Najczęstsza blokada asertywności to kredyt na 30 lat

Najczęstsza blokada asertywności to kredyt na 30 lat nf.pl

„Jak mam być asertywna wobec uciążliwego szefa, jeśli mam w banku kredyt na 30 lat?” – spytała mnie jedna z uczestniczek podczas niedawnego warsztatu z asertywności i rozwoju osobistego. Świetne pytanie. Jak zachować się, gdy szef traktuje cię jak ścierkę a nie jak człowieka, ty w środku aż się gotujesz ze złości, żalu i bezsilności, a jednocześnie czujesz strach, bo potrzebujesz pracować i godnie zarabiać by spłacić kredyt na 30 lat. Gdy rozmawiam z uczestnikami szkoleń, tego typu blokada pojawia się bardzo często. Ludzie chcą zachowywać się z szacunkiem do siebie i do innych, po szkoleniu umieją dobrać odpowiednie słowa, ale mimo to gdy przychodzi taki szef… łup! Blokada zapada i wszystko gdzieś ulatuje. Żadne słowo nie wydobywa się z ust.

Naiwne amerykańskie podejście kazało by starać się zrozumieć złość szefa, a następnie porozmawiać z nim na osobności (mega naiwne podejście każe zaprosić do takiej rozmowy kogoś z działu HR – absurd) w jaki sposób możecie oboje polepszyć relacje między wami – ponieważ obecna sytuacja nie służy ani jemu (ciśnienie, stres, grozi zawałem), ani tobie (stres obniża twoją produktywność). Jeśli tego nie zrozumie, wtedy złożyć pismo o przeniesienie do innego działu lub poszukać sobie nowej pracy.

Tyle że to nie Ameryka, ale Polska. A w polskich warunkach z większością szefów nie da się porozmawiać, bo nie zostali oni nauczeni myśleć i rozmawiać w ten sposób. Zbyt krótko zajęła nam zmiana gospodarcza i nie nadążyła za nią zmiana mentalna w postrzeganiu biznesu. A teraz nie ma czasu na zmianę myślenia o pracownikach i swojej roli jako kierownika/menedżera, bo zarząd wywiera presję na wyniki.

Co zatem masz zrobić? Przede wszystkim przestań się winić, że nie zachowujesz się asertywnie.

Asertywność nie jest jedenastym przykazaniem. Nawet jeśli dysponujesz umiejętnościami asertywnego odmawiania i asertywnego zwracania uwagi drugiej osobie, to zdarzają się sytuacje, w których świadomie rezygnujesz z zachowania asertywnego na rzecz tradycyjnego ochrzanu, biernego zignorowania lub manipulacyjnego odwołania się do innych osób. Jeśli kredyt cię ciśnie, a w ciągu ostatniego roku nie kontaktowała się z tobą firma konkurencyjna lub rekrutacyjna, każda rozsądna osoba zachowa się dokładnie tak jak ty. Przełknie dumę i gniew i wróci do pracy. W tej sytuacji, w tej konkretnej chwili, nic innego nie możesz zrobić. Pogódź się z tym i nie wylewaj w myśli na siebie kubłów pomyj.

Ale co zrobisz, gdy taka sytuacja się powtórzy?

Nie wiem co masz zrobić. Nie mogę podjąć za ciebie tej decyzji. To twoje życie, to twój kredyt. Asertywnie ci teraz odmawiam, ponieważ cię szanuję jako człowieka i wiem, że jesteś w stanie zrobić to co jest dla ciebie najlepsze.

Mogę za to wypisać ci możliwe rozwiązania tej sytuacji.

(1) trzasnąć szefowi drzwiami w twarz,
(2) stać i w milczeniu przyjmować kolejne fale wyzwisk i poniżania
(3) wdać się w pyskówkę, walcząc o jego szacunek dla ciebie,
(4) zignorować go, aż się zapieni,
(5) złośliwie skomentować jego zachowanie do kolegów w stylu „Czy wy też czujecie ten dziwny zapach? Od paru chwil strasznie tu śmierdzi”,
(6) pobiec do działu HR i przełożonego twojego szefa z pismem w którym przedstawisz tę sytuację i będziesz nalegać na rozwiązanie tej sprawy,
(7) wykorzystać swoje polityczne koneksje, by ktoś z wyższego kierownictwa porozmawiał z szefem i przywołał go do porządku,
(8) zorganizować w firmie warsztat z asertywności, na którym obecność będzie obowiązkowa,
(9) nosić biało-czerwoną opaskę na ramieniu na znak protestu przeciwko poniżaniu pracowników i każdemu tłumaczyć dlaczego ją nosisz,
(10) rozejrzeć się za inną firmą (nawet jeśli nie masz zamiaru odchodzić, nie zaszkodzi się rozejrzeć kogo firmy teraz potrzebują),
(11) przygotować projekt, dzięki któremu szef zostanie awansowany, a na jego miejsce przyjdzie ktoś bardziej normalny,
(12) mimo wszystko spróbować wyjaśnić sytuację z szefem,
(13) potrenować reakcje asertywne np. na moim najbliższym warsztacie asertywności, a potem skorzystać z nich na zasadzie „co ma być, to będzie, ale nie dam sobą więcej pomiatać”.

Pewnie jeszcze wymyślisz kilka innych rozwiązań. W porządku. Pamiętaj jednak, że nie chodzi o liczbę możliwych rozwiązań, ale o to żeby jedno z nich zrealizować. Które? Wybierz takie, które będzie dla ciebie najlepsze.

I pamiętaj, cokolwiek się zdarzy – nie obwiniaj się. Jesteś wspaniałym człowiekiem.

Bartłomiej - Stolarczyk.pl