Zrób sobie edukacyjnego game changera

Zrób sobie edukacyjnego game changera Pixabay.com

Przykłady innowacji i cudów z nią związanych, które później nie są możliwe do skonsumowania, to spora część dzisiejszego rynku produktów i usług. Są paliwem i napędem jednocześnie dla niezliczonej ilości serwisów internetowych i blogów.

Rzecz dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Facet jedzie drogą międzystanową i nagle widzi, że obok jego samochodu biegnie kurczak. Zdziwił się bardzo, bo jechał 50 mph. Przyspieszył do sześćdziesięciu, patrzy, a kurczak nie tylko go dogonił, ale zaczął wyprzedzać. No to facet przyspieszył do 75, ale kurczak po chwili ponownie był przed nim. Zaintrygowany pojechał za nim. Kurczak skręcił w boczną drogę i pobiegł w stronę pobliskiej fermy drobiu. Facet podjechał tam i pyta farmera: „Panie, co jest nie tak z tymi kurczakami?”. Farmer mu odpowiada: „Wszyscy lubią kurze udka, prawda. No to wyhodowałem sobie trzynożne kurczaki i dzięki temu pomysłowi będę milionerem”. Facet się pyta jak te kurczaki smakują. „Nie wiem – mówi farmer – jeszcze żadnego nie złapałem”. Pytanie – czy czytasz to dla opowieści o trójnożnych kurczakach?

Co do kurczaków na Smart Learning?

Ja też o Smart Learning mówię nie inaczej jak: Innowacyjna strategia rozwoju opartego na wiedzy. Jednak właściwy tytuł tego tekstu brzmi: „Zrób sobie edukacyjnego game changera”. Zrób blended- distance- i każdy inny learning tak, jak nie robiono tego do tej pory w twojej firmie, ustal nowe zasady i niech konkurencja wzoruje się na tobie i twoich pomysłach.

No właśnie, ale jak? Aby móc zmienić zasady gry, odkryć coś nowego w tym, jak działać musisz jednak coś wiedzieć, czegoś się nauczyć. Będzie więc sporo do czytania, zdecydowanie nie dla uznających zasadę TL;DR.

Całość sprowadzi się od odpowiedzi na dwa pytania: „Dlaczego musimy zmienić zasady gdy?” oraz „Czemu to się opłaca?”.

Musimy zmienić zasady gry…

Czy słyszeliście kiedyś o zasadzie 70:20:10? Przedstawia ona proporcje różnych sposobów uczenia się. Zgodnie z nią aż 90 proc. wiedzy zdobywamy sposobami pozaformalnymi, a tylko 10 proc. w sali szkoleniowej (Morgan McCall, Robert Eichinger i Michael Lombard: Center of Creative Lidership) lub z innego formalnego źródła. Na te 90 proc. aż 70 proc. to metody nieformalne, a więc sytuacje, w których zdobywamy wiedzę nie ucząc się, często nawet nie mając intencji, aby się uczyć. 20 proc. to źródła społeczne. Choć po czasie okazało się, że badania te były lekko naciągane, to liczby niewiele różnią się od rzeczywistości.

Podobne artykuły:

Oznacza to, że jako dorośli uczymy się inaczej niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu, mimo że jako dzieci wywodzimy się w zasadzie z dziewiętnastowiecznego modelu szkoły. Dla wielu to duży szok żyć ze świadomością, że zaledwie 10 proc. to szkolenia, trenerzy, kursy. Czy to oznacza schyłek zawodu trenera? Oczywiście, że nie, ale musimy nauczyć się korzystać w bardziej kreatywny sposób z pozostałych 90 proc.

Inwestycja w blended learning się opłaca

To samo źródło wspomina o specyficznej dysproporcji, którą lepiej zobrazuje to zestawienie.

Wynika z niego, że za połowę plonu z naszych działań blended learning zbieramy dzięki follow up. Ile jednak czasu i środków przeznaczamy na ten element? Całe 5 proc. Szklanka zawsze może być w połowie pełna lub w połowie pusta, ale ja tu widzę sytuację, gdzie 85 proc. środków jest przeznaczana na relatywnie mniej skuteczne działania – w tym przypadku na wszystko to, co się dzieje w trakcie samego szkolenia. Oczywiste pytanie dyrektora finansowego powinno brzmieć: co się dzieję z tą kasą? Moje brzmi: Jak wykorzystać tę kasę lepiej? Wykres sam daje odpowiedź: na działania blended learning.

Zainteresowani mogą to rozwinąć bezpośrednio w źródle: Extending Reach and Ensuring Effectiveness of Leadership Development: The Role of Technology-Based Learning, April 2010; a także: The Promise of Phase 3 by Jack Zenger, Joe Folkman and Robert Sherwin, T+D Magazine, January 2005; My idziemy dalej.

Rozwój pracownika – nie w tych warunkach

Z badania State of Industry Report 2014 wynika, że firmy średnio przeznaczają na rozwój pracownika 31 i pół godziny rocznie (!), przy koszcie jednostkowym na poziomie około 1 200 dol. i są w stanie przeznaczyć na ten cel przeciętne 6 proc. budżetu na płace i świadczenia pozapłacowe. Badanie jest prowadzone co roku, więc wynik raz jest nieco wyższy, innym razem niższy, ale wyraźnie widać, że dla nikogo nie jest szczytem marzeń sytuacja, w której wydajemy kilka tysięcy złotych, aby zapewnić pracownikowi raptem 31,5 godziny rozwoju. W zasadzie w tej sytuacji pracownik powinien się bardziej zwijać, niż rozwijać.

Nie trać czasu

Pewne nietrudno uwierzyć, że nie my pierwsi w Smart Learning głowiliśmy się nad tym jak wykorzystać właściwie ten czas. Szczególnie, że w grę wchodzi jeszcze retencja wiedzy. Chyba najbardziej popularne badania w tej dziedzinie pokazują, że w ciągu miesiąca zapominamy nawet 90 proc. tego, czego się nauczyliśmy (Herman Ebbinghaus, Memory: Contrinution of Experimental Psychology, 1885/1913). Tak się dzieje, gdy nie mamy sposobności do wprowadzenia wiedzy w czyn oraz odświeżania stale tego czego się nauczyliśmy. To jedyna w miarę skuteczna metoda zapanowania nad retencją i dzięki niej właśnie w przedszkolu nauczyliśmy się wiązać buty i do dziś tę czynność powtarzamy.

Podobne artykuły:

Przy niewielkiej ilości czasu jaki możemy przeznaczyć na naukę, trudno więc wygospodarować odpowiednie zasoby, aby uczyć się skutecznie. Swego czasu jednak pisałem w jaki sposób działać, aby wydłużyć ten czas ponad dwukrotnie, a przy tym zaoszczędzić sporo pieniędzy. Warto sobie teraz odświeżyć ten artykuł.

6 kierunków inwestycji w szkoleniach

Z opracowania Best Practices In Design and Delivery of Sales Training wynika, że 6 najważniejszych kierunków inwestycji w szkoleniach sprzedażowych to obecnie:

  • Narzędzia dostarczania treści szkoleniowych (36 proc.)
  • Integracja z social media (30 proc.)
  • Narzędzia LMS (28 proc.)
  • Narzędzia authoringu treści (28 proc.)
  • Integracja platform (27 proc.)
  • Narzędzia utrzymania dla obecnych treści (21 proc.)

Liczby w nawiasach mówią o tym, jaki odsetek firm zamierza w dany temat inwestować. Komu, jak komu, ale tej branży możemy raczej uwierzyć.

Jesteśmy w przededniu rewolucji

Wielu uważa, że jesteśmy wręcz w przededniu rewolucji, jaka zaczyna się dziać na naszych oczach. Padają przykłady rynku telewizji, gier komputerowych czy muzyki. Doskonale widać to właśnie na przykładzie muzyki. Zanim na dobre zastanowiliśmy się nad tym czy mp3 jest lepsze od CD, dokonała się prawdziwa rewolucja. W zeszłym roku rynek muzyki odsłuchiwanej bezpośrednio z internetu (stream) zyskał 54 proc. I nikt już nie myśli o mp3, bo podobnie jak CD, stały się przeszłością. Dziś ten model dystrybucji stanowi już kilkadziesiąt procent, podczas gdy w 2010 r. było to zaledwie 7 proc.

Dobry przykład: Lynda.com

W uczeniu się na odległość także widać już ogromne sukcesy. 4 kwietnia 2015 roku serwis Lynda.com został kupiony przez LinkedIn za 1,5 mld $. 2o lat wcześniej, w 1995 roku pani Lynda Weinmann pracowała jako specjalista of filmowych efektów specjalnych, m.in. Przy filmie Robocop 2. Odkryła w sobie pasję do uczenia i do końca lat 90 stała się znana w nieco specyficznym środowisku designerów jako „matka internetu”. Nagrywała wtedy kasety VHS ze szkoleniami. W 2002 roku stworzyła swój pierwszy kurs. Po 30 dniach miała 30 subskrybentów – jeden na dzień. Dziś Lynda.com ma ponad 1 milion płatnych subskrybentów – wynik o 20 proc. lepszy, niż rok wcześniej.

Lynda Weinmann zawsze podejmuje wyzwania, które stawia przed nią świat wiedzy: gdy na rynek wchodził pakiet CS6 firmy Adobe, największy pakiet oprogramowania do tworzenia i edycji treści wszelakiej, Lynda.com już pierwszego dnia miała dostępny pełny kurs w podziale na ponad 60 podgrup zaawansowania i zainteresowania. Większość chętnych mogła zobaczyć pakiet na tutorialach Lyndy zanim jeszcze zdążyła go zainstalować.

Zawsze można powiedzieć, że bogatego stać na takie działania, ale warto wiedzieć, że i dziś większość materiałów multimedialnych Lynda.com powstaje w warunkach znacznie odbiegających od profesjonalnego i drogiego studio. Firmy inwestują w proste rozwiązania zapewniające wysoką jakość, ale wyskalowane tak, aby mogły z nich korzystać również zespoły nieprofesjonalne. Na rynku w ciągu 5 ostatnich lat ogromnie rozbudowała się kategoria sprzętu wideo przeznaczonego do zastosowań półzawodowych. I nie mówię tu o kamerach, bo takie były zawsze, ale o mikserach HD, urządzeniach do nadawania wideokonferencji czy podcastów. A marudzą zazwyczaj ci, których firmy wydają więcej na papierowe ręczniki i kawę, niż na rozwój swoich pracowników.

Czas nowego pokolenia

Praca nad rozwojem w określonych grupach też nie jest prosta. Pisałem to tym więcej w tekście o pokoleniu Y. Przypomnijmy jednak: połowa z grona tych wykształconych millenialsów twierdzi, że do wydajnego studiowana wcale nie potrzebują klasy i fizycznego kontaktu z uczącymi. Liczy się za to komunikacja i proces.

Dziś są naszymi pracownikami, ale jutro będą naszymi szefami. Zresztą już tak jest. Wyprą nas z prostego powodu: 90 proc. z nich uważa, że bycie przedsiębiorcą oznacza nie posiadanie własnej firmy, ale odpowiednich aspiracji i predyspozycji. Gdy my toniemy w biurokracji i niejasnych przepisach, oni po prostu realizują swoje pomysły.

Podobne artykuły:

Taki materiał trafia więc do nas, póki co jako pracownicy. Globalnie do 2025 roku będą już stanowili ¾ wszystkich pracowników i jest to jedna z najwspanialszych rzeczy, które spotykają właśnie nasz biznes. Jeszcze nigdy nie mieliśmy na wyciągnięcie ręki tylu utalentowanych, dobrze wykształconych i kreatywnych ludzi. Jednak:

Wg Cisco w zeszłym roku 56 proc. kandydatów do pracy twierdziło, że nie zgodziłoby się na pracę w firmie, która blokuje dostęp do social media (np. poprzez stosowne ograniczenia w firmowej sieci WiFi, ale także poprzez zaglądanie ludziom przez ramię i sprawdzanie czy akurat nie siedzą na fejsie).

Ponadto IAB Polska w swoim badaniu „Konsumpcja mediów w Polsce” pokazuje, że w internecie wcale nie spędzamy najwięcej czasu przy Angry Birds czy na Snapchacie. Kolejność jest następująca:

  • przeszukiwanie stron www,
  • poczta elektroniczne,
  • czytanie artykułów na portalach,
  • oglądanie wideo,
  • praca i edukacja,
  • mapy, nawigacja, lokalizacja,
  • opinie o markach,
  • muzyka online,
  • usługi bankowe,
  • komunikatory.

Internet pochłonął nas tak bardzo, że stał się częścią nas i robimy w nim dokładnie to samo, co w prawdziwym życiu, zresztą nie zawsze ze stratą dla tego życia.

To co z tym zrobimy?

Każdorazowo, gdy zabieramy się za budowanie dla klienta jego własnej strategii Smart Learning myślimy też o tym, co przed chwilą napisałem. Dokładna analiza potrzeb firmy, wyceny, warsztaty z menedżerami – jasne, to podstawa. Ale podstawą wszystkich podstaw jest skuteczność w docieraniu do grup docelowych.

W polecanym już wcześniej tekście Jak zrobić wydajny Smart Learning staraliśmy się pokazać nasze podejście na konkretnych liczbach. Wybieramy więc narzędzia, mierzymy je i wdrażamy. I nagle okazuje się, że za mniejsze pieniądze dajemy naszym odbiorcom znacznie więcej. Mało tego: rozszerzyliśmy grupy tych odbiorców. Dziś od nas uczą się nie tylko pracownicy, ale kooperanci i wreszcie – klienci.

Na sukces czy porażkę może wpłynąć wiele czynników. Choćby:

  • Treść
  • Dostępność
  • Cele, które są przed nami stawiane
  • Struktura i proces
  • Język – tak język to nie to samo co treść
  • Timing
  • Zasoby
  • Interaktywność (ze wszystkimi plusami i minusami)
  • Multimedialność
  • Wsparcie
  • Oczekiwania
  • i wreszcie: dotychczasowe doświadczenia uczestników

Pamiętamy o tym i działamy zgodnie ze starą zasadą garbage in = garbage out. Znają ją doskonale analitycy i statystycy. Błędne dane wprowadzone na początku procesu produkują błędne wyniki. Śmieci produkują śmieci. Dlatego Smart Learning to nie tylko zwinność procesu, inspirowanie zamiast naciskania i wykorzystanie trendów. To również metody i zasady. Powstałe nie z nudów i chęć dorobienia filozofii do rzeczywistości, ale z pełnej identyfikacji z tymi słowami:

Blisko 100 proc. wszystkich innowacji – od biznesu po politykę – nie bierze się z wyników badań rynku, lecz od ludzi, którzy są mocno wkurzeni na to, jak rzeczy się mają.

Tom Peters, pisarz

Tekst jest podsumowaniem mojego wystąpienia podczas Kongresu Kadry 2015 i jest podsumowaniem tamtej prelekcji. Dziękuję jeszcze raz wszystkim, którzy się pochylili raz jeszcze nad tym, co miałem do powiedzenia.

Smart Learning (UX Response Sp. z o.o.) Piotr Maczuga