Kto faworytem do Mistrzostwa Formuły 1?

Kto faworytem do Mistrzostwa Formuły 1? betsson.com/pl

Za nami dwa z tegorocznych weekendów cyklu Grand Prix Formuły 1.

Choć do finałowych rozstrzygnięć, które zapadną najpewniej podczas listopadowego wyścigu w Abu Zabi jeszcze daleko, to już dziś pokusiliśmy się o analizę szans na mistrzowski tytuł wśród kierowców, ścigających się w królowej sportów motorowych.

21 odcinkowy sezon serialu F1
Cała tegoroczna wyścigowa karuzela zaczęła się kręcić jak zwykle w Melbourne, gdzie na tamtejszym Albert Park 20 marca odbył się wyścig o GP Australii. Kolejna odsłona miała miejsce w miniony weekend na niemal pustynnym torze w Bahrajnie, ale o szczegółach dwóch pierwszych startów powiemy nieco później. Natomiast już za niecałe dwa tygodnie elitę światowych kierowców, będą mogli zobaczyć na żywo kibice zgromadzenie na torze w Szanghaju, podczas Grand Prix Chin. Nim jednak ściganie trafi w maju na „stary kontynent”, zawodnicy oraz ich ekipy odwiedzą gospodarza ostatnich zimowych Igrzysk Olimpijskich, Soczi gdzie kolejny raz dojdzie do Grand Prix Rosji. Później nastąpi europejski ośmiowyścigowy maraton przedzielony startami w Montrealu (GP Kanady) i Baku. Europejskie wyścigi to w tym roku kolejno: Barcelona (GP Hiszpanii), Monte Carlo (GP Monako), Spielberg (GP Austrii), Silverstone (GP Wielkiej Brytanii), Budapeszt (GP Węgier), Hockenheim (GP Niemiec), Spa (GP Belgii) i wreszcie w pierwszy weekend września legendarna Monza (GP Włoch). Pozostałe siedem startów odbędzie się w Azji (GP Singapuru, GP Malezji i GP Japonii) oraz Ameryce (GP Stanów Zjednoczonych, GP Meksyku i GP Brazylii), by na ostatni akord tegorocznej rywalizacji zawitać do wspomnianego na początku Abu Zabi. Rekordowa ilość wyścigów oraz ich różnorodność sprawiają, że obecny sezon powinien być równie wymagający, co interesujący dla wszystkich sympatyków „królowej sportów motorowych”.

betsson.com/pl betsson.com/pl

Monza w cieniu Las Vegas i wielkie kwalifikacyjne zamieszanie
Początek sezonu 2016 odbywa się pod znakiem sporych zmian, z których część już weszła w życie, a część ma zostać wprowadzona w nieodległej przyszłości. Jedna z nich dotyczy przyszłorocznego kalendarza i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że z terminarza F1 na następny sezon może zniknąć wyścig o Grand Prix Włoch na osławionym torze Monza, które jednocześnie jest domowym wyścigiem dla Scuderia Ferrari. Jak w większości przypadków, również w tym jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Pełniący funkcję prezydenta i szefa Formuły 1 Brytyjczyk Bernie Ecclestone w ostatnich latach kilkukrotnie na łamach prasy mówił, że rozumie wyjątkowość i legendarność włoskiego toru, lecz nie może być on traktowany w specjalny sposób względem konkurentów do organizacji wyścigów elitarnej serii. Czy Monza na, której Grand Prix F1 organizowane się już od ponad 60 lat – pierwszy raz w 1950 roku – ostatecznie znajdzie się w kalendarzu sezonu 2017, jeszcze nie wiadomo, lecz w przyszłym roku najlepszych kierowców świata będzie gościło słynne Las Vegas. Zdaniem Ecclestone’a bardzo prawdopodobne jest, że uliczny wyścig w „mieście grzechu” zastąpi dotychczasową rywalizację na północy Italii. Druga już dokonana zmiana dotyczy systemu przeprowadzania sobotnich kwalifikacji do wyścigów głównych. Ten obowiązujący od obecnego sezonu znacznie różnią się od poprzedniego modelu do, którego chętnie wróciłyby wszystkie zespoły w stawce. Podczas dwóch pierwszych weekendów dochodziło do sytuacji, w których kierowcom ze względów taktycznych bardziej opłacało się w pewnym momencie kwalifikacji pozostać w garażu niż wyjeżdżać na tor i walczyć o lepszą pozycję na starcie. Stąd też gorąca dyskusja jaka rozgorzała po GP Bahrajnu, której efektem mogą być kolejne zmiany w zasadach kwalifikacji obowiązujące już podczas GP Chin.

betsson.com/pl betsson.com/pl

Stała obsada podium
Choć kierowcy ścigający się bolidami F1 mają za sobą zaledwie dwa z dwudziestu jeden zaplanowanych startów, to już po rywalizacji w Australii i Bahrajnie można spróbować wyciągnąć wnioski na dalszą część roku. Wyniki dwóch tegorocznych wyścigów potwierdziły przedsezonowe przewidywania fachowców. Faworytami do końcowego sukcesu i odebrania trofeum w Abu Zabi są, podobnie jak w zeszłym roku kierowcy ze stajni Mercedesa, obrońca mistrzowskiego tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton oraz znakomicie spisujący się Niemiec Nico Rosberg. To właśnie niemiecki kierowca wygrał w Australii i Bahrajnie, a łącząc te rezultaty z wynikami z końcówki poprzedniego sezonu, były to odpowiednia czwarte i piąte zwycięstwa z rzędu. Lecz, zarówno eksperci, jak i typy bukmacherów zgodnie wskazują, że to nie Rosberg, a Hamilton, mistrz m.in. z 2014 i 2015 roku jest głównym faworytem całego sezonu. Akcje Niemca stoją nieco niżej pomimo, prowadzenia w klasyfikacji generalnej, lecz i tak znacznie lepiej od całej dwudziestoosobowej reszty stawki, która póki co bezskutecznie próbuje dogonić Mercedesa. Najbliżej celu są kierowcy Ferrari, Niemiec Sebastian Vettel i Fin Kimi Raikkonen. To właśnie ta dwójka według fachowców powinna najmocniej naciskać na duet Hamilton, Rosberg i w końcowym rozrachunku zameldować się na najniższym stopniu podium. Doskonałym poparciem tej tezy są najświeższe wyniki. W Australii na za plecami Rosberga i Hamiltona finiszował Vettel (Raikkonen nie ukończył wyścigu), zaś w Bahrajnie zawodnicy Ferrari zamienili się rolami. Vettel wycofał się z powodu awarii bolidu, a linię mety za dwójką Mercedesa minął Raikkonen. Największe szanse na pokrzyżowanie planów czołówce mają Brazylijczyk Felipe Massa i Fin Valtteri Bottas z Wiliamsa oraz Australijczyk Daniel Ricciardo z Red Bulla. Trudno przewidywać już dziś jak zakończy się rywalizacja w listopadzie, jednak znalezienie się na podium klasyfikacji generalnej kogoś spoza Mercedasa i Ferrari będzie trzeba uznać za sporą niespodziankę.