Darmowe limity emisji CO2 czekają na plany inwestycyjne energetyki, ale już niedługo

Darmowe limity emisji CO2 czekają na plany inwestycyjne energetyki, ale już niedługo nf.pl

Na ostateczne przygotowanie planu inwestycji, którymi energetyka ma zapłacić za darmowe uprawnienia do emisji CO2 na lata 2013-20, zostało siedem miesięcy. Gra idzie o konkurencyjność polskiej gospodarki.
Starzejące się elektrownie, struktura paliwowa elektroenergetyki czy niedorozwinięte sieci energetyczne to problem całej gospodarki. Identycznie jest w przypadku prawa elektroenergetyki do darmowych uprawnień do emisji CO2 na lata 2013-20. Czas rzeczywiście nas goni. Jeśli Bruksela odrzuci nasz plan inwestycji, to w 2013 roku może dojść do skokowego wzrostu cen energii elektrycznej.

- Uzyskanie derogacji dotyczącej przydziału darmowych uprawnień do emisji CO2 dla elektroenergetyki na lata 2013-20 byłoby opłacalne dla gospodarki, bo w takim przypadku elektrownie nie musiałyby od razu, czyli od 2013 roku, kupować 100 proc. uprawnień do emisji i dzięki temu ceny energii elektrycznej rosłyby wolniej - mówi Zygmunt Parczewski z firmy doradczej EnergSys.

Derogacje albo szok

O darmowe uprawnienia do emisji CO2 dla elektroenergetyki na lata 2013-20 mogą się starać m.in. takie kraje, w których w 2006 roku ponad 30 proc. energii elektrycznej było wytworzone z paliwa kopalnego jednego rodzaju, a PKB na mieszkańca w cenach rynkowych nie przekroczył 50 proc. średniego PKB na mieszkańca w cenach rynkowych w Unii.

Ten warunek oprócz Polski spełniają także Czechy, Węgry, Bułgaria i Rumunia.

Elektrownie z krajów, którym derogacje zostaną przyznane, zamiast kupować od 2013 roku 100 proc. uprawnień do emisji CO2 na aukcjach, znaczną ich część na początku będą otrzymywać bezpłatnie. W 2013 roku mają otrzymać za darmo uprawnienia do 70 proc. przeciętnej emisji rocznej z lat 2005-07.

Następnie ten wskaźnik ma maleć aż do zera w 2020 roku. W przypadku Polski znaczy to tyle, że uzyskując derogacje, energetyka może w 2013 roku, według prognoz, dostać darmowe uprawnienia do około 56 proc. rzeczywistych emisji, a potem coraz mniej.

Tak czy owak, od 2008 roku wiadomo było, że warunkiem przyznania elektrowniom darmowych uprawnień będzie zatwierdzenie przez Komisję Europejską wniosku derogacyjnego. Zostało nam już tylko siedem miesięcy na jego złożenie do Komisji. Prognozy na temat tego, co się stanie, gdyby derogacji nie udało się uzyskać, są ponure.

- W przypadku technologii węglowych wzrost kosztów zakupu uprawnień do emisji spowodowałby w 2013 roku przy cenie 20 euro za tonę CO2 wzrost ceny hurtowej energii elektrycznej o 80 zł na jedną MWh - prognozuje Stanisław Poręba, ekspert Ernst & Young. - Dodatkowe koszty kapitałowe wynikające z przyspieszonej wymiany niezamortyzowanych bloków węglowych i wprowadzanie nowych, niskoemisyjnych technologii podniosłyby te ceny o kolejne minimum 30 zł na 1 MWh w latach 2013-20, nie licząc wzrostów wynikających ze zwiększania udziału energetyki odnawialnej.

Nic za darmo

Nad wnioskiem derogacyjnym pracuje konsorcjum w składzie Ernst & Young, CMS Cameron McKenna, Uczelniane Centrum Badawcze Energetyki i Ochrony Środowiska Politechniki Warszawskiej oraz Primum Polska. Konsorcjum działa na zlecenie Towarzystwa Gospodarczego Elektrownie Polskie (TGEP), które w porozumieniu z administracją centralną uruchomiło projekt. Jednym z elementów wniosku derogacyjnego musi być Krajowy Plan Inwestycyjny.

- Kluczem do uzyskania derogacji jest przygotowanie Krajowego Planu Inwestycji zgodnego z wytycznymi Komisji Europejskiej - przypomina Zygmunt Parczewski.

- KPI musi mieć wartość równoważną wartości darmowych uprawnień, o które polska elektroenergetyka zabiega na okres 2013-20. Dopiero przyjęcie KPI przez Brukselę jest warunkiem uzyskania derogacji.

Wartość dodana derogacji polega na tym, że stanowią one kompensatę, swoistą zapłatę inwestycjami, które bez derogacji także trzeba byłoby ponieść.

Koordynatorem konsorcjum pracującego nad derogacjami jest Ernst & Young, który ma pierwsze oceny dotyczące potencjalnej wartości Krajowego Planu Inwestycyjnego.

Okazuje się, że będzie on musiał mieć wartość liczoną w miliardach euro. Wykonane już szacunki wskazywały, że zależnie przede wszystkim od wartości uprawnień do emisji CO2 wartość KPI może się wahać od 6,4 do 15,7 mld euro na lata 20013-20.

- Nie ma jeszcze ostatecznych wytycznych Komisji Europejskiej dotyczących wniosków o derogacje, w tym wymagań do Krajowego Planu Inwestycyjnego. Na podstawie dostępnych projektów oceniliśmy wstępnie, że Krajowy Plan Inwestycyjny będzie musiał mieć wartość co najmniej 6 mld euro. To równowartość darmowych uprawnień do emisji ponad 300 mln ton CO2, które Polska w latach 2013-20 może uzyskać. Dla zachowania bezpiecznej rezerwy KPI powinien obejmować inwestycje warte przynajmniej 7-8 mld euro - mówi Stanisław Poręba.

Gdzie te wytyczne?

Komisja Europejska oceni wniosek i może go odrzucić (w całości lub też dowolny jego element) w okresie sześciu miesięcy po otrzymaniu odpowiednich informacji.

Ciągle jednak nie wiadomo, jakie inwestycje będzie można wpisać do KPI.

- Będzie to uzależnione od zapisów wytycznych Komisji Europejskiej, ogłaszanych w formie rekomendacji, zaleceń, nad opracowaniem których wciąż trwają prace - informował Bernard Błaszczyk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska.

- Jeżeli do planu inwestycyjnego nie będę mógł zaliczyć inwestycji w elektrownie, którą buduję obok starej elektrowni, ale której nie wyłączę na drugi dzień po oddaniu nowej elektrowni, lecz dopiero za pięć lat, to większość projektów inwestycyjnych dzisiaj prowadzonych w Polsce odpadnie i nakłady na nie nie będą mogły być równoważone darmowymi uprawnieniami do CO2 - mówi Stanisław Tokarski, prezes Południowego Koncernu Energetycznego.

Jeden z dokumentów Komisji Europejskiej, nie będący jeszcze wytycznymi, tzw. discussion paper, nie dawał możliwości włączenia do KPI projektów energetyki jądrowej czy inwestycji w odnawialne źródła energii, które mają powstawać w związku z realizacją dyrektywy o promowaniu energii ze źródeł odnawialnych (2009/28/WE).

- Wśród rozbieżności pomiędzy stanowiskiem Komisji Europejskiej i Polski należy wymienić przede wszystkim sposób dojścia do pełnego aukcjoningu uprawnień do emisji w roku 2020, zakres inwestycji do uwzględnienia w KPI oraz sposób rozliczania KPI - na poziomie instalacji lub na poziomie krajowym - wyjaśnia Bernard Błaszczyk.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że w grze są tylko dwa warianty redukcji liczby darmowych uprawnień, ale okazuje się, że administracja brukselska wymyśliła kolejny i że są już rozważane trzy warianty tempa redukcji darmowych uprawnień.

- Pierwszy to redukcja w tempie 1,74 proc. rocznie, czyli tak zwana redukcja wolna - wylicza prof. Krzysztof Żmijewski.

- Drugi to redukcja w tempie 10 proc. rocznie, czyli redukcja szybka. Komisja Europejska preferowała wariant szybki, ale ostatnio pojawiła się z jej strony propozycja tak zwanego wariantu esowego i to jest trzecia opcja. W tym wariancie, który na wykresie przybiera kształt odwróconej litery S w pierwszych dwóch latach derogacji, liczba darmowych uprawnień spada delikatnie, a potem nagle i przez ostanie dwa lata jest niemal na zerowym poziomie.

Przyjmując cenę CO2 na poziomie 40 euro i kurs euro na poziomie 4 zł można oszacować, co znaczy w praktyce redukcja wolna, a co szybka. Okazuje się, że w wariancie wolnym do budżetu państwa jako sprzedawcy uprawnień po 2012 roku trafia 79,5 mld zł, a na inwestycje w energetyce zostaje 104,8 mld zł, a przy redukcji szybkiej do budżetu trafia 131,3 mld zł, a do energetyki 73 mld zł. Nie jest więc obojętne, jaki wariant zostanie przyjęty w KPI.

Wariant redukcji wolnej liczby darmowych uprawnień oznaczałby w praktyce, że mniej pieniędzy ze sprzedaży uprawnień przez państwo trafiałoby do budżetu, a więcej na inwestycje w energetyce. W wariancie szybkim sytuacja jest odwrotna.

- Komisja Europejska, wskazując trzeci wariant, postępuje bez podstawy prawnej.

Z przepisów wynika, że wybór tempa redukcji derogacji to sprawa państwa członkowskiego.

Ja oczywiście jestem za wolnym wariantem redukcji, mniej obciąża on społeczeństwo, dając jednocześnie realne szanse na niskoemisyjne inwestycje. Komisji nie chodzi niestety o zrównoważony rozwój, lecz o wysoką cenę CO2 - uważa Żmijewski.

Rząd niedawno przyjął projekt ustawy o handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Dopiero gdy wejdzie ona w życie, elektrownie w budowie zyskają podstawę prawną do wpisania się na listę instalacji uprawnionych do udziału w systemie handlu emisjami. Tylko instalacje objęte systemem do końca czerwca 2011 roku mogą się ubiegać o derogacje. Czas więc nagli i o ile dla samych nowych elektrowni derogacje mają coraz mniejsze znaczenie, to są niezmiernie ważne dla działających przed końcem 2008 roku.

- Nowe bloki, poza nielicznymi, będą wchodzić do eksploatacji w drugiej połowie trzeciego okresu rozliczeniowego. Ilość bezpłatnych uprawnień będzie spadała stopniowo, prawdopodobnie w sposób zbliżony do liniowego, bo taka jest propozycja Komisji Europejskiej. W drugiej połowie okresu bezpłatnych uprawnień będzie już niewiele do wydania i nie wpłyną one znacząco na opłacalność uruchamianych wtedy bloków. Natomiast znacząca część środków na ich budowę może być wypracowana przez elektrownie istniejące, otrzymujące bezpłatne uprawnienia, zamiast je kupować - mówi Stanisław Poręba.

Jeśli nie będzie derogacji dla nowych instalacji, to - jak przekonuje Żmijewski - nie będzie też inwestycji w nowe moce wytwórcze i będzie trudno skonstruować Krajowy Plan Inwestycji o wartości równoważnej darmowym uprawnieniom do emisji, które w ramach derogacji mogłyby otrzymać działające elektrownie.

- Tak więc przydział darmowych uprawnień do emisji CO2 na lata 2013-20 także dla istniejących elektrowni zależy od tego, czy nowe instalacje uzyskają derogacje i czy to pociągnie za sobą inwestycje - wyjaśnia prof. Krzysztof Żmijewski.

Jak skończy się batalia o derogacje - nie wiadomo. W każdym razie za niedopatrzenia czy opieszałość administracji centralnej już zapłaciliśmy. Słynna sprawa definicji "inwestycji fizycznie rozpoczętych", w której nie wiadomo było miesiącami, o co chodzi, z pewnością nie była zachętą do przyspieszenia inwestycji. Z Ministerstwa Gospodarki płyną informacje, że moment fizycznego rozpoczęcia inwestycji będzie określany na podstawie art. 41 Prawa budowlanego, ale energetyka pozostaje nieufna.

Krajowy Plan Inwestycyjny powinien być już obecnie gotowy do dyskusji merytorycznych, a na dobrą sprawę prace nad nim dopiero się zaczynają.

- To niestety kolejny przejaw "partyzanckiego" działania administracji centralnej. Szokujące jest to, że działa ona w taki sposób w sprawach wartych miliardy złotych - uważa Zygmunt Parczewski. - Polski rząd powinien mieć kompetentny think-tank zdolny do wiarygodnej współpracy z Komisją Europejską w strategicznych sprawach.

Nowy Przemysł