Budimex i Polimex-Mostostal: dwie twarze kryzysu

Budimex i Polimex-Mostostal: dwie twarze kryzysu nf.pl

Bez pomocy państwa Polimex-Mostostal musiałby upaść. Tymczasem kilkaset milionów złotych na nieudane przejęcie pozostawiło na Budimeksie zaledwie rysę.
Rok 2012 wstrząsnął polskim rynkiem budowlanym. Najdobitniej ilustrują to statystyki dotyczące upadłości. Według danych Euler Hermes, na taki krok musiało zdecydować się 273 przedsiębiorstw budowlanych. Dla porównania w 2011 roku ta liczba wyniosła 146, a w 2010 roku - "zaledwie" 90.

Zatem rok, w którym branża miała się cieszyć z inwestycji oddawanych na Euro 2012 oraz rekordowych nakładów na budowę dróg, dla wielu podmiotów zakończył się zejściem z rynku.

Główne przyczyny tego zjawiska są dobrze znane, ale warto je przypominać, gdyż wciąż nie zrobiono zbyt wiele, aby w przyszłości nie powtarzać podobnego scenariusza.

W 2012 roku zmaterializowały się wszystkie ryzyka, jakich w ostatnich latach obawiano się w branży budowlanej. Ogromna konkurencja i przydzielanie zamówień publicznych według kryterium najniższej ceny doprowadziły do wojny cenowej.

W budownictwie, zwłaszcza infrastrukturalnym, zazwyczaj pracuje się na jednocyfrowych marżach. Dlatego kontrakty szybko zaczęły przynosić straty, gdy koszty kruszyw, stali, mas bitumicznych i paliwa wzrosły o kilkadziesiąt procent. Do tego doszły jeszcze długie terminy płatności, a w konsekwencji zatory płatnicze przenoszące się na kolejnych podwykonawców i dostawców.

Największym szokiem dla branży były upadłości dwóch czołowych spółek - PBG oraz zależnej od niego Hydrobudowy Polska. Niewiele brakowało, a upadłość musiałby ogłosić kolos naszego rynku - zatrudniający kilkanaście tysięcy osób Polimex-Mostostal.

Niewidzialna ręka państwa

Pętla drogowych zleceń systematycznie zaciskała się wokół Polimeksu przez całe pierwsze półrocze ubiegłego roku. W lipcu okazało się, że - mimo wcześniejszych zapewnień - spółka nie będzie w stanie wykupić pierwszej transzy obligacji o wartości około 100 mln zł.

Na szczęście pod koniec lipca spółce udało się zawrzeć umowę, dzięki której banki finansujące działalność Polimeksu wraz z obligatariuszami powstrzymały się od egzekwowania zobowiązań, które urosły do niebagatelnej kwoty - ponad 2,4 mld zł. Kilkanaście dni później ze stanowiska prezesa Polimeksu, po ośmiu latach kierowania spółką, został odwołany Konrad Jaskóła, którego śmiało można nazwać twórcą Polimeksu-Mostostalu.

Wstrzymanie egzekucji długów stanowiło jednak dopiero początek drogi do uratowania Polimeksu, gdyż musiał się znaleźć jeszcze ktoś, kto podłączy poturbowanemu kroplówkę, która postawi go na nogi. Choć wśród zainteresowanych typowano kilka podmiotów zarówno polskich, jak i zagranicznych, to tak naprawdę tylko jeden z nich naprawdę się liczył - Skarb Państwa poprzez Agencję Rozwoju Przemysłu.

Można gdybać, czy do takiego zaangażowania by doszło, gdyby konsorcja z dużym udziałem Polimeksu nie zostały wybrane do realizacji jednych z najbardziej kosztownych i priorytetowych inwestycji energetycznych. Chodzi o budowę dwóch bloków węglowych o łącznej mocy 1800 MW w Opolu dla PGE. Wart 9,4 mld zł netto kontrakt Polimex podpisał wspólnie z Rafako i Mostostalem Warszawa w połowie lutego 2012 roku.

Pod koniec maja konsorcjum Hitachi Power Europe i Polimeksu wygrało przetarg na wart ponad 4,8 mld zł netto blok węglowy w Kozienicach, którego inwestorem jest Enea. W tym przypadku zakończenie procedur odwoławczych niemal zbiegło się w czasie z umową, którą Polimex podpisał z wierzycielami. Wtedy okazało się, że gdy kontraktowi nie zagraża konkurencja, to pojawił się problem z pozyskaniem przez budowlaną spółkę gwarancji bankowych.

Finalnie udało się je pozyskać w niemal ostatniej chwili i 21 września kontrakt podpisano. Tuż przed zawarciem umowy wolę zaangażowania kapitałowego w Polimex oficjalnie wyraziła ARP, a szef resortu skarbu Mikołaj Budzanowski osobiście zapewniał banki, że budowlana grupa stanie na nogi.

Ostatecznie przyszłość Polimeksu została przesądzona trzy miesiące później. Warunkiem zaangażowania się przez ARP było zawarcie przez budowlaną spółkę porozumienia z bankami-wierzycielami w sprawie restrukturyzacji jej zadłużenia. Porozumienie takie zostało podpisane 21 grudnia 2012 roku.

W efekcie ARP za 150 mln zł objęła akcje, dające jej przeszło 22 proc. udział w kapitale akcyjnym Polimeksu. Docelowo może on wynieść 32,99 procent, a łączne zaangażowanie kapitałowe Agencji nie przekroczy kwoty 278 mln zł. Ale to nie wszystko. ARP postanowiła także - poprzez zależne fundusze - odkupić od budowlanej grupy aktywa za łączną kwotę blisko 162 mln zł. Wśród nich znalazły się Fabryka Kotłów Sefako, Energomontaż-Północ Gdynia, a także portowe nieruchomości w Gdyni.

W zamian za otrzymaną szansę na przetrwanie Polimex musi przeprowadzić gruntowną restrukturyzację. Spółka zobowiązała się, że do końca 2015 roku osiągnie przynajmniej 600 mln zł wpływów ze sprzedaży zbędnych aktywów, a także zredukuje koszty operacyjne o co najmniej 300 mln zł.

Pod koniec stycznia tego roku, formalnie obejmując akcje w Polimeksie, ARP podkreśliła, że zaangażuje się w restrukturyzację spółki, a prezes Agencji Wojciech Dąbrowski zadeklarował wiarę, że "ta inwestycja przyniesie nam zysk".

O tym, czy faktycznie Polimex stanie się zdrowym organizmem, najwcześniej dowiemy się za kilka lat. Jeśli do tego nie dojdzie, to na pewno ze zdwojoną siłą odezwą się ci, którzy już w ostatnich miesiącach stanowczo krytykowali zaangażowanie się państwa w ratowanie podmiotów działających na wolnym rynku.

Koleje losu

Budimex od lat jest nazywany prymusem polskiego rynku budowlanego. Spółka od zawsze specjalizowała się w budownictwie drogowym, dlatego dobiegający końca obecny program inwestycji infrastrukturalnych nie wyrządził jej tak dotkliwych szkód jak w przypadku PBG, Hydrobudowy Polska czy Polimeksu-Mostostalu, które koniunkturalnie zaangażowały się w budownictwo drogowe, choć wcześniej nie miały bogatych doświadczeń w tym sektorze.

Niemniej Budimex postanowił w ostatnich latach zdywersyfikować swoją działalność, aby uniezależnić się od wahań na rynku budowlanym, który w głównej mierze jest napędzany przez współfinansowane środkami unijnymi drogownictwo. Wybór padł na kolejnictwo, gdzie inwestycje mają przybierać na sile.

Dlatego, gdy do prywatyzacji przeznaczono Przedsiębiorstwo Napraw Infrastruktury - największego gracza na tym rynku - wśród zainteresowanych jego nabyciem znalazł się Budimex. W listopadzie 2011 roku zabiegi spółki okazały się skuteczne i spółka kupiła PNI od PKP za 225 mln zł.

Choć na rynku komentowano, że Budimex będzie musiał włożyć wiele wysiłku w restrukturyzację państwowego molocha z przerośniętą załogą i silnymi związkami zawodowymi, to generalnie kierunek działań wydawał się słuszny. Budimex postanowił bowiem kupić firmę z dużym doświadczeniem oraz zapleczem sprzętowym, aby w ten sposób stać się także mocnym podmiotem w budownictwie kolejowym. Zbudowanie takich kompetencji w sposób organiczny trwałoby długo.

Późną wiosną 2012 roku spełniły się jednak pesymistyczne prognozy niektórych ekspertów. Było już pewne, że kilka dużych kontraktów realizowanych przez PNI przynosi spore straty. Dalsza restrukturyzacja spółki generowała coraz większe nakłady finansowe i dlatego ostatecznie pod koniec sierpnia ubiegłego roku PNI złożyło wniosek o upadłość układową, który został przyjęty przez sąd kilka tygodni później.

Władze Budimeksu zapewniały, że due diligence przed kupnem PNI zostało przeprowadzone zgodnie z zasadami sztuki i tak dobrze, jak tylko było to możliwe.

Zaznaczono także, że gdy Budimex kupował PNI, to spółka dopiero rozpoczynała realizację kontraktów, które w wyniku ich weryfikacji na placach budów okazały się skrajnie nierentowne.

Zanim PNI złożyło wniosek o upadłość układową, Budimex dołożył do działalności kolejowej spółki około 100 mln zł. Na domiar złego pod koniec listopada 2012 roku sąd uchylił zarząd własny PNI na wniosek PKP Polskich Linii Kolejowych oraz kilku konsorcjantów.

W ten sposób Budimex utracił kontrolę nad spółką na rzecz zarządcy sądowego, który ma doprowadzić PNI do zawarcia układu z wierzycielami. Wówczas spółka mogłaby wrócić pod zarząd Budimeksu.

Tymczasem grupa nie rezygnuje z ubiegania się o zlecenia w budownictwie kolejowym i szuka innych dróg rozwoju. Budimex jest prekursorem wśród grup budowlanych działających na polskim rynku pod względem wejścia w sektor usług miejskich i utrzymania infrastruktury.

W tym segmencie działa poprzez spółkę FB Serwis, założoną wspólnie z Ferrovial Servicios, spółką z hiszpańskiej grupy Ferrovial, która jest głównym udziałowcem Budimeksu. Kolejnym rozwijanym segmentem jest budownictwo hydrotechniczne, gdzie spółka systematycznie pozyskuje nowe kontrakty. Budimex nieustannie podtrzymuje też zainteresowanie inwestycjami w formule partnerstwa publiczno-prywatnego oraz sektorem energetycznym, w którym pozyskał już zlecenie na budowę spalarni odpadów.

Spółka liczy także na prace przy budowie bloków energetycznych, ale jednocześnie podkreśla, że będą ją interesowały tylko wybrane inwestycje w określonym zakresie robót. Powód - duże ryzyka związane z energetyką, których przezornie Budimex woli nie kusić.

Budimex, w ponad rok od zakupu PNI, nadal pozostaje ulubieńcem analityków. Spółka zakończyła 2012 rok z imponującą pozycją gotówkową na poziomie około 1,2 mld zł netto. To pokazuje, jak silne fundamenty ma Budimex w czasach, gdy większa część branży stąpa po cienkim lodzie.

Upadłość od nowa

Fala upadłości dotknęła w 2012 roku nie tylko budownictwo, ale całą polską gospodarkę. Łącznie, według danych Euler Hermes, spotkała ona w ubiegłym roku 941 podmiotów, co oznacza roczny wzrost o 28 procent.

Zaczęto się zastanawiać, czy Prawo upadłościowe i naprawcze odpowiednio spełnia swoją rolę. Wśród prawników pojawiają się głosy, że obecnie jego celem jest przede wszystkim ochrona wierzycieli, których roszczenia są częściowo regulowane z masy upadłościowej likwidowanych spółek. Likwidowanych, gdyż w Polsce w niewielu postępowaniach upadłościowych udaje się doprowadzić do układu z wierzycielami.

Z założenia upadłość powinna prowadzić do restrukturyzacji podmiotu oraz ochrony miejsc pracy, aby mógł on kontynuować działalność i spłacić wierzycieli w znacznie większym stopniu niż w przypadku likwidacji.

Na początku grudnia ubiegłego roku resorty gospodarki i sprawiedliwości przygotowały zestaw rekomendacji dotyczących zmian w prawie upadłościowym i naprawczym. Kładą one nacisk na stworzenie warunków do restrukturyzacji przedsiębiorstw, a nie ich likwidacji. Wśród głównych założeń znalazło się między innymi odformalizowanie postępowań, które aktualnie często są paraliżowane, gdy liczba wierzycieli jest liczona w tysiącach.

Resorty gospodarki i sprawiedliwości za cel postawiły sobie także zmianę nastawienia polskiego rynku do restrukturyzowanych przedsiębiorstw.

Z wnioskowaniem o upadłość wiąże się bowiem problem mentalny, związany ze stygmatyzacją podmiotu, który podejmuje takie działania. Dlatego też często zdarza się, że po upadłość spółki sięgają tak późno, że brakuje im już nawet środków na przeprowadzenie postępowania upadłościowego.

Biorąc pod uwagę długość procesu legislacyjnego, realnego przekucia tych pomysłów w akty prawne nie należy zapewne się spodziewać wcześniej niż w 2014 roku. Ile firm w tym czasie upadnie po staremu?

Nowy Przemysł