Czy UE powinna przewodzić światu w redukcji CO2?

Czy UE powinna przewodzić światu w redukcji CO2? nf.pl

Dodatkowe dobrowolne i ograniczone do krajów Unii obciążenia w walce ze zmianami klimatu budzą obawy przemysłu i niektórych krajów członkowskich. Czy UE powinna przewodzić światu w redukcji CO2?
Pomysł podniesienia celu emisyjnego dla Europy nie został przyjęty aplauzem. Propozycja Connie Hedegaard, komisarz Unii Europejskiej ds. klimatu, aby UE jednostronnie zobowiązała się do redukcji emisji CO2 o 30 proc., sprawiła, że reszta świata z jeszcze większym zainteresowaniem przygląda się polityce energetycznej UE, ale nie zamierza iść w jej ślady.

26 maja 2010 r. Hedegaard przedstawiła komunikat Komisji Europejskiej, w którym zaprezentowano możliwości jednostronnego zobowiązania UE do redukcji emisji CO2 do roku 2020 o 30 proc. w stosunku do roku 1990. Jednocześnie komisarz nie opowiedziała się jednoznacznie za przyjęciem tego celu w UE, głównie ze względu na nacisk ze strony Francji i Niemiec. Kraje te stoją na stanowisku, że mogłyby zdecydować się na wsparcie celu 30 proc. tylko w przypadku, gdy inne kraje spoza UE również podejmą podobne zobowiązania.

Za zwiększeniem celów UE opowiadają się m.in. Wielka Brytania i Holandia.

Możemy więcej?

- W komunikacie Komisji wskazano, że zwiększenie unijnego celu redukcji emisji do 30 proc. w porównaniu z rokiem 1990 jest możliwe technicznie. Komisja wskazuje, że skutkiem kryzysu gospodarczego, koszt osiągnięcia obecnego celu 20 proc. spadł do poziomu 48 miliardów euro rocznie (do roku 2020), co stanowi 0,32 proc. przewidywanego PKB (w roku 2020) - wyjaśnia Ewa Gąsiorowska, główny specjalista ds. regulacji w Vattenfall Poland.

Przypomina, że w czasie, kiedy uzgadniano Pakiet klimatyczny, szacowano, że koszt ten może wynieść około 70 miliardów euro rocznie. Według Komisji Europejskiej, osiągnięcia redukcji o 30 proc. mogłoby kosztować 11 miliardów euro więcej niż pierwotnie zakładano przy przyjęciu Pakietu przy szacowaniu kosztu 20 proc. redukcji.

Kryzys spowodował także, że ceny pozwoleń na emisję w ramach wspólnotowego systemu handlu pozwoleniami na emisję (EU ETS) znacznie spadły, a należy pamiętać, że to wysokie ceny pozwoleń na emisję miały spowodować, że opłacalne stanie się inwestowanie w technologie niskowęglowe i generalnie w rozwój tzw. zielonych technologii.

Komisarz ostrzegła, że ceny pozwoleń nie muszą się automatycznie zwiększyć, kiedy kryzys ekonomiczny w Europie się zakończy, co ma skutkować brakiem zachęt dla zielonych inwestycji.

Pomimo przedstawionych argumentów za zwiększeniem celu unijnego, Connie Hedegaard nie opowiedziała się jednoznacznie za tym, aby Unia przyjęła jednostronnie taki cel bez przyjęcia międzynarodowego traktatu o redukcji emisji na świecie.

Poinformowała, że kolejnym etapem prac będzie przeanalizowanie skutków ewentualnego zwiększenia celów dla poszczególnych państw członkowskich UE, tak aby mogły one określić swoje stanowisko w tej sprawie.

Dokumentami roboczymi zajmować się będą Rada Europejska, Parlament Europejski, Komitet Regionów oraz Komitet Społeczno-Gospodarczy. Z kolei Komisja Europejska przygotuje dalsze analizy w celu wsparcia dyskusji w instytucjach wspólnotowych w kontekście negocjacji międzynarodowych nowego traktatu dot. redukcji CO2. Komisja będzie także nadal monitorować sytuację sektorów narażoną na tzw. carbon leakage (ryzyko relokacji energochłonnej produkcji do krajów, gdzie ograniczenia związane z emisjami nie są tak surowe).

W komunikacie Komisji oceniono to ryzyko i wspomniano o pomyśle wprowadzenia tzw. cła na CO2 na granicach UE, co jednak wydaje się być dość trudne do zrealizowania. Ostatnie badania wskazują jednak, że ryzyko carbon leakage było mocno przeszacowane i miało wpływ na znikomą liczbę branż.

Rozłóżmy ciężary Stanisław Tokarski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. strategii i rozwoju Tauron Polska Energia, przypomina, że wkrótce grupa kilkunastu dyrektyw, z których najważniejsze są dyrektywy IPCC (w sprawie zintegrowanego zapobiegania zanieczyszczeniom i ich kontroli), LCP (w sprawie emisji zanieczyszczeń z dużych obiektów przemysłowych) oraz tzw. dyrektywa pułapowa NEC, zostanie zastąpiona nową dyrektywą - IED (o emisjach przemysłowych). Ta regulacja spowoduje kolejne bardzo istotne ograniczenia emisyjne w zakresie małych źródeł. Obecnie ta dyrektywa jest na etapie drugiego czytania w Parlamencie Europejskim.

Zostało sporządzone kolejne sprawozdanie dla Parlamentu, w którym wycofano się z większości ustaleń zawartych w czerwcu 2009 r. za prezydencji czeskiej, co oznacza powrót do bardzo restrykcyjnych wymagań.

- Dyrektywa może być trudna dla mniejszych źródeł produkcji energii elektrycznej i ciepła. Jeżeli weszłaby w obecnie proponowanym kształcie, bez derogacji i możliwości łączenia emisji i przesuwania ich z jednych obiektów na inne, to przełoży się to na odstawienie kolejnych mocy po roku 2016-17 - ostrzega Tokarski.

Pewne jest, że Unia Europejska nie zmieni swojej polityki nakierowanej na redukcję emisji gazów cieplarnianych. To oznacza, że polska elektroenergetyka będzie się musiała do tych zmian dostosować, co w praktyce będzie oznaczało istotną zmianę struktury paliwowej.

Jacek Piekacz, prezes Vattenfall Poland, zwraca uwagę, że w krajach Unii istnieje coraz silniejsza presja, aby wprowadzić standardy emisji dla nowych źródeł.

- Wielka Brytania już wprowadziła standardy wynoszące 500 gramów CO2 na MWh, parlament holenderski wystąpił do rządu, aby wprowadził normy na poziomie 350 gramów CO2 na MWh - taką normę spełniają tylko źródła gazowe - informuje Piekacz.

Do tych zmian Polska, a polski sektor energetyczny w szczególności, musi się dostosować. Pytanie, jak to zrobić. W ocenie Jacka Krawca, prezesa PKN Orlen, przy realizacji celów polityki w zakresie redukcji emisji gazów cieplarniach powinna obowiązywać zasada proporcjonalności obciążeń.

Gdy jej nie będzie, to kilka krajów zostanie obciążonych kosztami tej polityki znacznie bardziej niż inne. Tak będzie w przypadku Polski, gdzie ponad 90 proc. energii elektrycznej wytwarzanej jest z węgla, podobnie w Czechach (59 proc.) oraz w Niemczech z 47 proc. udziałem węgla w produkcji energii.

Zdaniem prezesa Krawca, można odnieść wrażenie, że politycy proponujący zaostrzenie polityki klimatycznej nie dostrzegają obecnego kryzysu gospodarczego.

Skutkiem realizacji polityki ograniczania emisji gazów cieplarnianych będzie z pewnością zmniejszenie roli węgla jako paliwa wykorzystywanego w polskim sektorze elektroenergetycznym.

- Przykłady innych krajów UE i wymagania, które przed nami stawia Pakiet klimatyczny, pokazują, że również w Polsce będzie rosło znaczenie innych paliw niż węgiel - mówi Janusz Moroz, członek zarządu RWE Polska ds. handlu.

Będzie wiało...

W jego ocenie, w Polsce z pewnością będzie następował rozwój OZE. W rozwoju odnawialnych źródeł duże znaczenie będzie miała energetyka wiatrowa. Moroz podkreśla, że Polska musi jednak jeszcze uregulować kwestie związane z kosztami przyłączania farm wiatrowych do sieci elektroenergetycznej. Obecnie obowiązujące regulacje główny ciężar finansowy pozostawiają na Operatorze Systemu Dystrybucyjnego, co powoduje opór i liczne perturbacje - proces przyłączeniowy trwa bardzo długo.

Innym odnawialnym źródłem, które z pewnością będzie się rozwijało, jest biomasa.

- Jeżeli będzie rozwijana energetyka wiatrowa, to jednocześnie musi nastąpić rozwój inwestycji w energetyce gazowej - dodaje Janusz Moroz.

Wojciech Topolnicki, wiceprezes Polskiej Grupy Energetycznej, przekonuje, że jedyną i pewną metodą redukcji emisji gazów cieplarnianych jest rozwój energetyki jądrowej.

Andrzej Kraszewski, minister środowiska, przekonuje, że inne kraje świata także będą prowadziły politykę energetyczną ukierunkowaną na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, choć nie zawsze będzie się to wiązało z podpisywaniem oficjalnych porozumień i deklaracji.

Należy się jednak spodziewać, że kraje rozwijające się będą w najbliższych latach znacznie zwiększać swoją emisję CO2, co nie jest sprzeczne z wdrażaniem nowoczesnych, niskoemisyjnych technologii.

Chiny oraz Indie, należące do największych emitentów CO2, w przeliczeniu emisji na głowę mieszkańca mają emisję kilka razy mniejszą niż Stany Zjednoczone i mniejszą niż średnia 27 krajów UE (zob. tabelka).

Oczywiste, że kraje o dużej liczbie ludności i o średnim poziomie życia znacznie niższym niż w krajach Unii Europejskiej, USA, Kanadzie czy Japonii dążą i będą dążyły do zmniejszenia tej różnicy - tak będzie w większości krajów Azji, Afryki i Ameryki Południowej. To musi pociągnąć za sobą wzrost emisji CO2.

Nowy Przemysł