Mocny złoty to jedyna szansa frankowców na powrót do normalności

Mocny złoty to jedyna szansa frankowców na powrót do normalności jarmoluk/pixabay.com/

Od decyzji SNB o uwolnieniu kursu franka do euro minęło już z górą pół roku. Okres ten okazał się zbyt krótki na znalezienie panaceum na problemy pogrążonych w kredytowej pułapce frankowców. Jakie są na dziś ich szanse na „powrót z dalekiej podróży”?

Dla zdecydowanej większość posiadaczy kredytów hipotecznych denominowanych we franku szwajcarskim (CHF) spłata rosnących rat i wywindowane złotowe saldo zadłużenia to ogromny, często wciąż narastający problem. Przyczyną powszechnego w tej grupie społecznej znaczącego obciążenia psychicznego oraz głębokiej frustracji jest w pierwszym rzędzie świadomość coraz bardziej mglistej perspektywy ostatecznej spłaty zobowiązania. Pomimo dziesiątek spłaconych rat, najczęściej przez lata dynamicznie rosło ono w przeliczeniu na rodzimą walutę.

W poszukiwaniu „złotego środka”

Istotnym dylematem frankowców jest również trwałe upośledzenie normalnego funkcjonowania na rynku finansowym, nieruchomościowym czy nawet pracy. Realizacja większości rodzinnych marzeń i planów życiowych, w tym tych fundamentalnych np. o posiadaniu lub powiększeniu liczby dzieci czy zamianie mieszkania lub przeprowadzce w inne miejsce, staje się najczęściej nierealna.

Podobne artykuły:

Dlatego też trwa powszechna dyskusja nad sytuacją blisko 600 tys. rodzimych gospodarstw domowych zadłużonych w helweckiej walucie. Jednocześnie najtęższe głowy z dziedziny ekonomii, bankowości czy prawa poszukują bezustannie „złotego środka”, który wyprowadzi frankowców z „ostrego wirażu” na upragnioną prostą. Niestety, przynajmniej na razie bez większego efektu.

Dobre intencje z polityką w tle

Walutowe „tsunami” z połowy stycznia stało się jednak czynnikiem uświadamiającym rozmiar problemu, a także nieograniczoną wręcz skalę ryzyka walutowego, jakie mocno zaciążyło w ostatnich latach krajowemu rynkowi kredytów mieszkaniowych. Nie może więc specjalnie dziwić, że poważnemu przyśpieszeniu uległ proces poszukiwania rozwiązań zaistniałej sytuacji przez stosowne instytucje.

Co więcej, choć problem frankowców od dawna jest tematem politycznym, to w roku wyborczym stał się on jeszcze bardziej polityczny. Jako jeden z bardziej pożądanych kawałków „kiełbasy wyborczej” wykazał się doskonałą skutecznością już w kampanii prezydenckiej, a obecnie równie dobrze służy lansowaniu partii i samych polityków przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.

W ten oto sposób światło dzienne ujrzał projekt ustawy o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych, nad którą właśnie rozpoczęły się prace sejmowe. Nowe przepisy mają za zadanie przyjść z odsieczą zadłużonym we franku z tytułu kredytów mieszkaniowych.

Czy nowe przepisy spełnią oczekiwania?

W uproszczeniu zasady restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych miałyby polegać na przeliczeniu przez bank różnicy pomiędzy kredytem walutowym a analogicznym złotowym. Różnica wynikająca ze zmian kursowych dzielona byłaby na dwie równe części, z których jedna obciążałaby kredytobiorcę, druga kredytujący bank. Projekt posłów PO ma dawać możliwość przewalutowania kredytów we frankach do końca bieżącej dekady. Z takiego rozwiązania będą mogli skorzystać tylko ci, którzy kupili mieszkanie nie większe niż 75 mkw. lub dom o maksymalnej powierzchni 100 mkw., i których LtV kredytu wynosi co najmniej 120 proc. Będzie więc dotyczyło mocno ograniczonej grupy kredytobiorców.

Podobne artykuły:

Wiadomo poza tym, że frankowcom chodzi o zupełnie inne rozwiązanie. Takie mianowicie, które zdjęłoby z nich w całości, a nie w części mocno ciążący garb zadłużenia, wynikający ze zmian kursowych złotego do franka. Ogólnie projekt PO jest przyjmowany raczej jako bubel legislacyjny, nie uwzględniający choćby przyszłego ryzyka kursowego czy też ryzyka zmian cen nieruchomości mieszkaniowych. Pozostanie więc najprawdopodobniej martwym zapisem prawnym, który jednak skutecznie zareklamuje jak najlepsze intencje koalicji rządowej w roli konstruktora tratwy ratunkowej dla frankowców.

Cała nadzieja w sile złotego

Wydaje się więc, że po wcześniejszych pomysłach KNF-u i ZBP, które na dziś dzień przeszły już na dobre do lamusa, ten kolejny, tym razem autorstwa rządzącej koalicji, także niewiele pomoże tracącym grunt pod nogami frankowcom. Co w takim razie mogłoby ich uratować przed efektem zaciskającej się pętli zadłużenia?

Jedynym realnym sposobem pełnej eliminacji ciążącego na frankowcach ryzyka kursowego jest przykład węgierski, czyli jednorazowe przewalutowanie wszystkich kredytów denominowanych w CHF na rodzimą walutę. Aby przy okazji pozbyć się garbu salda złotowego zadłużenia na poziomie LtV nie tylko wyższym niż 100, ale coraz częściej nawet 200 proc., przewalutowanie to musiałoby być jednak przeprowadzone  po kursie CHF/PLN znacznie niższym niż obecnie obowiązujący.

W skrajnym przypadku koszt przewalutowania kredytów mieszkaniowych denominowanych w CHF na polskie złote szacowany jest w zależności od notowań franka na 40–50 mld zł. Sęk w tym, że nikt, ani sektor bankowy, ani sami frankowcy, o budżecie państwa nie wspominając, nie jest specjalnie zainteresowany partycypacją w kosmicznych kosztach przewalutowania. To gigantyczna suma, której wyłożenie poważnie nadwyrężyłoby nie tylko bilanse krajowych banków, lecz także finanse państwa.

W tej sytuacji największą, by nie powiedzieć ostatnią nadzieją frankowców pozostaje coraz mocniejszy złoty. Po kolejnych perturbacjach związanych z „tragedią grecką”, mamy ponowną fazę umacniania rodzimej waluty. Niestety w obecnej sytuacji makroekonomicznej średnioterminowa perspektywa utrwalenia tej tendencji wydaje się mało prawdopodobna. Jednak jak wiadomo na rynku walutowym nie ma rzeczy niemożliwych, a poza tym mocny złoty wydaje się na dziś dzień dla frankowców jedyną realną furtką do „powrotu z dalekiej podróży”. W tej sytuacji nie pozostaje im nic innego jak tylko trzymanie kciuków za dalszą silną aprecjację krajowego pieniądza. 

RynekPierwotny.pl Jarosław Jędrzyński