Wideo w sieci – przyszłość czy mydlana bańka?

Wideo w sieci – przyszłość czy mydlana bańka? sxc.hu/profile/k_r_anoop

Cisco twierdzi, że już w 2017 roku 69% całego ruchu w internecie będzie generowane przez materiały wideo. Ewangeliści marketingu treści przekonują, że już za chwileczkę, już za momencik.

Będziemy oglądali, a nie czytali, bo wideo jest przyjazne, nowoczesne i atrakcyjne. A może to zwykłe spekulacje i wideo pozostanie tylko dodatkiem?

Znajomy pokazywał mi ostatnio kilka stron firm z Dubaju, które opierają się praktycznie wyłącznie o wideo. Nie tylko internetowe telewizje stawiające na product placement, ale również strony korporacyjne. Zamiast mdłej „misji i wizji”, której i tak nikt nie czyta, jasny komunikat prezesa. Kamera weryfikuje, kto prowadzi firmę z pasją i potrafi zarażać tą pasją innych, a kto opiera każde swoje słowo o porady specjalistów PR (potrzebnych zresztą, żeby nie było).

Nie każdy musi być Krzysztofem Ibiszem, ale każdy powinien potrafić powiedzieć w ciągu 30 sekund co robi i po co zawraca głowę odwiedzającemu jego stronę. Oczywiście wszędzie, w Polsce i w Dubaju, zdarzają się zarówno fajne „zajawki”, jak i sztuczne, często przyprawione o „amerykański” uśmiech, recytacje prosto z promptera. Niemniej jednak najwięksi się z tym mierzą, bo wiedzą, że spojrzeć w oczy swoich pracowników z ekranu komputera to coś innego, niż odezwa w korporacyjnym newsletterze.

Wideo w sieci

Zdarzają się opinie, że wideo w sieci to ekstrawagancja, bo kosztuje wiele wysiłku. Wszystko zależy od podejścia. Niedawno realizowaliśmy produkcję pigułek wiedzy dla dużego operatora telekomunikacyjnego i byliśmy mile zaskoczeni tym ile i jakiej jakości materiałów posiada ich międzynarodowa centrala. W wielu przypadkach wystarczyło dodać napisy, aby w kilka dni uzupełnić intranet o kilkadziesiąt nowych pozycji. Pewnie, że dużym jest łatwiej, ale nie chodzi o ten konkretny przykład, ale zastanowienie się czy pomysły, metody, źródła i ludzi nie znajdują się w naszym najbliższym otoczeniu. Największym kosztem, wbrew pozorom, nie jest produkcja w wykonaniu profesjonalnego domu produkcyjnego lecz pomysł na to co i jak pokazać. Kiepski pomysł nie sprzeda się, nawet przy idealnym wykonaniu. A na końcu każdego wideo w sieci jest pytanie – ile osób obejrzało i po co?

Promocja wideo w sieci nie będzie ryzykiem, jeśli jasno postawimy sobie cele i nie spróbujemy sami siebie oszukiwać. Nie ulega wątpliwości, że kreacja i produkcja to ogromny wysiłek – ludzki, finansowy i czasowy. Jednak prawdziwa praca zaczyna się dopiero po emisji materiału. Umieszczamy go w sieci i często kusi nas, aby zapomnieć o tym. Dla marketera tymczasem wideo ma sens, gdy dowie się kto i po co je oglądał. System generowania leadów taki jak LeadGenerator czy badanie skuteczności (choćby Uxeria) to piekielnie skuteczne wspomagacze rozwiązań dzielenia się ciekawą treścią. Wydajne i skuteczne. I liczy się to, że wideo w takim modelu ma sens. Sprawdzamy ile osób obejrzało, kto zostawił swoje dane, kto chce więcej. To są liczby, a liczby to fakty. A fakty to pieniądze, oczywiście.

Przepustowość sieci

Wzrost użyteczności wideo wiąże się też bezpośrednio z ogromnym rozwojem wydajności sieci. Ten artykuł w formie tekstowej, zamieszczony na tej stronie, zajmuje zaledwie kilka kilobajtów. Nagranie w formie wideo to już kilkadziesiąt megabajtów. Do niedawna było to wyzwanie nie tylko dla odbiorcy (wszyscy pamiętamy wolno ładujące się filmy na YouTube, które często trzeba było chwilę buforować, aby móc płynnie odtworzyć), ale i dla operatora infrastruktury.

Ktoś powie: co znaczy te kilkadziesiąt megabajtów dla ogromnych centrów serwerowych. No tak, ale jeśli pomnożymy to przez tysiące widzów, to sytuacja nie jest już taka prosta. Na YouTube każdej minuty pojawia się 100 godzin nowych materiałów, a w ciągu miesiąca użytkownicy oglądają łącznie 6 miliardów godzin. Tak, 6 000 000 000 h. Statystycznie każdy człowiek na ziemi ogląda YouTube prawie godzinę. To robi wrażenie nie tylko na marketerach, ale i na operatorach serwerów.

Można to traktować jako poważne wyzwanie tylko wtedy, gdy z jakiegoś powodu koniecznie chcemy zajmować się sprawami technicznymi, a nie tworzeniem i dostarczaniem ciekawej treści (i zarabianiem na niej). Mądre głowy z Doliny Krzemowej (i nie tylko) opracowały wydajne systemy dystrybucji cyfrowych treści dostępne dla każdego. Dziś nie jest to technologia na którą stać jedynie bogate korporacje. O tym świadczy chociażby sukces wielu twórców na YouTube. Czy zastanawiali się czy serwery „dadzą radę”? Nie sądzę. Nie ma sensu, żebyście wy się zastanawiali.

Kanały multimedialne

My, w kampaniach dla naszych klientów, wykorzystujemy wiele dostępnych narzędzi, oprócz wspomnianego YouTube, choćby Vimeo czy polskiego Vintoma. Każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy, ale też każdy projekt ma swoje założenia, a różne rozwiązania różnie je spełniają. Nie raz i nie dwa przygotować trzeba dedykowany system, natomiast wiemy jedno: technologia to nie bariera. Barierą są stereotypy.

Czy zatem wideo w sieci to tylko „mydlana bańka”, która pęknie, gdy skończą się pomysły na produkcję, a firmy zauważą, że przyszłość związana z tak zapowiadanym od lat multimedialnym światem nie nadchodzi? Raczej nie. Widziałem wiele niezwykłych i ciekawych pomysłów, które przynoszą krocie ich twórcom. Znam firmy, które zrezygnowały lub znacząco zredukowały klasyczne działania marketingowe, bo te nie przynosiły efektu. Postawili na marketing treści, a jak słusznie zauważyli – nikomu nie chce się co tydzień pisać artykułu na bloga w zasadzie na ten sam temat. Dodali więc elementy multimedialne. I to się sprawdziło.

Jednak znam też firmy, które za nic w świecie nie potrafią pojąć, że sztuka dla sztuki to nie jest obecnie zbyt dobry plan marketingowy. Wideo jest atrakcyjne, ciekawe, daje ogromne możliwości, ale wymaga określonej strategii. I o to w tym wszystkim chodzi.

Chętnie też porozmawiamy o innych tematach.

 

Digital Knowledge Village Piotr Maczuga