Forex w praktyce

Forex w praktyce Fotolia

Rynki walutowe wyraźnie odróżniają się od znanych wielu indywidualnym inwestorom w Polsce rynków giełdowych.

Podstawową cechą, która charakteryzuje rynki walutowe, jest decentralizacja. Notowania walut odbywają się w systemie Over the Counter (OTC) - bez nadzoru określonej centralnej instytucji. Aktywne centra finansowe rozrzucone są po całym świecie, a handel pomiędzy największymi uczestnikami rynku - bankami i brokerami - odbywa się praktycznie nieprzerwanie przez 24 godziny na dobę.

Specyfika rynków walutowych

Wspomniana decentralizacja decyduje o tym, iż rynek ma w rzeczywistości charakter globalny. Rozwój nowoczesnych technologii sprawia, iż lokalizacja geograficzna uczestników obrotu nie ma już kluczowego znaczenia dla realizacji transakcji, handel przebiega zatem sprawnie, efektywnie i przy mniejszych kosztach transakcyjnych ponoszonych przez uczestniczące w nim podmioty.

Cechą, która nieustannie zaskakuje i budzi wiele kontrowersji wśród inwestorów przyzwyczajonych do rynku giełdowego, jest względna niezależność notowań walut u poszczególnych brokerów. Oznacza to, iż każdy podmiot kreujący rynek może dyktować własne ceny uczestnikom handlu i to do nich należy ocena poziomu atrakcyjności danej oferty. Niezależność jest, rzecz jasna, w tym przypadku względna - towar bowiem z oczywistych względów jest dość jednolity i wszelkie istotne odchylenia ceny od rynku (innych największych uczestników) na korzyść klienta zostaną natychmiast bezlitośnie wykorzystane. Taka sytuacja może mieć miejsce wtedy, gdy np. dealer jednego z banków proponuje klientom możliwość kupna euro za dolary po cenie 1,2320, a jednocześnie klient otrzymuje propozycję sprzedaży po cenie 1,2321.

Podobne artykuły:



Zysk bez ryzyka? Teoretycznie. W praktyce napotkanie takiej sytuacji oznacza najczęściej pomyłkę dealera lub błąd techniczny. Tego rodzaju zjawiska można bardzo często zaobserwować na ekranach zaawansowanych systemów informacyjnych (np. Reuters), podawane w podstawowych wersjach kwotowania nie są jednak cenami transakcyjnymi. Ponieważ nie stoi za nimi żadna wiążąca oferta ze strony danego źródła, możliwe jest, iż niekiedy ceny te będą przejściowo odbiegały od cen rynkowych. Widać zatem, iż rynek walutowy pod względem efektywności przypomina trochę podręcznikowy rynek marchewki - szereg podmiotów proponujących idealnie homogeniczny produkt (można śmiało przyjąć, iż pod tym względem waluta bije marchewkę na głowę) stojących w jednym rzędzie. Oznacza to, iż każdy z największych uczestników rynku musi pilnie obserwować konkurencję, aby nie wypaść z gry. Warto bowiem uświadomić sobie, co dzieje się w chwili, gdy bank czy dany broker zawrze transakcję po cenie, która istotnie odbiega od ceny rynkowej. W tym momencie dealer może próbować zabezpieczyć pozycję, zawierając transakcję z drugą stroną - problem tkwi w tym, iż może nie znaleźć partnera, który byłby skłonny zaproponować lepszą cenę, niż rzeczony dealer sam zapłacił. Może więc pogodzić się ze stratą (lub mniejszym zyskiem) albo podjąć ryzyko związane z ekspozycją. W praktyce w przypadku transakcji zawieranych przez banki z klientami mniej lub bardziej ukryta prowizja sprawia, iż ryzyko wystąpienia takiego zjawiska jest stosunkowo niskie. Co innego, rzecz jasna, rynek międzybankowy...

Powyższy przykład odpowiada zatem na pytanie: "skąd się bierze cena na rynku walutowym?". Widać już wyraźnie, iż na wolnym rynku walutowym nie istnieje pojęcie "ceny oficjalnej". W przeciwieństwie do giełdy nie istnieje zatem jeden określony kurs zamknięcia czy otwarcia, różne - choć nieznacznie - mogą być także ekstrema wyznaczane w ciągu dziennych notowań.

Grupa Wydawnicza HELION SA Onepress.pl