Twierdzą, że w sprawie Amber Gold zawiodło państwo. Poszli do sądu

Twierdzą, że w sprawie Amber Gold zawiodło państwo. Poszli do sądu mariusz szczygieł - Fotolia

Klienci słynnego parabanku chcą, by państwo zapłaciło za największą aferę finansową ostatnich lat. Stawką jest nawet 600 mln zł odszkodowań z budżetu. Takiego pozwu przeciwko skarbowi państwa jeszcze nie było.

Pozew zbiorowy przeciwko państwu za stracone lokaty w parabanku to trzecia próba odzyskania pieniędzy przez klientów. Prawnicy i ekonomiści nie dają im szans na wygraną w sądzie. Jeśli warszawski sąd okręgowy przyjmie go do rozpoznania - zdecyduje o tym 5 czerwca - to zgłosić się może do niego nawet 16 tys. byłych klientów parabanku. Wielu straciło w nim oszczędności całego życia.

Amber Gold to firma z Gdańska założona przez Marcina P. Miała inwestować w złoto. Działała od 2009 r. Szybko otworzyła sieć placówek w całym kraju. Kusiła klientów wyższym niż w tradycyjnych bankach oprocentowaniem inwestycji, przekraczającym nawet 10 proc. w skali roku.

Latem 2012 r. wybuchła afera - okazało się, że Amber Gold nie wypłaca klientom pieniędzy. Zdaniem łódzkiej prokuratury, która prowadzi śledztwo w sprawie parabanku, z 851 mln zł, które klienci wpłacili, w złoto zainwestowano zaledwie 10 mln. Resztę spółka wydała na bieżącą obsługę i linie lotnicze.

Dziś wśród 23 pozwanych państwowych instytucji jest sześć prokuratur - w tym prokurator generalny - sześciu prezesów sądów, cztery urzędy skarbowe, trzech ministrów, ABW, UOKiK, KNF i Generalny Inspektor Informacji Finansowej.

Najmocniej w piersi biła się prokuratura. Gdyby w 2009 r. na serio potraktowała zawiadomienie Komisji Nadzoru Finansowego ostrzegającej przed parabankiem, sprawy by nie było.

Pozew wytacza 16 osób, które na inwestycji w piramidę finansową straciły 1,5 mln zł. Chcą, by sąd orzekł, że państwo reprezentowane przez różne instytucje ponosi odpowiedzialność za ich straty. To wskutek działań (lub bezczynności) tych instytucji Amber Gold mógł przyjmować od klientów lokaty.

Klienci w pozwie piszą, że sądzili, iż "spółka jest po prostu nowym bankiem działającym na rynku albo nową firmą maklerską. Nie pojawiały się w prasie informacje mogące choćby sygnalizować, że Amber Gold nie jest wiarygodnym podmiotem, działa nielegalnie. Że działalność spółki jest firmowana przez osobę z wyrokami skazującymi za oszustwa finansowe". Amber Gold działał bez zezwolenia na działalność bankową, a Marcin P. jako karany nie mógł zasiadać we władzach spółki.

Wyborcza.biz