Składki od ozusowanych umów zleceń. ZUS potrzebuje czasu

Składki od ozusowanych umów zleceń. ZUS potrzebuje czasu sxc.hu

Nowelizacja ustawy - zakładająca ozusowanie umów zleceń - ma zwiększyć bezpieczeństwo pracowników i zmienić funkcjonowanie rynku pracy. Skuteczność rozwiązań zależeć będzie od niezawodności systemu odprowadzania składek, która budzi wątpliwości.

Potrzeba czasu na uruchomienie systemu

Niestety, aktualna propozycja rządu tej niezawodności nie zapewnia, co niesie ze sobą zagrożenia dla wszystkich uczestników rynku - także dla ZUS, który w żaden sposób nie będzie mógł kontrolować, czy kwoty odprowadzane są zgodnie z przyjętymi zasadami. Kluczowe jest zatem zapewnienie odpowiedniego, minimum 12 miesięcznego vacatio legis, które pozwoli ZUS wdrożyć odpowiednie systemy dla odprowadzania i kontroli naliczanych składek, zaś przedsiębiorcom i pracownikom zapewni bezpieczeństwo prawne.

Nagłe i nieprzemyślane decyzje spowodują kolejne negatywne konsekwencje, które odczują wszyscy uczestnicy rynku: nie tylko pracodawcy, ale także pracownicy i budżet państwa.

Mimo słusznych społecznie założeń ozusowania umów zleceń, wiele kwestii fundamentalnych dla pomyślności tego projektu nadal pozostaje nierozwiązanych. Od wdrożenia właściwego systemu odprowadzania składek oraz zagwarantowania uczestnikom rynku odpowiedniego czasu na przygotowanie się do zmian zależeć będzie finalny sukces nowej ustawy.

Chaos finansowy i prawny

Nawet najbardziej racjonalne i efektywne - zarówno z punktu widzenia ekonomicznego, jak i społecznego - reformy nie będą skuteczne w przypadku wadliwego i niejasnego systemu odprowadzania składek. Niestety - obecny kształt projektu nie gwarantuje odpowiedniego poziomu kontroli, a brak czasu na właściwe dostosowanie systemu do nowych warunków wiąże się z istotnym zagrożeniem, że ZUS nie zdąży wdrożyć systemu naliczania i kontroli odprowadzanych składek od umów cywilnoprawnych. W efekcie będziemy mieć do czynienia z chaosem zarówno finansowym, jak i prawnym.

Może pojawić się wiele błędów

Znowelizowana ustawa zakłada, że odprowadzanie składek do systemu będzie inicjowane przez pracowników. Będą oni samodzielnie wskazywali podmiot, który powinien opłacić składkę z tytułu zawartej umowy zlecenia. Według wstępnych założeń, zobligowane ma być do tego przedsiębiorstwo, które zawiera z pracownikiem - w danym momencie - umowę na najwyższą kwotę. Problem rodzi jednak weryfikacja podmiotu, który winien opłacać składkę ZUS. Nie ma bowiem żadnej gwarancji, że pracownik, który pracuje w oparciu o więcej niż jedną umowę zlecenia, dokona właściwego wyboru płatnika. I nie chodzi tu o celowe wprowadzanie pracodawców, a tym samym urzędników ZUS w błąd. Wiele deklaracji może zawierać uchybienia także ze względu na niską świadomość pracowników, którzy swoje kontrakty podpisują bardzo często w różnych miejscach i w różnym czasie - przy wolnych zawodach nawet kilka razy w miesiącu. W ten sposób odpowiedzialność za prawidłowe odprowadzenie składki ulegnie rozmyciu, a brak systemu kontroli uniemożliwi właściwe egzekwowanie prawa zarówno po stronie ZUS, jak i pracodawców.

Podobne artykuły:

Niesprawiedliwa odpowiedzialność firm

Co więcej w przypadku tak niejasnego systemu kwotowania i odprowadzania składek, trudnym zadaniem stanie się wskazanie firmy, która powinna ponieść konsekwencje ewentualnych nieprawidłowości. Wiadomo tylko, że obarczanie odpowiedzialnością zarówno firmę, która nie została poinformowana o konieczności opłacenia ZUS, jak i przedsiębiorstwa, które opłaciło składkę, lecz nie powinno tego robić, oznaczać będzie rażącą niesprawiedliwość.

Z uwagi na ogromne znaczenie planowanych zmian w funkcjonowaniu umów zleceń, celami nadrzędnymi stają się: zapewnienie efektywnej kontroli systemu odprowadzania składek oraz wprowadzenie transparentnych zasad, które jednoznacznie określą podmioty zobligowane do dokonywania wpłat. Niezbędne w tym zakresie jest przede wszystkim zapewnienie odpowiednio długiego okresu przejściowego - 12-miesięczne vacatio legis. Nagłe i nieprzemyślane decyzje spowodują kolejne negatywne konsekwencje, które odczują wszyscy uczestnicy rynku: nie tylko pracodawcy, ale także pracownicy i budżet państwa.