Pomiędzy awanturnictwem a wyuczoną bezradnością, cz. I

Pomiędzy awanturnictwem a wyuczoną bezradnością, cz. I http://www.freedigitalphotos.net/

Pieniactwo a walka o swoje prawa.

W pewnym okresie życia bardzo intensywnie pracowałem jako psycholog sądowy. W pracy tej jednym z najpoważniejszych problemów było wydobycie ze Skarbu Państwa należnego wynagrodzenia (obowiązek wynagradzania biegłych sądowych nie spoczywa na konkretnym, korzystającym z usług biegłego sądzie jako samodzielnej instytucji, choć to właśnie sąd bezpośrednio powoduje wypłatę). Bywało, że na przelew zapierającej dech w piersiach kwoty stu czy dwustu złotych czekało się ponad rok.

Opóźnione wypłaty

Powodem takiego stanu rzeczy nie był wcale brak dobrej woli ze strony pracowników sądu czy prokuratury. Sądowe procedury, których sprawność i stopień cywilizacyjnego zaawansowania zna każdy, kto choć raz w życiu miał do czynienia z tzw. „wymiarem sprawiedliwości” po prostu nie sprzyjają specjalnie szybkiemu bogaceniu się biegłych. W toku sprawy specjalista, po wykonaniu ekspertyzy przedstawia sądowi rachunek, zaś przewodniczący składu sędziowskiego podejmuje decyzję o jego zatwierdzeniu (lub niezatwierdzeniu…). Pisemne postanowienie o przyznaniu wynagrodzenia otrzymują następnie biegły i strony procesowe, którym w określonym terminie przysługuje prawo zaskarżenia postanowienia, jeśli na przykład ktoś uważa, że specjalista zarabia zbyt dużo… itd. Jak więc widać, uzyskanie wypłaty kilkudziesięciu złotych wcale nie jest w tym przypadku sprawą łatwą.

Podobne artykuły:

W pewnym momencie praca dla sądu stała się dla mnie jedynym źródłem marnego utrzymania a problem egzekwowania należnych wypłat - problemem naprawdę poważnym. Niestety, sądu nie obchodzi bieżący status materialny biegłego, procedury są procedurami a decydenci mają z reguły sporo czasu. „A może podaj sąd do sądu?” – ironicznie radził mi jeden z kolegów.

Pewnego razu, mocno zniecierpliwiony wielotygodniowym i kilkakrotnym w ciągu każdego dnia, nerwowym zaglądaniem na konto bankowe, postanowiłem wystosować odpowiednie pismo do prezesa sądu. W piśmie podniosłem kwestię opóźnień, poprosiłem o możliwie szybką i skuteczną interwencję, dla jasności wywodu załączyłem także postanowienia o przyznaniu wynagrodzenia oraz wyciągi z konta bankowego. Zaznaczyłem przy okazji, że w najbliższym czasie moje uczestnictwo w licznych rozprawach najprawdopodobniej stanie się niemożliwe z powodu braku środków na dojazd do sądu. Warto dodać, że formułując wniosek nie usiłowałem odpowiedzialnością za zaistniały stan rzeczy obciążać kogokolwiek – po prostu rzeczowo i grzecznie poprosiłem o dotrzymywanie stosownych terminów realizacji przelewów.

W odbytej niewiele później, przyjacielskiej rozmowie z Prezesem zostałem zapewniony, że Szef sądu doskonale rozumie moje stanowisko i w pełni je popiera, bo upominam się o swoje, nie o cudze, zaś o opóźnieniach w zakresie wypłat do tej pory po prostu nie wiedział. Mój Rozmówca obiecał także, że podejmie stosowne kroki. Dzięki interwencji Prezesa wynagrodzenie zostało dość szybko wypłacone a opóźnienia przestały się zdarzać. Głównym efektem moich starań było jednak to, że śmiertelnie obraziły się na mnie panie sekretarki wszystkich wydziałów sądu. W rozmowie z jedną z nich, w odpowiedzi na zarzut formułowania niepotrzebnych skarg zadałem pytanie, czy kiedykolwiek oczekiwała na wypłatę półtora roku. Niewiele pomogło - w sposób dość jednoznaczny dano mi odczuć, że moje działanie odbierane jest po prostu jako złośliwe mącenie spokojnej, prowincjonalnej urzędniczej wody. Podejrzewam, że gdybym nie był wówczas jedynym dostępnym psychologiem, nie miałbym więcej okazji elokwencją i wiedzą popisywać się przed niewidzącym obliczem Temidy. Jak bowiem nieraz zapewniali mnie znajomi policjanci – sekretarka sądowa może w sądzie więcej, niż sędzia (jest to oczywiście przesada, ale hierarchia hierarchią, a biurokracja – biurokracją i wszyscy wiemy, że pani Halinka czy Małgosia na wiele uciążliwych sposobów okazać mogą swoje niezadowolenie, zły humor lub brak sympatii dla kogokolwiek z petentów).

Podobne artykuły:

Zatwierdzanie rachunku

Jeśli sądowe stawki dla biegłych psychologów i psychiatrów są niskie, to wynagrodzenie oferowane biegłym przez prokuraturę jest naprawdę marne. Tam, gdzie pracowałem, przyjętą praktyką było, że niezależnie od nakładu pracy i poniesionych kosztów wynagrodzenie za całą ekspertyzę biegłego psychologa lub psychiatry prokuratura obcinała do wysokości 100 złotych. Jeśli więc biegły wystawił rachunek na złotych 185, otrzymywał postanowienie o zatwierdzeniu rachunku „do wysokości 100 złotych”. Jedyną formą protestu ze strony występujących na moim terenie biegłych sądowych z zakresu psychiatrii i psychologii było uparte wystawianie rachunków na kwotę znacznie przekraczającą tę oferowaną, pomimo nieuchronnie następującej redukcji wynagrodzenia. Dwie znane mi osoby odmówiły świadczenia usług dla prokuratury w ogóle.

Ja postąpiłem jeszcze inaczej. Swego czasu zauważyłem, że każde postanowienie o zatwierdzeniu rachunku zaopatrzone jest w klauzulę mówiącą o służącym zainteresowanemu „prawie odwołania się od decyzji do właściwego sądu…” itd. Któregoś dnia skierowałem więc do sądu zażalenie na prokuratorską decyzję. Jak przystało na polski „wymiar sprawiedliwości” postępowanie nie jest proste - odwołanie, za pośrednictwem prokuratury rejonowej złożyć należy do prokuratury okręgowej, ta zaś przesyła wniosek do sądu rejonowego… i tam zapada ostateczna decyzja.

Sprawę o wypłatę należnego wynagrodzenia wygrałem i wypłacono mi całość wnioskowanej kwoty. Był to jednak koniec mojej współpracy z prokuraturą. Urzędnicy postanowili surowo mnie ukarać, w dalszej perspektywie czasowej zgodnie i jednogłośnie odbierając zaszczyt świadczenia dla nich usług.

Po tym fakcie udzielałem się sądowo przez może jeszcze dwa lata, nigdy jednak nie zdarzyło się już, by rejonowa prokuratura, dla której sporządziłem wiele opinii psychologicznych, kiedykolwiek zaprosiła mnie do współpracy. Na moje jawne kpiny z zaistniałej sytuacji jedna z pań prokurator odpowiedziała: „no, niestety, proszę pana, tak to właśnie działa…”.

Podobne artykuły:

Wojciech Imielski - szkolenia, doradztwo, usługi psychologiczne Wojciech Imielski