Ukraina na krawędzi wojny

Ukraina na krawędzi wojny Фальшивомонетчик/ Wikiemdia Commons

Kryzys na Krymie. Sytuacja na Ukrainie zaognia się. Prezydent Rosji Władimir Putin dostał od Rady Federacji zgodę na wysłanie wojsk na Ukrainę. Oficjalnie w celu normalizacji społeczno-politycznej sytuacji w tym kraju.

"W związku z ekstraordynaryjną sytuacją na Ukrainie, zagrożeniem życia obywateli Federacji Rosyjskiej, naszych rodaków, oraz żołnierzy rosyjskich stacjonujących na Ukrainie zwracam się o użycie Sił Zbrojnych FR na terytorium Ukrainy w celu normalizacji społeczno-politycznej sytuacji w tym kraju" - służba prasowa Kremla zamieszcza oficjalne oświadczenie Putina.

- Wniosek naszego prezydenta jest złożony we właściwym czasie i obiektywnie konieczny. Kto przyszedł do władzy w Kijowie? Banderowcy, nacjonaliści, faszyści - takie argumenty padają z mównicy.

Rada Federacji przyjęła wniosek prezydenta w sprawie wydania zgody na użycie rosyjskich sił zbrojnych na terytorium Ukrainy.

Uchwała wchodzi w życie z dniem jej podpisania.

Rada chce, by odwołać ambasadora rosyjskiego z USA, które nazywa "imperium kłamstw".

Uchwała ma zostać podpisana w poniedziałek - informuje na Twitterze Barbara Włodarczyk, dziennikarka TVP.

Nie jest jasne, czy interwencja wojskowa Rosji na Ukrainie ograniczy się tylko do Krymu, czy też Moskwa chce wprowadzić swoje wojska do innych regionów tego kraju.

Prezydent Putin nie zdecydował jeszcze o wysłaniu rosyjskich wojsk na Ukrainę - powiedział rzecznik Kremla cytowany przez agencję Interfax. 

Wyraził również nadzieję, że nie dojdzie do dalszej eskalacji konfliktu na Ukrainie.

- Będzie podejmować te decyzje z uwzględnieniem tego, jak będzie się rozwijała sytuacja. Chciałoby się mieć nadzieję, że nie będzie się rozwijać według tego scenariusza, zgodnie z którym rozwija się teraz, tj. na drodze eskalacji napięcia i stwarzania zagrożenia dla Rosjan na Półwyspie Krymskim - oświadczył Dmitrij Pieskow w wypowiedzi dla telewizji Rossija 24. Rzecznik Putina podkreślił, że prezydent otrzymał "cały arsenał środków, niezbędnych do uregulowania sytuacji - zarówno jeśli chodzi o użycie wojsk, jak i o decyzję dotyczącą szefa rosyjskiej misji dyplomatycznej w USA".

Ołeksandr Turczynow, p.o. prezydenta Ukrainy, wezwał do siebie szefów wszystkich resortów siłowych na nadzwyczajną naradę w związku z proponowaną przez Władimira Putina interwencją wojskową na Krymie.

- Ewentualne użycie rosyjskich wojsk na Ukrainie może nie nastąpić szybko - powiedział Grigorij Karasin, wiceminister rosyjskiego MSZ.

- Wojskowa interewencja jest nie do przyjęcia, jest wbrew zasadom, które Rosja zaakceptowała. My, jako Ukraina, oświadczamy, że jesteśmy gotowi do obrony swojej suwerenności i jesteśmy przekonani, że Rosja nie wprowadzi swoich wojsk. Będzie to oznaczało wypowiedzenie wojny i zerwanie jakichkolwiek relacji z Rosją - powiedział Arsenij Jaceniuk, premier Ukrainy, na konferencji prasowej. - Żadne podstawy dla rosyjskiej interwencji wojskowej na Ukrainie nie istnieją. Autonomiczna republika Krymu jest nieodłączną częścią Ukrainy i tak pozostanie. Zapewniamy ochronę wszystkim ukraińskim obywatelom, nieważne, czy mówią po ukraińsku czy po rosyjsku i do cerkwi jakiego patriarchatu przynależą. Będziemy też bronić wszystkich obywateli rosyjskich - oświadczył ukraiński premier.

P.o. prezydent Ukrainy Ołeksandr Turczynow wydał rozkaz postawienia wojsk ukraińskich w stan gotowości bojowej.

- Rada Najwyższa Ukrainy może rozważyć na nadzwyczajnym posiedzeniu w niedzielę wprowadzenie w kraju stanu wyjątkowego lub wojennego w związku z agresywnymi działaniami Rosji - oświadczył wiceprzewodniczący ukraińskiego parlamentu Rusłan Koszułynski.

- To, co się teraz dzieje, to nie tylko aneksja, to ingerencja, to siły zbrojne - powiedział Koszułynski, cytowany przez ukraińską agencję prasową UNIAN.

Należy ogłosić powszechną mobilizację w związku z agresją Rosji wobec Ukrainy - oświadczył Witalij Kliczko, szef partii UDAR, o czym poinformowała służba prasowa partii.

Kliczko zwrócił się do p.o. prezydenta Ukrainy Ołeksandra Turczynowa, by wystąpił o natychmiastowe zwołanie Rady Bezpieczeństwa ONZ z powodu agresji Moskwy - PAP.

Reakcje w Polsce i Europie

W związku z rozwojem sytuacji na Krymie, na południu Ukrainy, premier Tusk wezwał na pilne spotkanie szefa resortu spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego i ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka.

Rozmowy odbędą się dzisiaj w godzinach wieczornych w Kancelarii Premiera - informuje Centrum Informacyjne Rządu.

Świat stanął na krawędzi konfliktu.Trudno sobie wyobrazić scenariusze tego dramatycznego konfliktu, którego jesteśmy świadkami. Trzeba dać znać stronom konfliktu, że świat nie będzie tolerował jakiegokolwiek użycia siły - mówi Donald Tusk na konferencji prasowej ws. Ukrainy

Ukraińcy muszą dowiedzieć się, że mają prawdziwych przyjaciół. Ten dramatyczny moment będzie testem prawdy - dodał Tusk. - Musimy w obliczu zagrożeń być solidarni z tymi, którzy odczuwają uzasadnione obawy. Musimy jeszcze mocniej niż do tej pory współpracować tu, w Polsce. W mojej ocenie jeszcze nie wszyscy w Europie zdają sobie sprawę z poziomu ryzyka - powiedział Tusk, dodając, że będzie apelował o jak najszybsze zwołanie Rady Europejskiej. Podkreślił, że bardzo ważne jest, by Europa była solidarna i jednogłośna w swoich działaniach. - Zadaniem Unii Europejskiej jest wywarcie presji na tych, którzy chcieliby złamać gwarancje bezpieczeństwa Ukrainy. Na tych, którzy chcieliby brutalnie interweniować na Ukrainie - dodał premier.

Podkreślił, że nowe władze Ukrainy zachowują się odpowiedzialnie, a ich działanie nie prowadzi do eskalacji sytuacji na Krymie. Jak dodał, presja musi być wywierana na Rosję: - Ten aktor wydarzeń zdaje się być zainteresowany niestabilną sytuacją w tej części świata - argumentował.

W sprawie Ukrainy odbyła się też dziś rozmowa telefoniczna prezydenta Bronisława Komorowskiego z szefem Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuy'em. Komorowski wyraził głębokie zaniepokojenie rosyjskimi działaniami wobec Ukrainy. Komorowski zaapelował o spójne, solidarne i stanowcze stanowisko UE.

W poniedziałek w Brukseli odbędzie się nadzwyczajne spotkanie ministrów spraw zagranicznych państw unijnych - informuje agencja Reutera, powołując się na źródło w unijnej dyplomacji. W związku z wydarzeniami na Ukrainie o godz. 20 czasu polskiego spotka się Rada Bezpieczeństwa ONZ.

Wydarzenia na Krymie to pełzanie w stronę większej interwencji, wystąpienie Putina do parlamentu w sprawie użycia wojsk nie zmienia istoty sprawy, to element wojny informacyjnej - ocenił w rozmowie z PAP szef BBN Stanisław Koziej. Podkreślił, że sytuację na Ukrainie trzeba postrzegać w dwóch aspektach - relacji między władzami centralnymi i władzami Krymu oraz w aspekcie obecności rosyjskich wojsk w bazie na Krymie.

"Można przewidzieć, że Krym ogłosi autonomię i poprosi o pomoc Rosję, która będzie mogła postąpić podobnie jak w przypadkach Abchazji, Osetii Południowej i Naddniestrza. Taki scenariusz, bardzo niekorzystny dla Ukrainy, jest bardzo prawdopodobny. Władze Ukrainy słusznie postępują, unikając działań, które mogłyby prowadzić do gwałtownych reakcji ze strony Rosji" - podkreślił Koziej.

Paweł Kowal ocenił na antenie TVN24, że Europa powinna szybciej reagować na rozwój wydarzeń: - Skoro nawet my, jako sąsiedzi, czekamy do poniedziałku, to coś niedobrego dzieje się w Europie. I już chyba większego papierka lakmusowego absurdu polityki europejskiej nie będziemy mieli niż to, co obserwujemy obecnie - stwierdził.

- Decyzja Rady Federacji jest bardzo groźna – mówi prof. Roman Kuźniar, doradca prezydenta RP ds. międzynarodowych w rozmowie z radiem TOK FM. – Użycie rosyjskich sił zbrojnych na terytorium Ukrainy byłoby do końca bezprawne. Byłoby to pogwałcenie zasad prawa międzynarodowego; zobowiązań, których Rosja jest stroną –dodaje.

TOK FM zapytało Kuźniara, czy możemy już mówić o wojnie między Rosją a Ukrainą. - Gdyby to się miało rozwinąć w kierunku, który wskazuje wniosek Putina, wtedy niewątpliwie termin „wojna” byłby jak najbardziej uzasadniony – odpowiada doradca prezydenta.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wydał oświadczenie w związku z decyzją Rady Federacji i sytuacji na Ukrainie.

Pisze w nim, że wkroczenie wojsk rosyjskich na terytorium tego kraju będzie stanowić "brutalne naruszenie norm prawa międzynarodowego" i "pogwałcenie" zasady jego terytorialnej integralności, której gwarantami są między innymi USA i Wielka Brytania.

"Prawo i Sprawiedliwość stoi na stanowisku, iż działanie takie wymaga nadzwyczajnej i kryzysowej reakcji ze strony państw wolnego świata i organizacji strzegących bezpieczeństwa międzynarodowego. Żadne państwo nie ma prawa do uznawania swojego szczególnego statusu względem innego i wprowadzania zasady stref wpływów w Europie Wschodniej" - pisze Kaczyński.

W związku z wydarzeniami u naszego sąsiada PiS "oczekuje, że Rząd i Prezydent RP podejmą odpowiednie działania w celu zagwarantowania bezpieczeństwa, w naszym regionie,  wobec narastającego konfliktu w pobliżu naszych granic, grożącego nieprzewidywalnymi konsekwencjami".

Napięta sytuacja na Krymie

"Rosja, Rosja!" oraz "Putin, Putin!" skandowali dziś mieszkańcy Symferopola na Krymie po wiadomości, że rosyjski prezydent Władimir Putin zwrócił się do wyższej izby parlamentu swego kraju o zgodę na użycie rosyjskich sił zbrojnych na terytorium Ukrainy.

Nad gmachami budynków państwowych w stolicy znajdującej się w składzie Ukrainy Autonomicznej Republiki Krymu wywieszono rosyjskie flagi, a z centrum miasta zniknęła ukraińska milicja - PAP.

Przedstawiciel Państwowej Straży Granicznej Ukrainy Serhij Astachow potwierdził informację o tym, że uzbrojeni ludzie podjęli próbę przejęcia siłą sewastopolskiego oddziału morskiej straży granicznej Ukrainy. - Około godziny 13 kolumna uzbrojonych ludzi w mundurach wyglądających na siły specjalne w 10 samochodach w liczbie około 300 osób podjęła próbę siłowego przechwycenia sewastopolskiego oddziału morskiej straży granicznej - powiedział Astachow. Dodał, że podczas rozmów dowódca grupy uzbrojonych ludzi oświadczył, że wykonuje rozkazy Ministerstwa Obrony Rosji o przejęciu granicznej jednostki wojskowej.

Premier Autonomicznej Republiki Krymu Siergiej Aksjonow przyznał, że żołnierze stacjonującej tu rosyjskiej Floty Czarnomorskiej "zaangażowani są" w ochronę najważniejszych obiektów na półwyspie. Dowództwo floty nie czekało długo z potwierdzeniem tego faktu i rozwiało wątpliwości pisząc, że w istocie tak właśnie jest.

Szef niemieckiego MSZ Frank-Walter Steinmeier wezwał Rosję do bezzwłocznego ujawnienia celów i zamiarów kryjących się za przemieszczaniem rosyjskich wojsk na Krymie; uznał rozwój sytuacji na Ukrainie w ostatnich godzinach za niebezpieczny.

- Jesteśmy bardzo zaniepokojeni dzisiejszymi informacjami, że Rosja odmówiła udziału w rozmowach w ramach Memorandum Budapeszteńskiego. Przesłaliśmy zaproszenie na takie rozmowy USA i Wielkiej Brytanii, które są gotowe do konsultacji, jednak Rosja odmówiła uczestniczenia w nich - poinformował szef ukraińskiej dyplomacji.

Memorandum podpisały w 1994 r. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Rosja, które wspólnie zobowiązały się m.in. do respektowania suwerenności i granic Ukrainy i do powstrzymania się od wszelkich gróźb użycia siły przeciwko integralności terytorialnej i niepodległości politycznej tego państwa. Memorandum zostało podpisane w odpowiedzi na przekazanie przez Ukrainę strategicznej broni nuklearnej.

Termin referendum w sprawie rozszerzenia pełnomocnictw autonomii półwyspu został przesunięty w związku z sytuacją na Krymie - informują proeuropejscy aktywiści na Twitterze. Głosowanie odbędzie się 30 marca, a nie 25 maja.

Rada Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu, zwróciła się do Władimira Putina o podjęcie działań mających na celu "ustabilizowanie sytuacji na Krymie". Jeszcze dalej posunęła się przewodnicząca Rady Federacji, czyli wyżej izby parlamentu, który uznał, że "byłoby możliwe wysłanie ograniczonego kontyngentu wojskowego" na Krym.

Walentina Matwijenko uznała w sobotę, że sytuacja na Krymie jest tak poważna, że mały kontyngent wojsk rosyjskich mógłby na miejscu pomóc. Informację taką podała rosyjska agencja informacyjna Ria Novosti, na którą powołał się też Reuters.

- Możemy wysłać kontyngent wojskowy na Krym - zapowiedziała przewodnicząca Rady Federacji, wyższej izby parlamentu Rosji, Walentina Matwijenko.

Prorosyjskie protesty w Doniecku i Charkowie

- Nie chcemy separatyzmu, chcemy, żeby nowa władza liczyła się ze zdaniem całego południowego wschodu kraju - powiedział z trybuny mer Charkowa Giennadij Kernes. Wiec odbywa się spokojnie, choć, na centralnym placu miasta, gdzie zgromadzili się ludzie, pojawili się uzbrojeni w broń automatyczną współpracownicy służb ochrony porządku.

Ponad 10 tysięcy osób, przeciwników nowych władz kraju, zebrało się też na wiecu w sobotę na Placu Lenina w centrum Doniecka, matecznika Wiktora Janukowycza. Agencja Interfax-Ukraina podaje, że uczestnicy wiecu trzymają rosyjskie flagi, sztandar partii "Rosyjski Blok" i transparenty z napisami "Donbas z Rosją", "Berkut z narodem, naród z Berkutem", "Donbas - wstawaj". W trakcie wiecu rosyjski sztandar zawisł na gmachu władz administracyjnych miasta.

Demonstranci deklarowali, że wspierają "aspiracje Krymu przyłączenia się do Rosji".

- Jesteśmy oburzeni tym, co się dzieje w Kijowie. Nie pozwolimy nacjonalistom wejść do naszego miasta - powiedział agencji AFP 40-letni Aleksandr.

- Jestem tutaj, aby poprzeć Berkut. Młodzi chłopcy zostali zabici w Kijowie przez nacjonalistów - oznajmiła z kolei Olena. - Nie uznaję nowej osoby pełniącej obowiązki prezydenta. Jestem przeciwko ukrainizacji na siłę. Jestem rosyjską obywatelką i chcę żyć w pokoju - zadeklarowała Tatiana Leonowa.

- Janukowycz jest naszym prezydentem. Potępiamy Zachód za to, że zorganizował przewrót w Kijowie. Sewastopol i Krym powinny należeć do Rosji - mówili inni uczestnicy prorosyjskiego wiecu w Doniecku.

Gazeta.pl

Gazeta.pl, PAP, red.,tvn24.pl, PAP