Rynek tłumaczeń psują niskie ceny, ale jakość się broni

Rynek tłumaczeń psują niskie ceny, ale jakość się broni europa.eu

Zapytaliśmy tłumaczy z całej Polski jakiego rodzaju tłumaczenia są najtrudniejsze i najrzadziej spotykane na polskim rynku, a także co decyduje o wyborze oferty. Cena czy może jakość i doświadczenie? Poniżej publikujemy najciekawsze odpowiedzi.

Podsumowując. Na rynku tłumaczeń wciąż decyduje cena, kosztem jakości. Wygrywają ci, którzy tłumaczą najtaniej. Choć często klienci wybierają sprawdzone biura, które są w stanie zagwarantować wysoką jakość. Najtrudniejsze tłumaczenia to - w opinii większości - materiały dotyczące medycyny oraz nowych technologii. Zdarzają się tłumaczenia nietypowe, z mało znanych języków azjatyckich czy afrykańskich. Dominują jednak tłumaczenia standardowe (angielski, niemiecki). Tłumacze nie wskazują natomiast na rosnącą rolę języka chińskiego. 

Diabeł tkwi w szczegółach

Z pozoru mogłoby się wydawać, że najtrudniejsze są wysokospecjalistyczne tekstyJednakże dla specjalisty z danej dziedziny nie stanowią one specjalnej przeszkody, jeśli nie dotyczą zupełnie nowych technologii, które nie były opisane i dla których nie ma jeszcze odpowiednich terminów. W takiej sytuacji tłumacz musi radzić sobie opisem lub zachować oryginalną terminologię.

Pułapką dla tłumacza mogą się też okazać teksty z niszowych branż. Charakteryzuje je dość ograniczony zakres słownictwa, ale trudność sprawiać może specyficzna frazeologia, często właściwa nie tylko dla danej branży, ale wręcz dla ograniczonego grona fachowców. W takim wypadku, bez znajomości kodu, profesjonalne tłumaczenie jest niewykonalne.

Natomiast trudniejszymi mogą okazać się teksty, które z pozoru nie nastręczają problemów. Dotyczące zwłaszcza zjawisk kultury, gdyż tłumacz musi się tu wykazać wiedzą z różnych dziedzin, często dość odległych. Niejednokrotnie tekst taki wymaga od tłumacza dość żmudnych poszukiwań w celu porównania zjawisk paralelnych w obu kulturach, które mogły mieć odmienny przebieg, co zdecydowało o ich specyfice. Tłumacz musi wykazać się nie tylko znajomością tematu i  wrażliwością  estetyczną, ale także czujnością  wobec odmienności kultur. Ponadto decydującym czynnikiem okazuje się osobista kultura językowa tłumacza, bez czego niemożliwe jest oddanie subtelności zagadnień z tą dziedzina związanych.

Prawdziwym wyzwaniem dla tłumacza jest tzw. „lokalizacja”, czyli przekład uwzględniający odmienny sposób myślenia, mówienia i odbioru tych samych zjawisk w obu językach. Kluczem  i pułapką są  kulturowe konotacje, bez znajomości których dobre tłumaczenie jest niemożliwe bez względu na typ tekstu.  

Academia Polonica dr Ewa Masłowska

Trudnych tłumaczeń nie ma!

Jest raczej brak doświadczenia w konkretnej tematyce. Osobiście nigdy się nie podejmuję tłumaczeń z zakresu, którego nie znam. Początkujący lub nastawieni wyłącznie na kasę biorą wszystko, oferują super warunki i cenę, która w tym momencie jest kusząca i "atrakcyjna" dla klienta. Problemy zaczynają się dopiero później, zarówno u wykonawcy jak i u klienta! Najczęściej jest tak, że pierwszy nie może sobie poradzić z tekstem i zdaje się na narzędzia typu google-translator, bo niby powinny mieć więcej wiedzy, skoro do tego są stworzone, drugi natomiast po otrzymaniu zlecenia o "super" jakości wydzwania po biurach, bo ta jakość okazała się zbyt niska, a termin ciśnie, dzień się kończy itd, natomiast tekst nie nadaje się zupełnie do poprawienia, tylko do tłumaczenia od początku. 

Nieraz zdarza się też tak, że klient sam nie do końca wie czego chce, zleca tekst techniczny z oczekiwaniem, że zostanie przetłumaczony w stylu bajek renesansowych, lub w międzyczasie wprowadza zmiany i ma pretensje, że nie zostały początkowo uwzględnione przez tłumacza/biuro.

Jakie są najczęściej spotykane - techniczne, reklamowe, prawnicze, dyplomy, świadectwa itd. Zależy to od tego, czego potrzebuje klient i w jakiej branży pracuje. Oczywiście rzadziej są spotykane tłumaczenia typu rękopisy, tematyka jubilerska, budowa zamków czy produkcja broni palnej czarnoprochowej. Osobiście nie lubię i praktycznie nie wykonuję tłumaczeń medycznych.    

Odrębnym tematem są  tłumaczenia przysięgłe - niska cena, wszystko gra, szybko zlecam, odbieram tłumaczenie, jadę w pośpiechu na drugi koniec Polski lub zagranicę złożyć oryginał z tłumaczeniem uwierzytelnionym i szybko załatwić sprawę, a tu się okazuje - że w dacie urodzenia jedna cyferka się nie zgadza, albo cały tekst zawiera dużo błędów. I teraz pytanie - po czyjej stronie leży wina - tłumacza czy klienta, a może urzędnika? Tu się dopiero zaczyna cyrk i histeria:) Takie przypadki zdarzają się często, są głupie i śmieszne, a zarazem fatalne i nieprzyjemne!  

Jednym słowem - najpierw cena, potem jakość i doświadczenie - klient najpierw szuka taniego tłumacza, a później się zastanawia gdzie się udać, by ten tekst ktoś fachowo poprawił lub przetłumaczył i oczywiście płaci za korektę lub tłumaczenie w trybie ekspresowym.

Taki tłumacz lub biuro, oferujące super cenę, najpierw przyjmuje zlecenie a następnie: "co to jest, nie zrobimy tego, zbyt trudne, trzeba kogoś znaleźć!". Mi osobiście nigdy się czegoś takiego nie zdarzyło, natomiast byłem świadkiem naocznym takich szopek. Nie twierdzę, że każde biuro jest takie lub każdy tłumacz - może to ja akurat miałem pecha i dość często trafiałem na brak kompetencji i profesjonalizmu. Ale za to się nauczyłem na tych błędach, nikomu nie życzę takich przejść i cyrków! Od kiedy prowadzę własne biuro tłumaczeń, kieruję się prostą zasadą - najpierw jakość, jakość, jakość, a dopiero potem cena, nigdy na odwrót! Oczywiście dobra jakość nigdy nie była tania, więc jako przestroga dla wszystkich na przyszłość - skąpy dwa razy traci!

Siergiej Chorin-Koperski

BT RULANGGROUP



Nowoczesna Firma S.A. Grzegorz Popławski