Kto zarabia na prywatyzacji?

Kto zarabia na prywatyzacji? nf.pl

Prywatyzacja idzie pełną parą. Wydawać by się więc mogło, że przed firmami konsultingowymi i prawniczymi otwarło się istne eldorado. Nic podobnego.
Gdy pod koniec kwietnia 2008 roku sporządzano bilans dla potrzeb czteroletniego planu prywatyzacji 2008-11, minister Skarbu Państwa wykonywał prawa z akcji i udziałów w 1237 spółkach.

Z tej liczby 350 było w likwidacji, znajdowało się w stanie upadłości lub nie prowadziło działalności. Spośród pozostałych 887 "czynnych" spółek do prywatyzacji przewidziano 740. Doszło do tego jeszcze 21 spółek podlegających ministrom: gospodarki, infrastruktury oraz obrony narodowej. 2 lutego 2009 roku decyzją Rady Ministrów ich liczba została jeszcze rozszerzona do 802. W połowie listopada 2010 roku te dane wyglądają oczywiście inaczej.

- Dziś minister Skarbu Państwa sprawuje jeszcze nadzór nad ponad 900 spółkami.

Wśród nich jest około 500 takich, które przeznaczono do prywatyzacji - mówi Maciej Wewiór, rzecznik prasowy MSP.

- W 400 toczą się już przygotowania.

MSP kreuje popyt...

Przy tym tempie prywatyzacji przeprowadzenie analiz wszystkich spółek wymagałoby zaangażowania setek ludzi.

Pracy huk, a fuszerki odstawić przecież nie można. Dlatego MSP sięga między innymi po outsourcing - usługi firm doradczych.

Własnych pracowników, ponad 30 osób z trzech departamentów, ministerstwo angażuje bezpośrednio tylko w proces odbioru i oceny analiz.

- Zasady korzystania z konsultingu określa ustawa o prywatyzacji i komercjalizacji spółek Skarbu Państwa - wyjaśnia Maciej Wewiór. - Pewne prace zlecamy firmom zewnętrznym, by zachować możliwie największy obiektywizm i profesjonalizm.

Dla każdej prywatyzowanej spółki, w której Skarb Państwa ma więcej niż 25 proc. akcji lub udziałów, doradcy muszą obligatoryjnie przygotować analizę jej sytuacji prawnej oraz wycenę wartości lub memorandum informacyjne. Ponadto w uzasadnionych przypadkach mogą także sporządzić analizy stanu i perspektyw rozwoju spółki, jej oddziaływania na środowisko naturalne oraz wpływu na środowisko kulturowe. Są to prace poprzedzające zasadniczą prywatyzację, kiedy to odbywa się wybór formuły sprzedaży udziałów lub akcji (można je zbyć inwestorowi branżowemu, finansowemu lub poprzez giełdę) oraz poszukiwanie kupca.

Dlatego zwane są analizami przedprywatyzacyjnymi.

Tylko część umów, które MSP zawiera z doradcami, obejmuje także prace przy samej transakcji, czyli właściwej prywatyzacji.

- W ubiegłym roku startowaliśmy z ofertą w ponad dwudziestu, ogłoszonych przez MSP, przetargach na doradzanie.

Tylko w czterech przypadkach zlecono nam przeprowadzenie sprzedaży spółki - mówi Andrzej Wrębiak, partner wiodący, członek zarządu Grupy Konsultingowej Jagiełło, Wrębiak i Wspólnicy.

Wielki wór ofert dla doradców okazuje się więc być znacznie lżejszy, niż by wynikało z doniesień o postępach prywatyzacji.

Właściwie dlaczego?

...i hamuje apetyty konsultantów

Sprawa jest i prozaiczna, i skomplikowana zarazem. Przede wszystkim, jak podkreśla Maciej Wewiór, wbrew pozorom łatwiej jest znaleźć inwestora na dużą spółkę cieszącą się uznaną marką niż na małą i nieznaną. Z tej reguły skorzystały zresztą poprzednie rządy. Spółki o mniejszej wartości, a przecież takie głównie pozostały w nadzorze właścicielskim MSP, nie sprzedają się więc w drodze negocjacji wspartych odpowiednimi analizami, ponieważ skórka nie opłacałaby się za wyprawkę. Wystawia się je albo na aukcję, albo ich akcje, czy też udziały, zbywa podczas przetargów. Przy czym spora grupa spółek, zanim zostanie skierowana do właściwej prywatyzacji, wymaga restrukturyzacji. Jednak nawet przy tych większych projektach prywatyzacyjnych, w których uczestniczą całe konsorcja firm konsultingowych, ich rola polega jedynie na świadczeniu usług doradczych.

Nie zastępują one MSP przy podejmowaniu decyzji dotyczących podpisania umowy z inwestorem. To nie one też negocjują z nim ostateczne warunki sprzedaży akcji.

Duży doradca w defensywie

Firma Deloitte uznana została przez Kennedy Consulting Research & Advisory, nie brano tu pod uwagę doradztwa strategicznego, za największego pod względem przychodów dostawcę usług konsultingowych na świecie. A jednak nie pojawiła się ona w tym roku na liście doradców oferujących usługi naszemu Ministerstwu Skarbu Państwa. Z lupą trzeba także szukać na niej ofert konsultingowych innych firm z tak zwanej "wielkiej czwórki".

- Doradztwem prywatyzacyjnym zajmowały się w ostatnich latach głównie małe, lokalne firmy korzystające z usług osób, które wykonywanie analiz traktują jako zajęcie dodatkowe, prowadzone obok podstawowej działalności akademickiej lub gospodarczej - stwierdza Dariusz Marzec z KPMG. - A powodem tego stanu rzeczy jest to, że przez kilka lat jedynym, stosowanym przez MSP kryterium wyboru była najniższa cena.

Według niego, firmy takie wyspecjalizowały się w dostarczaniu bardzo tanich analiz i materiałów. Choć spełniają one wymogi formalne, nie wnoszą znaczącego, merytorycznego wkładu w proces prywatyzacji i nie są przygotowywane z myślą o zamknięciu oraz sukcesie transakcji.

- Nigdy się z nimi nie ścigaliśmy - stwierdza ekspert KPMG. - Jednak sprawy jakby się wymknęły spod kontroli MSP.

Przekroczono granice zdrowego rozsądku, gdy te "butiki doradcze" zaczęły składać oferty także na realizację dużych projektów prywatyzacyjnych, do czego, w moim przekonaniu, nie mają kompetencji, kontaktów na rynkach międzynarodowych czy doświadczenia w negocjowaniu dużych transakcji.

Równie krytyczna w ocenie jest inna firma z "wielkiej czwórki" - PwC. Dlatego, jak mówi Dagmara Zawadzka (patrz: ramka), nie jest ona aktywna na rynku konsultingu dla MSP, skupiając się raczej na doradzaniu zarządom.

- Istotnie, przy wyborze doradców mamy trochę związane ręce. Musimy bowiem respektować ustawę o zamówieniach publicznych - potwierdza Maciej Wewiór.

- A jej główną słabością jest to, że poza ceną, do przetargu na wykonanie analiz nie możemy wprowadzać wobec oferentów dodatkowych, na przykład jakościowych kryteriów.

Wygrywają mali, czyli kto?

- My także przestaliśmy się ścigać w przetargach na analizy przed prywatyzacyjne.

Interesują nas projekty obejmujące realizację drugiej fazy - mówi Andrzej Wrębiak, prezes firmy konsultingowej.

Jego spółka GKJW, która finalizuje obecnie proces połączenia z inną polską firmą doradztwa transakcyjnego, Access CF, mieści się według niego na półpiętrze rynku konsultingowego. Wykonuje zlecenia transakcyjne zarówno mniejszej, jak i znacznie większej wartości. Te określane mianem "dużych" GKJW może realizować dzięki przynależności do International Network of M&A Partners, międzynarodowej sieci firm zajmujących się fuzjami i przejęciami.

Gdy zachodzi taka potrzeba, spółka sięga po pomoc kolegów z zagranicy.

- Znamy swoje miejsce w szeregu. Nie będziemy więc samodzielnie startować do przetargów na prywatyzację spółek o wartości miliardów złotych - dodaje prezes Wrębiak.

Szczegółowo zanalizował on, które firmy doradcze wygrywały przetargi ogłaszane przez MSP w roku 2008 i 2009. Wyszło mu, że niektóre oferowały ceny nawet o 50 proc. niższe niż kolejni konkurenci.

- Są to firmy z mniejszych aglomeracji lub takie, które mają mały potencjał i doświadczenia oraz znacząco niższe koszty funkcjonowania. Nie jesteśmy w stanie konkurować z nimi wyłącznie cenowo - stwierdza Mariusz Maik, współwłaściciel i dyrektor Departamentu Doradztwa Finansowego F5 Konsulting.

W jego ocenie, w przetargach MSP na obsługę procesów prywatyzacyjnych fazy I i II ubiega się wymiennie około dwudziestu firm doradczych. Rynek psuje więcej niż połowa. Głównie te, które mają niewielkie doświadczenia w skutecznej finalizacji procesów prywatyzacyjnych.

Jaka analiza, taka prywatyzacja?

Pewnym echem odbił się w ubiegłym roku komentarz prasowy Jacka Sochy, wiceprezesa PwC, opublikowany po nieudanej prywatyzacji Enei. Stwierdził on, że to skutek wygrania przetargu przez firmę ze słabym doświadczeniem i kontaktami międzynarodowymi (chodziło o konsorcjum F5 Konsulting i kancelarii prawnej Salans), a co było prostą konsekwencją stosowania kryterium najniższej ceny.

- W gruncie rzeczy to nie o kompetencje doradcy chodziło oraz jego możliwości pozyskania inwestora, lecz o dodatkowe okoliczności towarzyszące prywatyzacji Enei - mówi Małgorzata Kuik, współwłaściciel i dyrektor Departamentu Doradztwa Strategicznego w F5 Konsulting. - Proces sprzedaży został upubliczniony na tyle wcześnie, że wszyscy poważni, potencjalni inwestorzy mieli czas, by podjąć decyzję.

Dodaje, że choć w tym roku kto inny doradza MSP w sprawie Enei, a wystartowali częściowo ci sami inwestorzy, to przecież proces nadal nie kończy się sukcesem.

Maciej Wewiór uspokaja, że MSP kontroluje jakość analiz składanych przez doradców.

Są one szczegółowo oceniane, nie tylko pod względem merytorycznym, ale i przyjętych metodologii wycen.

- Jesteśmy wyczuleni na ich jakość. Niedoszacowanie ryzyka zawyża cenę spółki, a jego przeszacowanie grozi tym, że cena może niebezpiecznie spaść.

Rzecznik MSP dostrzega jednak problemy związane ze współpracą z mniejszymi firmami doradczymi. Tak jak wszyscy inni doradcy, są one zobowiązane, co jest rzeczą normalną, do korekty analizy.

- Zdarzały się i tak kuriozalne sytuacje, że powielane były wcześniejsze analizy, niczym copy paste. Na pierwszej stronie dokumentu można było przeczytać o spółce X, a na kolejnej o spółce Y, którą prywatyzowaliśmy przed kwartałem - opowiada Maciej Wewiór.

- Obecnie doradzamy przy prywatyzacji PAK, kopalni Konin i Adamów oraz prywatyzacji gdańskiej Energi - podkreśla Dariusz Marzec. - Bodźcem do złożenia przez nas oferty było to, że MSP uwzględniło w przetargu kryterium jakościowe i wzięło pod uwagę doświadczenie doradcy w realizacji dużych projektów w branży energetycznej.

Resort ogłosił w obu tych przypadkach procedurę dwustopniową. Zażądał, by firmy startujące w przetargu najpierw zaprezentowały swoje doświadczenia zdobyte przy realizacji równie "dużych" projektów w sektorze, a dopiero później przygotował na tej podstawie krótką listę firm, które zostały zaproszone do złożenia ofert.

- Choć w drugim etapie MSP wyłaniało doradcę w oparciu o najniższą cenę, to konkurs rozgrywał się pomiędzy firmami o podobnym poziomie merytorycznym - ocenia Dariusz Marzec. - Mam nadzieję, że w tych przypadkach różnica w jakości wykonanej pracy i "wartości dodanej" doradcy była dla klienta bardzo zauważalna.

Ile to kosztuje?

Opracowanie analiz przed prywatyzacyjnych nie jest przesadnie drogie. Według danych resortu, typowe budżety tworzone ze specjalnej puli prywatyzacyjnej mieszczą się w przedziale 50-60 tys. zł. Realnie ministerstwo płaci mniej, bowiem dochodzi do wspomnianego zbijania cen przez "małych" doradców.

Inaczej rozliczane są prace doradców łączące elementy konsultingu oraz poszukiwania inwestora. Osobno, ryczałtowo, opłacane jest wykonanie dzieła, czyli analiza przed prywatyzacyjna, a osobno pomoc w doprowadzeniu do podpisania umowy i sprzedaży akcji spółki według założeń "succes fee".

- Taki podział wprowadziliśmy rok temu, by zachęcać doradców do promowania spółki i pozyskiwania inwestorów - wyjaśnia Maciej Wewiór. - Ujemnym bodźcem jest niższa kwota za sporządzenie dzieła, dodatnim - wyższa za "sukces".

Dodaje jednak, że mniejsi doradcy przyjęli nowy sposób rozliczania raczej chłodno.

- Doradzanie w drugiej fazie prywatyzacji niesie wysokie ryzyko - stwierdza Maik. - Zdarzały się sytuacje, że transakcje prywatyzacyjne nie zostały zawarte z powodów całkowicie niezależnych od nas, a ponosiliśmy przecież przez kilka miesięcy spore wydatki na ich obsługę.

Ryzyko to niewątpliwie rośnie, bo do sprzedaży pozostały mniej atrakcyjne spółki, z określonymi problemami lub ograniczeniami.

Podobny sposób rozliczenia stosują zarządy prywatyzowanych spółek, które samodzielnie wynajmują i opłacają doradców.

- Wynajęci przez nas doradcy finansowi i prawni wspierali zarząd w przygotowaniu i przeprowadzeniu pierwszej publicznej oferty akcji PGE - mówi Sylwia Filimon, rzecznik prasowy tej grupy energetycznej.

- Łączne koszty związane z wynagrodzeniem menedżerów oferty i subemitentów wyniosły 24,13 mln zł. Co się liczy?

Doradcy mówią, że nie ma wielkiego miodu z ich pracy dla MSP. Pracują na poczet dochodów, które nie muszą się pojawić.

Obowiązuje ich trzydziestosześciomiesięczny okres reklamacji, która obejmuje świadczenie usług dodatkowych, doradztwo w sprzedaży resztówki, interpretacji umowy, a także bezpłatne aktualizacje analiz.

- Po pół roku wyceny spółek trzeba praktycznie robić od nowa - podkreśla Mariusz Maik.

Jedno jest pewne. Wkrótce skończą się prywatyzacje spółek Skarbu Państwa. Ci doradcy, którzy wykonali nawet pojedyncze analizy dla MSP, będą mogli wpisywać w swoich prezentacjach, że mieli rządowego klienta. Tylko ilu z nich przetrwa na prywatnym rynku?

Nowy Przemysł