świetnie w trybie procesowym, dlatego wygrywamy wszystkie sprawy wytoczone nam bezpośrednio lub pośrednio przez Pocztę Polska. Nie boimy się też konfrontacji, dlatego zaproponowaliśmy powołanie wspólnego, niezależnego audytora, który zbadałby jakość świadczonych przez obie strony usług. Poczta Polska nie wykazuje jednak woli współpracy, nawet wtedy, gdy chcemy za to płacić uczciwe pieniądze, tak jak to było w przypadku propozycji wynajęcia powierzchni użytkowej w placówkach pocztowych. Jeśli Poczta nie ma takiej woli – to jest jej wybór. My będziemy działać z innymi operatorami, bo jesteśmy przekonani, że strategia rozwoju, sposób jej realizacji, a także jakość świadczonych przez nas usług pokazuje polskim konsumentom, prywatnym i instytucjonalnym, że istnieje tańsza i szybsza alternatywa dla obecnych usług pocztowych. Dostrzega to także Poczta Polska, a przynajmniej powinna, bo niezależni operatorzy tylko w ciągu zaledwie kilkunastu lat odebrali jej 20 proc. udziałów w rynku - komentuje Witold Szczurek, prezes zarządu Polskiej Grupy Pocztowej.

Detronizacja Poczty Polskiej będzie warta 70 mld złotych

Zostało niewiele czasu do ogłoszenia przez Urząd Komunikacji Elektronicznej przetargu na nowego operatora wyznaczonego, który od 1 stycznia 2016 do końca 2025 roku będzie świadczył powszechne usługi pocztowe warte dziesiątki miliardów złotych. UKE wydając w maju 2013 roku „Raport o stanie rynku pocztowego za rok 2012” oszacował, że wartość polskiego rynku usług pocztowych (bez druków bezadresowych) osiągnęła 5,8 mld złotych. Niezależni operatorzy twierdzą jednak, że są to wartości niedoszacowane, gdyż UKE sumuje jedynie dane na temat ilości wolumenów przesyłek i wysokości sprzedaży, które w sprawozdaniach publikuje Poczta Polska, a dane te nie są poddawane dalszej weryfikacji. Konkurenci operatora publicznego twierdzą wręcz, że realna wartość rynku pocztowego może sięgać aż 7 mld złotych rocznie, a w związku z wyjątkowo dynamicznym rozwojem rynku e-commerce liczba ta może jeszcze wzrosnąć. Jeśli prognozy niezależnych operatorów się sprawdzą, należy oczekiwać, że wartość usług pocztowych świadczonych przez całą dekadę będzie sięgać 70 mld złotych lub więcej. Miliardowe prognozy pobudzają wyobraźnię i motywują do walki o rynek – pytanie tylko, jakimi środkami? Z dotychczasowych działań prawnych i medialnych wnioskować można, że Poczta Polska swoją strategię, obok prób ograniczania konkurencji, oprze także na walce w sferze wizerunkowej – najbliższe lata pokażą, jak sprawdzi się taki pomysł na biznes.

Krzysztof Oflakowski