Miliardy za telefon

Miliardy za telefon Image courtesy of cooldesign/ FreeDigitalPhotos.net

Kosiarze pomysłów. Część II. Skype, Bioton, Grisoft i setki innych firm to dziś pełnoprawni uczestnicy globalnego rynku, których korzenie wywodzą się z Europy Środkowo-Wschodniej.

Czy będzie ich więcej? W tej części świata talentów nie brakuje, a i pieniędzy na inwestycje przybywa. Środkowoeuropejski okręt zaczyna nabierać wiatru w żagle, więc… cała naprzód!

Miliardy za telefon

Skype (Estonia).

4,1 mld dol. zapłacił amerykański eBay za Skype"a, internetowy telefon o środkowoeuropejskich korzeniach.

Program, który zachwiał niejednym telekomunikacyjnym monopolistą, powstaje w estońskim Tallinie. To jednocześnie doskonały przykład nowoczesnego biznesu ery globalizacji. Gdyby naklejać na niego metkę "made in..." - nie bardzo byłoby wiadomo, co wpisać w miejsce kropek. Technologia powstaje co prawda w Tallinie (i tu na stałe pracuje większość personelu), ale spółka zarejestrowana jest w Luksemburgu, ma biuro w Londynie, a siedziba właściciela znajduje się w USA. Z kolei na pomysł oprogramowania, umożliwiającego bezpłatne rozmowy w sieci Skype"a oraz tanie dzwonienie na numery stacjonarne i komórkowe na całym świecie, wpadli Duńczyk i Szwed (Janus Friis i Niklas Zennström), a interes życia zrobił na nim Tim Draper z amerykańskiej rodziny przedsiębiorców branży venture capital. W roku 2003 zainwestował w Skype"a 20 mln dol., a już dwa lata później eBay dał za spółkę 4,1 mld dolarów.

Podobne artykuły:



Dlaczego akurat Skype przyniósł tak oszałamiającą stopę zwrotu?

  • Mimo że kilka lat temu na rynku funkcjonowały już programy do rozmów przez internet, dopiero to opracowane w Tallinie rozwiązanie okazało się rewolucyjne. Było proste w obsłudze, nie wymagało skomplikowanej konfiguracji i - co najważniejsze - jako pierwsze oferowało dobrą jakość połączeń, porównywalną z osiąganą w tradycyjnej telefonii.
  • Do promocji wykorzystano marketing wirusowy. Zamiast inwestować w drogi i nieefektywny marketing tradycyjny, spółka postawiła na jakość produktu i prostotę jego obsługi. Chodziło o to, by użytkownicy chcieli go sobie polecać. Zadziałało. Teraz oporni wobec nowej technologii najzwyczajniej nie mają wyjścia, słysząc w słuchawce swojego (jeszcze) tradycyjnego telefonu stanowcze: "Ostatni raz przepłacam, dzwoniąc do ciebie na stacjonarny. Zainstaluj Skype"a!".


Mobilne zyski - One-2-One (Polska).

Przyniósł funduszowi MCI Management 5873 proc. stopy zwrotu.

Kilka tysięcy procent stopy zwrotu w ciągu pięciu lat? Wynik niesamowity, biorąc pod uwagę, że jedynie w 10 proc. projektów typu venture capital udaje się pomnożyć zainwestowany kapitał 10-krotnie, o większych mnożnikach nie wspominając. A pomysł na biznes był, jak to często w branży nowoczesnych technologii, zaskakująco prosty: połączyć możliwości telefonii mobilnej z potrzebami tradycyjnych mediów i... zarabiać na powstałej w ten sposób synergii.

Jeżeli wysyłamy dziś SMS w jednym z wielu konkursów radiowych czy prasowych, to niewykluczone, że zwiększamy właśnie przychody One-2-One, który podpowiada takim firmom, jak Agora, Radio Zet czy Eska, w jaki sposób "wykorzystać telefon komórkowy do budowania indywidualnych relacji z klientami".

Ciekawym przykładem takiego rozwiązania jest World Soccer Reporter 2006, pozwalający redakcjom przekazywać na telefony czytelników informacje o właśnie rozgrywanych meczach (relacje na żywo, animacje bramek itp.). To rozwiązanie znajduje klientów także poza Polską - korzystają z niego np. czeskie Metro i belgijski operator GSM Proximus.

Inwestorzy świetnie wyczuli, że w małych ekranach komórek kryją się wielkie pieniądze, skoro przy emisji 1,3 mln akcji zgłosili chęć zakupu aż 37 mln papierów. Zresztą inwestycja MCI Management to klasyczny przepis na sukces w Europie Środkowo-Wschodniej: w trakcie bessy (2002 r.) wkładamy nieduże pieniądze (choćby 0,5 mln zł) w spółkę z ciekawym pomysłem na biznes i kierowaną przez kompetentny zarząd, czekamy kilka lat i... wyciągamy z niej 50 razy więcej. A to jeszcze nie koniec. - Wierzymy, że w ciągu następnych trzech lat poprawimy rentowność projektu co najmniej dwukrotnie, bowiem One-2-One najlepszy okres ma właśnie przed sobą - obiecuje Andrzej Jasieniecki, odpowiadający w MCI Management za mobilną spółkę.

Podróże w sieci - Travelplanet.pl (Polska).

Mądrze kopiując znaną już na Zachodzie pomysł, można nieźle zarobić.

Ty nie masz nic, ja nie mam nic, on nie ma nic, a to jest właśnie tyle, żeby założyć... Nie, już nie fabrykę, ale biznes internetowy. Sześć lat temu Piotr Multan, Tomasz Moroz oraz Łukasz Bartoszewicz pomyśleli, że na sprzedaży usług turystycznych w sieci można zarobić, więc założyli Travelplanet.pl. Takie biznesy funkcjonowały już na Zachodzie, a w Polsce do pomysłu udało się przekonać MCI Management, który wkładając w spółkę 1,5 mln zł, objął 91 proc. jej udziałów. To dość nietypowe przedsięwzięcie, ponieważ fundusze venture capital zwykle nie inwestują w koncepcje, lecz w działające firmy.

Na początku nie było łatwo - nastąpił krach na rynku usług turystycznych, spowodowany atakami na WTC. Na szczęście, wkrótce nadszedł przełomowy rok 2003, kiedy klienci życzliwszym okiem spojrzeli na internetowe rezerwacje wycieczek czy biletów lotniczych. Właśnie wtedy, przy nieomal niezmienionych kosztach, spółka ponadtrzykrotnie zwiększyła przychody (do 1,6 mln zł), a jej ważnym partnerem została Wirtualna Polska.

Dzięki wsparciu venture capital, wykresy opisujące działalność firmy szybko idą do góry. Pierwsze trzy kwartały 2006 r., w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego, przyniosły podwojenie zysku (0,6 mln zł) i zwiększenie sprzedaży o 10 mln zł - do 21 mln złotych.
To jednak ciągle tylko początek, bo spółka rozpoczęła znaczące inwestycje, przeznaczając środki z giełdowego debiutu w 2005 r. m.in. na częściowe wyjście z wirtualnego świata. W centrach handlowych od pewnego czasu pojawiają się charakterystyczne boksy z logo travelplanet.pl, gdzie wycieczkę mogą kupić także konsumenci stroniący od nowoczesnych technologii. Co dalej? Zarząd zapowiada, że nadchodzi czas budowania grupy kapitałowej i przejęć innych spółek działających w branży. Których? To na razie tajemnica.

Młot na wirusy - Grisoft (Czechy).

Wśród opisywanych tu firm może pochwalić się najdłuższą historią: już 16 lat walczy z komputerowymi wirusami.

W odróżnieniu od innych spółek, Grisoft na wielki sukces pracował długo. Najpierw w 1992 r. wypuścił program antywirusowy na rynku czeskim (przychody rzędu 100 tys. dol.), pięć lat później sprzedał pierwsze licencje w Niemczech i Wielkiej Brytanii, a rok później w USA. Ale dopiero moda na internet i lawinowo rosnąca liczba złośliwych programów atakujących nasze komputery spowodowały, że rozwój spółki przyspieszył.

- W roku 1992 zaczynaliśmy jedynie z programem AVG (Anti-Virus Guard), a dziś nasze portfolio zawiera wiele nowych produktów, w tym rozbudowane pakiety z dziedziny Internet Security - wyjaśnia ewolucję przedsiębiorstwa Tomáš Hofer, jego dyrektor sprzedaży i współzałożyciel. Przychody spółki wzrosły ze wspomnianych 100 tys. dol. do 40 mln dol. (spodziewany wynik za rok 2006).

O tak znaczącym przyspieszeniu zadecydowały właściwie te same czynniki, co w przypadku Skype"a. Zaoferuj klientom bardzo dobry, darmowy program - tu AVG Anti-Virus Free Edition - wykorzystujący zalety międzynarodowej sieci i w niej dystrybuowany, a sukces przyjdzie sam. Koncept zadziałał, a Grisoft stał się czwartą najbardziej rozpoznawalną na świecie marką w branży bezpieczeństwa komputerowego, z około 50-proc. udziałem w globalnym rynku rozwiązań dla konsumentów indywidualnych, a także małych i średnich firm.

A na czym się tu zarabia? O ile podstawowy produkt jest dla klientów indywidualnych darmowy, to rozwiązania bardziej zaawansowane, jak AVG Internet Security, są już płatne. Oczywiście, w cieniu i tego sukcesu stoi kapitał podwyższonego ryzyka. W 2001 r. firmę odkupił fundusz Benson OAK Capital Acquisition za kwotę sięgającą 1 mln dol., by już cztery lata później odsprzedać 65 proc. jej udziałów Enterprise Investors i Intel Capital za 52 mln dolarów.

Zdalne zarabianie - LogMeIn (Węgry).


Projekt z Budapesztu zamieszał na globalnym rynku programów do zdalnego sterowania komputerem.

Gdzie się podział ten plik z wynikami finansowymi? Czy jest w komputerze firmowym, domowym, a może w laptopie? Dzięki oprogramowaniu LogMeIn takie pytania odchodzą do przeszłości. Amerykańsko - węgierska firma (pomysł z USA, ale wykonanie zapewnia budapeszteńskie laboratorium informatyczne) kilka lat temu przewidziała, że wzrastająca liczba komputerów w naszym otoczeniu zamiast ułatwiać życie, znacznie je skomplikuje. Rzecz jasna, od razu znalazła też rozwiązanie: oprogramowanie, które pozwala w pracy zalogować się do komputera domowego i ściągnąć z niego potrzebny plik.

Sam pomysł nie był nowy, a rynek rozwiązań do zdalnego sterowania komputerem już w 2004 r. był wart prawie 750 mln dolarów. Co więc zdecydowało, że właśnie LogMeIn z powodzeniem (kilka milionów użytkowników) rzucił wyzwanie pozostałym graczom? Mniej więcej ten sam model biznesowy, który sprawdził się także, jeśli idzie o Grisoft. Podstawowe, choć w pełni funkcjonalne oprogramowanie zaoferowane zostało za darmo, wersje zaawansowane - już za gotówkę, a rozwój sfinansowano ze środków funduszy venture capital.

Wśród udziałowców firmy są m.in. fundusze Polaris Venture Partners, Prism Venture Partners i 3TS Capital Partners, które dotychczas zainwestowały w LogMeIn około 20 mln dolarów. Dlaczego tak chętnie wyłożyły pieniądze akurat na tę spółkę? - LogMeIn to firma z Europy Środkowo-Wschodniej, która stworzyła globalny produkt, a do tego ma świetny zarząd, który wie, jak na nim zarabiać - podsumowuje Piotr Nocoń, investment partner w 3TS Capital Partners.

Podobne artykuły:


Artykuł pierwotnie ukazał sie w miesięczniku MANAGER MAGAZIN numer 4/2007.


Polecamy artykuł Krzysztofa Garskiego :: Kosiarze pomysłów


ZAPRENUMERUJ MANAGER MAGAZIN


Krzysztof Garski WYDAWNICTWO INFOR MANAGER Sp. z o.o.