Dane zza oceanu popchnęły indeksy ku szczytom

Dane zza oceanu popchnęły indeksy ku szczytom nf.pl

Narastające od kilku dni niepokoje, związane z problemami części państw grupy PIIGS, zakończyły się dziś wraz obniżeniem ratingu dla Hiszpanii. Obyło się bez większej reakcji na rynkach, z wyjątkiem chwilowego osłabienia się euro. Złe nastroje prysły po publikacji pierwszych danych zza oceanu. Tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki w drugim kwartale zweryfikowano z 1,6 do 1,7 proc. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła zaledwie 453 tys., podczas gdy spodziewano się, że sięgnie 457 tys. To wystarczyło, by byki odzyskały animusz. Zwiększył się on jeszcze po zaskakująco wysokim wzroście wskaźnika aktywności gospodarczej w rejonie Chicago, którego wartość sięgnęła 60,4 punktu, podczas gdy liczono na jego zwyżkę do 56 punktów. S&P500 wreszcie zdołał pokonać poziom 1150 punktów.

Polska GPW

Indeksy na warszawskiej giełdzie rozpoczęły czwartkową sesję od niewielkich spadków. WIG20 tracił na otwarciu 0,25 proc., WIG zniżkował o 0,16 proc. Wskaźniki małych i średnich firm były na symbolicznym minusie. Nastroje szybko uległy poprawie w ślad za rosnącymi kontaktami na amerykańskie indeksy i wskaźnikami na europejskich giełdach. Już po godzinie byliśmy na plusie. Przez kilka następnych godzin nasze indeksy poruszały się w bok, notując bardzo niewielkie zmiany. W przypadku WIG20 sięgały one zaledwie kilku punktów. Początkowo liderem spadków wśród największych spółek były akcje Pekao, tracące 0,8 proc. Około południa były już notowane nieznacznie nad kreską. W nie najlepszej formie były walory KGHM, wczorajszego lidera wzrostów. Dziś zniżkowały o 0,3-0,4 proc. Po kilkudniowym osłabieniu wigor odzyskały akcje PZU, które po południu zyskiwały ponad 2 proc. Sytuacja poprawiła się jeszcze bardziej po publikacji lepszych niż się spodziewano danych zza oceanu. WIG20 zwiększył skalę wzrostu do 0,8 proc., pokonując ponownie poziom 2600 punktów. W końcówce sesji było jeszcze lepiej. Ostatecznie indeks największych spółek zyskał 1,15 proc., WIG wzrósł o 0,87 proc., mWIG40 zwiększył swoją wartość o 0,39 proc., a sWIG80 o 0,21 proc. Obroty wyniosły prawie 2 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Środowa sesja na Wall Street przebiegała pod znakiem sporej zmienności nastrojów inwestorów. Oczywiście nie w kontekście skali zmian wartości indeksów, lecz kierunku ruchu. Po w miarę neutralnym początku można było obserwować dwie próby zejścia S&P500 poniżej 1140 punktów i dwie próby wyjścia nad kreskę, połączone z atakiem na górne ograniczenie rysującej się od kilku dni konsolidacji. Poziom 1150 punktów wciąż jest zbyt silną barierą dla byków i skutecznie je odstrasza, aktywizując podaż. Ostatecznie skończyło się na spadku o 0,26 proc., czyli na niczym. Rozstrzygnięcia można jednak spodziewać się w najbliższych dniach.

Na giełdzie w Tokio sytuacja jest już bardziej klarowna. Od tygodnia Nikkei idzie w dół. Dziś spadł o 2 proc. Na razie można mówić o korekcie, ale jej podstawy są na tyle „solidne”, że można się spodziewać większego ruchu w dół. Jedną z nich wciąż pozostaje mocny jen. Dziś do tej „bolączki” dołączyły kiepskie dane, dotyczące japońskiej gospodarki. Zmniejszyła się produkcja przemysłowa, indeks aktywności gospodarczej PMI spadł poniżej 50 punktów, sygnalizując wejście w fazę pogarszania się koniunktury. Jeśli te dwa czynniki nie pobudzą japońskich władz do kontynuowania interwencji na rynku walutowym i wdrożenia zapowiadanego już programu stymulacji gospodarki, trudno spodziewać się wzrostów na tokijskim parkiecie. Zupełnie odmienne były nastroje na giełdzie w Chinach. Shanghai B-Share wzrósł o prawie 1,1 proc., a Shanghai Composite o 1,7 proc. W Hong Kongu i na Tajwanie indeksy nieznacznie spadły.

Na głównych giełdach europejskich sesja rozpoczęła się w nie najlepszych nastrojach. Indeks w Paryżu tracił 0,7 proc., o 0,5 proc. spadał DAX, a w Londynie zniżka sięgała 0,2 proc. Chwilową poprawę w pierwszej godzinie handlu inwestorzy zawdzięczali zwyżce kontraktów na amerykańskie indeksy. Szybko jednak sytuacja powróciła do „normy”, a CAC40 pogłębił skalę spadku. Zaskakująco łagodna była reakcja na obniżenie ratingu Hiszpanii. Takiej decyzji jednak się spodziewano, a indeks w Madrycie mocno zniżkował już od kilku dni. Gracze czekali przede wszystkim na dane zza oceanu. Gdy okazały się one lepsze niż się spodziewano, wskaźniki ochoczo ruszyły w górę. Reakcję trudno jednak uznać za przesadzoną. We Frankfurcie i Paryżu zwyżka sięgała 0,3 proc. Tuż po godzinie 16.00 CAC40 zyskiwał 0,9 proc., DAX rósł o 1 proc., a FTSE o 0,4 proc.

Waluty

Wspólna waluta wciąż trzyma się mocno. Dziś jedynie przez moment kurs euro spadł poniżej 1,36 dolara, po czym szybko zawrócił, kontynuując marsz w górę. Najwyraźniej decyzja o obniżeniu ratingu Hiszpanii nie zrobiła na nim większego wrażenia. Frank początkowo słabł wobec dolara, jednak przed południem znów znalazł się blisko rekordowo wysokiego poziomu. Zdecydowanie umacniał się je i to mimo kiepskich informacji, dotyczących japońskiej gospodarki. Około południa dolara można było kupić za niewiele ponad 83 jeny.

Nasza waluta reagowała dziś na to, co działo się na światowym rynku. Dolar staniał z prawie 2,94 zł do nieco ponad 2,91 zł. Rosło w siłę euro, docierając do niemal 3,99 zł. Frank początkowo zdrożał do nieco ponad 3 zł. Później złoty odrobił nieco strat, ale szło to dość opornie.

Podsumowanie

Dzięki lepszym niż się spodziewano danym zza oceanu indeks naszych największych spółek wspiął się na nowe szczyty, choć do rekordu z 15 kwietnia nieco mu zabrakło. Cofnięcie w końcówce sesji nie zrobiło najlepszego wrażenia, a końcowy fixing zatarł je tylko częściowo. Euforii więc nie było, a dostrzegalna była chęć realizacji zysków. Takie zachowanie nie powinno dziwić. Teraz przed bykami niełatwe zadanie utrzymania dotychczasowych zdobyczy przed ewentualnym dalszym ruchem w górę. Dzisiejsza sesja kończy jednak miesiąc i kwartał, można więc mieć obawę, że początek października przyniesie korektę.

Roman Przasnyski Gold Finance Sp. z o.o.