Stworzyć i utrzymać lojalną bazę

Stworzyć i utrzymać lojalną bazę Image courtesy of by stockimages/FreeDigitalPhotos.net

E-mail marketing to nie spamowanie, a naszym największym aktywem jest baza danych, dlatego szanujmy ją, dbajmy i dopieszczajmy subskrybentów. Jeżeli tylko będziemy o tym pamiętać – skuteczność naszych kampanii może przewyższyć wszelkie oczekiwania.

Zgodnie z badaniami Shop.org średni koszt wygenerowania zamówienia z e-mail marketingu wynosi 6,85 dolara. Dla porównania – w przypadku płatnych reklam w wyszukiwarkach ten koszt wynosi ponad 19 dolarów. Wynik tych badań oraz przykłady bardzo skutecznych kampanii (patrz case study) są najlepszym argumentem, że wykorzystanie e-mail marketingu w naszym biznesie opłaca się. Jest jednak warunek, który koniecznie musimy spełnić chcąc osiągnąć dobre wyniki w tych działaniach. Nasz e-mail marketing musi bazować na koncepcji permission marketingu, czyli marketingu za przyzwoleniem. W praktyce oznacza to, że musimy posiadać własną, dobrze zbudowaną i dobrze zarządzaną bazę adresową.

Droga do zdobycia subskrybenta

Budując bazę, zbieraj e-maile w modelu double opt-in, co oznacza, że każdy zapis potwierdzamy wysłaniem e‑maila aktywacyjnego na daną skrzynkę pocztową i dopiero po kliknięciu w link taki adres dodajemy do naszej bazy. Należy też postarać się uzyskać zgodę na przetwarzanie danych osobowych – taki e‑mail może być daną osobową, więc lepiej od razu go tak traktować – a także zgodę na przesyłanie informacji handlowych środkami komunikacji elektronicznej. Osobiście jestem przeciwnikiem zbyt długich formułek prawnych na stronach, gdzie zbieramy dane. Preferuję umieszczanie ich w mailu aktywacyjnym, który i tak będziemy wysyłać do zainteresowanego subskrybenta. Oczywiście o kwestiach formalnych można byłoby jeszcze sporo napisać, ale teraz skupię się na tym, jak namówić potencjalnego subsubskrybenta do zostawienia swojego adresu.

Podobne artykuły:


Pierwszym, najważniejszym miejscem na pozyskanie adresów e-mail do bazy jest własna strona internetowa. Co więcej, większość działań, jakie prowadzą marketerzy w internecie, polega na wygenerowaniu ruchu na stronę. Niestety, rachunek prawdopodobieństwa mówi, że 80 proc. osób, które wejdzie na naszą stronę, już na nią nie wróci, dlatego tak ważne jest pozyskanie od nich adresu e-mail. Dzięki temu będziemy mogli regularnie się z nimi komunikować, a przez to lojalizować ich względem naszej marki (zgodnie z badaniami firmy Epsilon 44 proc. respondentów czuje więź z markami, które komunikują się z nimi za pomocą e-mail marketingu).

Tworząc formularz zapisu do newslettera, warto pamiętać o kilku zasadach. Przede wszystkim formularz ten powinien być na każdej podstronie naszego serwisu (osoby odwiedzające stronę z wyników organicznych Google’a niekoniecznie trafią na stronę główną). Co więcej, formularz ten powinien być od razu widoczny i zawierać pola gotowe do uzupełnienia, a nie wymagać przejścia na kolejną stronę.

Dobrą praktyką jest poinformowanie, jak często i co będziemy przesyłać do naszych odbiorców. Od samego początku załóżmy, że chcemy im przesyłać wartość dodaną, a nie tylko komunikaty o nowych produktach. Pytanie, co rozumiemy przez wartość dodaną? To wszystko zależy od naszej specyfiki. Dla jednych będą to informacje o rabatach, wyprzedażach i ofertach last minute, dla innych będzie to newsetter edukujący rynek, który w praktyce nic nie sprzedaje. Z badań prowadzonych przez firmę FreshMail wynika, że tego typu komunikacja – edukacyjna – dużo bardziej przywiązuje do marki i buduje do niej zaufanie.

Jakie dane zbierać?

Duża część marketerów wychodzi z założenia, że im więcej danych pozyskamy, tym lepiej. Niestety, im więcej danych chcemy pozyskać, tym mniej osób chce je nam podać. Dlatego ograniczyłbym się do pozyskania adresu e-mail oraz imienia. Mając imię naszego odbiorcy, łatwo możemy rozpoznać, jakiej jest płci, a także możemy wykorzystać je w personalizacji naszych wiadomości – większość osób lubi, gdy zwracamy się do nich po imieniu. Z badań firmy FreshMail wynika, że personalizacja może zwiększyć nasze wskaźniki kampanii prawie o 300 proc., dlatego nigdy nie wolno o tym zapomnieć. Resztę danych, które marketerowi są potrzebne do prowadzenia efektywnej komunikacji, możemy pozyskać w mniej inwazyjny sposób, wykrzystując targetowania i segmentowania behawioralne. Systemy do e-mail marketingu bardzo dokładnie wiedzą, co odbiorcy robią z naszymi e‑mailami – które otwierają, w co klikają, a w co nie – dzięki temu możemy w łatwy sposób tworzyć segmenty w bazie danych i jeszcze lepiej dostosować przesyłaną treść do naszych odbiorców, co w konsekwencji jeszcze bardziej przywiąże ich do naszej marki.

Czasami tworząc zapis do newslettera warto dać jakiś bonus, który zachęci odwiedzających stronę do pozostawienia swojego adresu. Takim bonusem może być na przykład dostęp do raportu, który przygotowała nasza firma, do treści premium (niedostępnej dla innych użytkowników witryny) lub po prostu kupon rabatowy. Jeżeli stosujemy taką metodę, możemy spróbować zastosować ją w połączeniu z bardzo agresywną, choć w niektórych modelach działającą wyśmienicie metodą. Jest nią umieszczenie pop-up’u, który zaraz po wejściu na stronę www będzie zachęcał do zapisu do newslettera. Tego typu działanie wymaga od marketera, aby bardzo wyraźnie podkreślić benefity wynikające z zapisu do newslettera.

Marketing w Praktyce