Wieki Brat nadchodzi

Wieki Brat nadchodzi Alterfalter - Fotolia

Wielka inwigilacja kojarzyła się nam dotąd z Orwellem i rządami totalitarnymi. Tak było w politycznej bajce. W politycznej rzeczywistości masowe zagrożenie dla prywatności pojawiło się w ustroju jak najbardziej demokratycznym.

Konieczność ochrony obywateli

Przyczyną śledzenia obywateli w sieci stała się konieczność obrony przed zamachami terrorystycznymi, jakkolwiek konieczności tej pomogła inna, głębsza – jeśli coś jest technicznie możliwe, prędzej czy później jest realizowane. Wszystko, co robimy w sieci, zachowuje się, a skoro tak, to poddaje się analizie statystycznej. Gdy zaś zaistnieje taka potrzeba, poddaje się również całkiem spersonalizowanej inwigilacji, niestety. Trochę to nas wszystkich przeraża, lecz chyba nie ma już odwrotu. Zostawiamy w sieci tysiące śladów, a po tych śladach tropią nas potężne maszyny. Wytropiwszy, przypisują nas do najrozmaitszych kategorii, w tym również takich, które wiążą się ze sprzedażą produktów oraz obsługą klienta. Czy chcemy, czy nie, będzie się nam oferować coraz bardziej spersonalizowane komunikaty marketingowe, a nasz profil konsumencki, czyli to, jak nas postrzegają dostawcy wszelkich towarów i usług, powoli stawać się będzie częścią naszej prawdziwej tożsamości. Inaczej mówiąc, maszyny będą nam dyktować, kim jesteśmy, co powinniśmy robić, lubić i kupować. A my, z większymi lub mniejszymi oporami, będziemy się temu podporządkowywać. Bo i co w tym złego, że gdy zapali mi się kontrolka w aucie, warsztat sam do mnie zadzwoni? Może i wielu z nas by to zirytowało, lecz zapewne kolejne pokolenia przyzwyczają się do tego i będzie im z tym dobrze. Narodziny tego nowego świata uniwersalnej i wszechobecnej opieki możliwe są właśnie dlatego, że dysponujemy maszynami zdolnymi zbierać i porządkować gigantyczne zbiory danych.

Podobne artykuły:

Technologia Big Data w marketingu

Informatyczne systemy analizy wielkich zbiorów danych istnieją już od dawna. Powstały najpierw dla potrzeb fizyki, skąd przeniesiono je do genetyki, meteorologii, bankowości i innych obszarów, gdzie zarządzanie informacją i prognozowanie ma kluczowe znaczenie. Marketing jest właśnie jedną z tych dziedzin. Metodologia i technologia Big Data jest dla niego w sam raz! Rzecz w tym, aby nauczyć się tych drogich i zaawansowanych narzędzi używać. Nie chodzi przecież o to, żeby za pomocą wykupionych bądź samodzielnie zgromadzonych statystyk zjawisk sieciowych związanych z naszymi produktami, marką czy stronami internetowymi uzyskiwać wiedzę porównywalną z tym, co można dostać od firmy badawczej stosującej klasyczne metody. Dzięki Biga Data mamy dowiedzieć się więcej! I nie tylko dowiedzieć się, lecz uzyskać możliwość trzymania ręki na pulsie, czyli kontrolowania sytuacji na rynku, by móc reagować w czasie rzeczywistym. Sądzę, że to właśnie jest istota rzeczy. Obietnicą zaklętą w nowej technologii jest nie tyle „więcej wiedzy”, ile „więcej kontroli”. Przypuszczam, że wszystko zmierza tu w stronę czegoś na kształt giełdy. Oczami wyobraźni widzę marketerów siedzących przed konsolą i monitorami, obserwujących na bieżąco ruch informacji o produkcie i zjawiska związane ze sprzedażą. I wcale nie chodzi tu tylko o frazy wpisywane w wyszukiwarki bądź na portalach społecznościowych itp. W przyszłości, i to nieodległej, prawie każdy zakup towaru odbywać się będzie przez terminal online, co pozwoli niezwykle szybko gromadzić pełne dane o sprzedaży, a tym samym na bieżąco kontrolować skuteczność działań marketingowych i nimi sterować. Pomyślmy tylko, co to będzie, gdy każde zeskanowanie kodu paskowego naszego produktu zostanie natychmiast odnotowane w statystykach monitorowanych na bieżąco przez big data marketera i zestawione z mapą działań marketingowych? Toż to jakiś totalny panoptikon marketingowy!

Wielki Brat tuż za rogiem

To wszystko wydarzy się naprawdę. Jest tylko kwestią czasu, gdy każdy nasz ruch będzie zarejestrowany i przekształcany w informację potencjalnie dającą się wykorzystać do różnych celów. Zakupy, poruszanie się samochodem, kontakty z wszelkimi instytucjami wytwarzać będą potok danych na temat każdego z nas. Oddzielone dziś od siebie i niekompletne zbiory danych powoli będą się zlewać w jeden wielki ocean, a dzisiejsze możliwości ich analizowania podniesione zostaną do trzeciej albo i czwartej potęgi. Czy restrykcje prawne, broniące dostępu do danych i chroniące naszą prywatność na coś się zdadzą? Wątpię. Zawsze będą tacy, którzy posiadając dostęp do danych, jakoś je będą chcieli spieniężyć. Jeśli tylko kolekcjonerów informacji nie będą interesować nasze nazwiska i adresy zamieszkania, lecz wszystko inne, to bardzo możliwe, że bariery prawne okażą się kruche. Za to państwa z rosnącym zapałem będą gromadzić całkiem już spersonalizowaną wiedzę o swoich obywatelach. Prędzej czy później użyją tej wiedzy z pogwałceniem praw i swobód obywatelskich, takich, jakie znamy dzisiaj. Prędzej czy później dane niespersonalizowane spotkają się z tymi spersonalizowanymi. Prędzej czy później dołączą do tej gry bazy danych genetycznych. I wtedy nie będzie już wesoło. Wielki Brat nadejdzie.

Big Data Marketing będzie częścią, a może i liderem tego złowieszczego procesu. Precyzyjna i aktualna wiedza o tym, kto czego i w jaki sposób poszukuje, jak i gdzie kupuje, jak używa produktu i co o nim sądzi, zapewne będzie rdzeniem naszego portfolio. Wszak informacje o wykształceniu, zainteresowaniach, zdrowiu, przemieszczaniu się i relacjach z innymi ludźmi w większości można będzie traktować jako interpretację danych handlowych, bo zakupy towarzyszą w zasadzie każdej sferze życia. Dlatego nadchodzącą epokę totalnej inwigilacji można określić jako epokę uniwersalnego marketingu. Inaczej mówiąc, nie to, jak działają służby, lecz raczej to, co z danymi robią marketerzy, będzie modelem dla działania Wielkiego Brata.

Liczyć się będą tylko duzi

Nie jest to jednak powód do radości w działach marketingu. Już dziś samodzielność w gromadzeniu potrzebnych danych jest przywilejem największych korporacji, i to raczej tylko w e-biznesie. Wszyscy inni są zdani na pomoc gigantów tworzących wielkie zbiory danych. W naszych czasach prym wiedzie Google, w przyszłości może być różnie – w każdym bądź razie marketing będzie zależny od wielkich dostarczycieli informacji. Z magików przenikających tajniki rynku marketerzy staną się klientami wielkich korporacji wytwarzających pakiety danych i handlujących nimi. Najlepsze dane otrzymają oczywiście ci, którzy najlepiej zapłacą. Niestety, będą to dane nie tylko o ich własnych markach, lecz również o konkurencji. Małe żuczki będą musiały zadowolić się ochłapami, z których niewiele będzie wynikać. Tak jak na giełdzie, liczyć się będą tylko posiadacze grubych portfeli akcji – danych.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w warunkach totalnej informacji o rynku oraz standaryzacji narzędzi analizy danych, marketing przestanie być sztuką, a stanie się działalnością opartą na wiedzy i metodyce poddanej rygorom racjonalności naukowej. Przejdzie więc ewolucję podobną do tej, jaką przeszła niedawno medycyna. A wtedy nie będzie już litości dla amatorów. Rynek będzie niemal w całości należał do wielkich graczy, zdolnych do analizy największej liczby danych i posiadających środki, by natychmiast reagować na zmiany. Na szczęście nas już wtedy nie będzie na tym świecie i na tym rynku.

Podobne artykuły:


Jan Hartman Marketing w Praktyce