Dwa spojrzenia na jeden obraz rynku pracy

Dwa spojrzenia na jeden obraz rynku pracy Fotolia

Sytuacja na rynku pracy zmienia się dynamicznie lecz w rzeczywistości skala tych zmian i ich konsekwencje nie są czymś zaskakującym dla ekspertów.

Nieco gorzej z reakcją pracodawców, poszukujących pracy czy też administracji państwowej odpowiedzialnej za ten sektor życia społecznego. Dlatego warto wnikliwie przyglądać się sytuacji i wyciągać wnioski, by znaleźć się częściej w gronie tych mniej zaskoczonych...

Po tej stronie lustra…

W programie „Jeden na Jeden” Bogdana Rymanowskiego, Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz odpowiadając na pytania o działania rządu w sprawie zwolnień grupowych we Fiacie (1500 osób) wił się jak piskorz. Nie tylko Fiat zwalnia pracowników w formie zwolnień grupowych, ale także Philips zapowiedział taką redukcje zatrudnienia, będą także zwolnienia w spółkach budowlanych.

Sytuacje pogarsza fakt, że za tymi zwolnieniami, które podobno w większości są wynikiem „analizy sytuacji ekonomicznej” lub „redukcją wielkości zamówień”, pójdą zwolnienia u kooperantów firm zwalniających duże ilości pracowników. Specjaliści już biją na alarm, że prognozowany przez rząd wskaźnik bezrobocia w przyszłym roku jest nierealny i będzie znacznie wyższy. Ale minister Kamysz w programie red. Rymanowskiego mówi, że decyzja Fiata jest decyzją polityczną, a nie ekonomiczną, bo fabryka w Tychach zawsze była rentowna i dochodowa.

Walka o miejsca pracy

Zapytany przytomnie, jak zatem rząd zamierza politycznie walczyć o miejsca pracy w zakładach tyskich, odpowiada, że są to negocjacje związków na poziomie zakładu z pracodawcą…

Podobne artykuły:

Lubimy chyba być okłamywani w elegancki sposób, ale nie wszyscy. Słusznie wypunktowany minister, że wiedzę o planach Fiata w sprawie przeniesienia produkcji nowej Pandy do Włoch mieliśmy już 3,5 roku temu, zaczyna się wić jak wspomniany piskorz.

Ale w rzeczywistości ta smutna sytuacja rodzi znacznie poważniejsze i zadawane od dawna pytania o sens tak prowadzonej polityki nie tylko rządu, ale całej Unii Europejskiej. Bo skoro decyzje gospodarcze stają się polityczne a polityka ta nie służy szeroko rozumianej solidarności społecznej w Unii, tylko realizuje partykularne interesy narodowe np. polskie, włoskie, niemieckie czy …greckie, to co daje nam taka wspólnota gospodarcza i polityczna?

To tak jak w spółce, w której wspólnicy pracują i działają razem dla wspólnego dobra tak długo, jak jest sprzyjająca koniunktura a okręt ich przedsiębiorstwa płynie po spokojnych falach. Ale gdy zaczyna się sztorm, każdy ratuje się na własną rękę. To chyba nie jest najlepsze rozwiązanie nie tylko z punktu widzenia etyki czy tzw. interesu społecznego, lecz także dobrze pojętej efektywności systemu gospodarczego.

Rosnące bezrobocie

Przyjrzyjmy się bowiem raz jeszcze sytuacji rosnącego bezrobocia i jego skutków dla ekonomii całego Eurolandu, w tym i Polski. Firmy zmuszone (ekonomicznie czy politycznie?) do redukcji zatrudnienia powiększają grupę bezrobotnych. Niektórzy z nich nawet znajdując nową pracę, mają zwykle gorszy status materialny, zatem zaczynają ograniczać swoje wydatki i tym samym ich siła nabywcza jako konsumentów maleje.

Kupując mniej, pośrednio pogarszają sytuację firm produkujących, handlujących i usługowych – czynnik ekonomiczny. Znana spirala kryzysu ekonomicznego. Jest to oczywiście pewne uproszczenie i nie wchodząc w dywagacje o zakupach tańszych produktów przez konsumentów (czyt. np. importowanych z Chin) oraz możliwościach szukania oszczędności w marketingu przez producentów i sprzedawców, warto pamiętać, że w Europie nadal najważniejszym składnikiem kosztowym produkcji czy handlu (w usługach to oczywiste) są koszty pracy.

Zasadniczym jednak wydaje się pytanie o kierunek działań ograniczających skutki tych negatywnych zjawisk. Na pewno nie są dobre decyzje i działania polityczne (lub ich brak), które chronią strefę budżetową i próbują tą drogą „ocalić” budżet, żeby znaleźć środki na pomoc…bezrobotnym. Przy czym nie ma tu mowy o zaciskaniu pasa w strefie budżetowej, bo jak doskonale wiemy filozofia oszczędnego państwa pozostała filozofią.

Przedsiębiorcy

Nieco lepiej ze zrozumieniem zasady ułatwiania życia przedsiębiorcom  radzą sobie samorządowcy, jednak ich działania są często tylko na miarę ich możliwości – lokalne i okazjonalne (np. tworzenie specjalnych stref ekonomicznych, które jednak podlegają także ścisłym regulacjom i ograniczeniom ustawowym).

Niemal od początku przemiany systemowej w Polsce, poprzez doskonalenie mechanizmów wolnorynkowych, wejście naszego kraju do UE aż do dzisiaj wiadomo było i jest (chyba - bo już zaczynam wątpić...), że bezrobociu przeciwdziała się najskuteczniej tworząc nowe miejsca pracy poprzez stwarzanie preferencyjnych, dogodnych, normalnych warunków dla pracodawców, m.in. obniżając  urzędowe obligatoryjne koszty pracy, o co apelują w syzyfowym trudzie wszelkie stowarzyszenia i organizacje tej grupy graczy rynkowych od lat.

Nie zaś poprzez redystrybucję środków budżetowych (nasze podatki) dla celów interwencjonizmu na rynku pracy.  A tam, gdzie polityka powinna podtrzymywać te chlubne zasady w skali całej Unii Europejskiej, nie robi tego nawet w skali naszego kraju. No właśnie: polityka, czy…politycy?

Jacek Olkowski

Partner Zarządzający Dedal Konsulting

Podobne artykuły:

Międzynarodowe Centrum Zarządzania - Uniwersytet Warszawski