Zespół jest dobry na wszystko

Zespół jest dobry na wszystko Svilen Milev (stock.xchang)

Pojęcie pracy zespołowej święci triumfy w naukach o zarządzaniu. Wielość oferty szkoleniowej związanej z budowaniem zespołów, rozpoznawaniem własnej roli zespołowej świadczy o sporym zainteresowaniu tą tematyką wśród w firm.

W publikacjach i na szkoleniach praca zespołowa bywa przedstawiana jako remedium a większość kłopotów współczesnych firm. Menedżerowie chwalą się umiejętnością budowania zespołów i wskazują tę umiejętność jako źródło wielu sukcesów. W tym artykule chciałbym przyjrzeć się nie tyle korzyściom związanym z pacą zespołową – bo te wydają się być wystarczająco dobrze znane – ile ograniczeniom pracy zespołowej.

Autor artykułu wskazuje na korzyści płynące z pracy zespołowej, wyjaśnia, czym jest synergia oraz w jakich warunkach praca zespołu nie przynosi pozytywnych rezultatów i jednostki są bardziej efektywne pracując w pojedynkę.

Podobne artykuły:

Synergia rozbitków

Często wskazuje się na tzw. efekt synergii, czyli wzajemne wzmocnienie efektów pracy indywidualnej poprzez współpracę zespołową. Wiele specjalnie zaprojektowanych ćwiczeń wykonywanych podczas szkoleń w sposób spektakularny udowadnia istnienie tego efektu. Jedno z popularnych ćwiczeń polega na tym, że uczestnicy najpierw indywidualnie, a następnie grupowo mają wybrać zestaw rzeczy niezbędnych dla przetrwania po katastrofie statku. Wyniki tego ćwiczenia są najczęściej takie, że zespół ma znacznie lepsze wyniki niż pojedyncze osoby. Jednak nie tak rzadko zdarzało mi się, że indywidualne wyniki bywały lepsze od zespołowych. Kiedy tak było?

Czy geniusz powinien współpracować z innymi?

Jedną z sytuacji, kiedy wyniki indywidualne kilku osób były wyższe niż grupy, była sytuacja, kiedy w grupie znajdowała się osoba znacznie przewyższająca poziomem innych. Jeśli ta osoba nie potrafiła przekonać innych członków grupy do swoich idei, to z reguły, ulegając głosom innych, niejako „równała w dół”, dostosowywała się do opinii większości i w rezultacie traciła. Mechanizm ten można wyjaśnić faktem istnienia silnych norm grupowych do przestrzegania, których obligowani są wszyscy członkowie grupy. Przymus przestrzegania norm grupowych jest bardzo silny ponieważ grupa dysponuje wieloma narzędziami przywoływania „dewiantów” (myślących inaczej niż większość) do porządku. Narzędzia te sprowadzają się do różnych form odrzucenia, nacisku, presji, zawstydzania. Są one tak silne ponieważ jesteśmy w nich trenowani od dzieciństwa, a ponadto potrzeba przynależności do grupy bywa silniejsza niż potrzeba posiadania racji. Jeśli nasza pozycja w grupie nie jest zbyt stabilna (jesteśmy jej zwykłym członkiem), to istnieje duża szansa na to, że jeśli nawet jesteśmy mądrzejsi od pozostałych członków zespołu, to ulegniemy grupie, w efekcie realizując gorsze rozwiązania. W tym wypadku praca zespołowa jest gorsza niż praca indywidualna. Gdyby Einstein pytał o zdanie członków własnego zespołu pracowniczego trudno zgadnąć, co by z tego wyszło...

Złota rączka do wszystkiego

Kiedyś podczas zajęć dla słuchaczy Podyplomowego Studium na Politechnice przeprowadziłem wspomniane ćwiczenie z Rozbitkami. Przy podliczaniu wyników okazało się, że kilka grup jest znacznie gorsza od pozostałych. Kiedy próbowaliśmy dojść przyczyn okazywało się, że w gorszych grupach byli kapitanowie Żeglugi Wielkiej. Fakt ten był zastanawiający zważywszy na okoliczność, że ćwiczenie dotyczyło katastrofy morskiej. Przypatrując się pracy w grupach, uczestnicy mówili, że ich dyskusja była zdominowana przez Kapitanów. W końcu każdy z nich był niekwestionowanym autorytetem w swojej dziedzinie. To znaczy, wszyscy myśleli, że był autorytetem, ponieważ żaden z nich tak naprawdę (i dzięki Bogu) nie był ofiarą katastrofy. Jednak, mimo że nie mieli racji, ich opinie przeważały i ich zdanie w efekcie było znacznie ważniejsze niż pozostałych członków grupy.

Ilustrowane powyższą historią zjawisko nosi dźwięczną nazwę „kapitanozy”, która polega na tym, że szef, autorytet lub osoba, uchodząca za taki, zawsze narzuci grupie, zespołowi swoje zdanie. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy szef jeśli kompletnie nie ma racji. A grupa nie potrafi mu się przeciwstawić. 

Kocha, lubi, szanuje...

Parokrotnie zdarzyło mi się, że zespoły nie dochodziły do porozumienia w ogóle i nie oddawały na czas pracy. Co ciekawe, działo się to za każdym razem z innych powodów. Jedna z grup miała tak dużą różnicę zdań, że nie zdołali wypracować jednolitego stanowiska w błahej skądinąd sprawie. Analizując przyczyny tego stanu rzeczy, doszliśmy do wniosku, że w grupie było dwóch zwalczających się liderów, z których każdy zdołał zebrać „pod swoimi sztandarami” kilku członków grupy. Rywalizacja była ostra, pojawiały się zachowania manipulacyjne: dyskredytowanie propozycji partnera, wyśmiewanie oraz cała gama innych równie silnych zachowań. Grupa została skutecznie skłócona co uniemożliwiło wypracowanie jakichkolwiek efektów.

Inna z kolei grupa także „nie wyrobiła się na czas”, nie oddała wyników pracy. Tym razem jednak, nie o konflikty i rywalizację chodziło, ale o coś wręcz przeciwnego. Grupa składała się z osób wyraźnie czujących do siebie tzw. miętę. Całość rac została zdominowana przez zachowania, które obserwator zewnętrzny bez trudu zidentyfikował jako „intensywne zaloty”. Także tym razem procesy grupowe (jakkolwiek sympatyczne) uniemożliwiły postęp prac. 

Wespół, w zespół, by moc swą móc wzmóc...

Krótki przegląd rezultatów ćwiczenia zaprojektowanego specjalnie po to, aby wykazać przewagi pracy zespołowej skłania do kilku refleksji. Po pierwsze: zdecydowanie najczęściej rezultaty pracy grupowej były lepsze niż pracy indywidualnej. Jednak myślę, że duże znaczenie miała natura zadania: zadanie, jakie wykonywano było nierutynowe, wymagało podejścia twórczego i myślenia nieschmatycznego, trudno było czerpać z przeszłych doświadczeń. Jednak ile zadań w pracy ma podobny charakter? Myślę, że jednak wiele codziennych zadań jest raczej tzw. zwykła, to znaczy rutynowa i umożliwiająca korzystanie z doświadczeń przeszłości. Być może zatem w wielu wypadkach praca zespołowa jest stratą czasu, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy pewni, że wiemy co i jak zrobić. Ba, nawet istnieje niebezpieczeństwo (sytuacja pierwsza), że kiedy zaczniemy konsultować nasze pomysły z grupą – grupa postara się nam pokazać, że jesteśmy niespełna rozumu. Zatem, jeśli: mamy pewność co do rozwiązań (np. dlatego, że sytuacja jest rutynowa) omijajmy grupę z daleka.

Po drugie: silny szef. W wielu anegdotach mówi się o dwóch przykazaniach podwładnego. Pierwsze przykazanie: szef ma zawsze rację, drugie przykazanie: jeśli nie ma racji, patrz punkt pierwszy. W przypadku pracy grupowej okazuje się to prawdziwe. Szef rzeczywiście najczęściej ma rację, nawet jeśli jej w sposób ewidentny nie ma. Nawet wtedy pracownicy niechętnie zwracają uwagę na ten fakt.

Ponadto, w sposób istotny, pracę grupową zaburzyć mogą wszystkie osoby uchodzące za autorytety: eksperci, pracownicy dłużsi stażem, naukowcy czy inne osoby, które za autorytet uznamy. Oczywiście bardzo często autorytet ma rację (dlatego zresztą jest autorytetem), jeśli jednak racji nie ma - to i tak wpłynie zniekształcająco na efekty pracy grupowej. Jeśli zatem w naszym miejscu pracy nie ma: atmosfery twórczej pracy, kultura zarządzania jest autorytarna, pracownicy nie są zachęcani do brania odpowiedzialności – to praca zespołowa będzie wyjątkowo trudna, by nie rzec – beznadziejna.

Po trzecie: grupa to wiele punktów widzenia, wiele dodatkowych informacji, ale i wiele dodatkowych problemów. Te dodatkowe problemy noszą sympatyczną nazwę: procesu grupowego. Spróbujmy się zastanowić co oprócz rozwiązywania zadań, zbierania informacji, czyli pracy merytorycznej dzieje się w grupie. W największym skrócie można wskazać na kilka procesów: kształtowania struktury grupy, zmian atmosfery współpracy w grupie, wzrastania lub opadania poziomu konfliktów grupie, kształtowania się norm pracy grupowej. Wszystkie te procesy mogą wpływać i często wpływają na jakość pracy grupowej, często zresztą obniżając jakość wypracowywanych przez grupę rozwiązań. 

Zespół jest dobry na wszystko

Na pytanie czy warto pracować zespołowo: odpowiedź zaczyna się tak jak na większość ciekawych pytań – to zależy. Zależy od tego czy: potrafimy oddzielać w sposób racjonalny opinie i pomysły sensowne od bezsensownych niezależnie o tego kto je głosi choćby nie wiem jakim autorytetem się cieszył 
szef, lider zespołu jest elastyczny, nie narzuca za wszelką cenę swego zdania i potrafi przyznać się do błędu, a zwykli członkowie zespołu są na tyle odważni, że jak szef zrobi błąd to potrafią to zasygnalizować znamy proces grupowy na tyle, że potrafi przewidzieć jego wpływ na sposób myślenia i podejmowania decyzji przez grupę i w razie niekorzystnego wpływu potrafi go wyeliminować.

Jeśli to wszystko potrafimy, o z pewnością praca zespołowa będzie z pożytkiem dla nas i firmy. Ale czy naprawdę potrafimy?

Źródło: Czytelnia – www.profirma.com.pl

Podobne artykuły:

ProFirma Sp. z o.o., Oddział Warszawa