Wojna czy pokój?

Wojna czy pokój? nf.pl

Urlopy już się pokończyły, w okna powoli puka jesień, a wraz z nią szara rzeczywistość. Powrót do pracy, kolejne obowiązki, kolejne projekty, kolejne sukcesy i porażki. Pewnego dnia w naszym telefonie, na poczcie głosowej zostaje nagrana wiadomość, że mamy się zgłosić do kadr w celu podpisania rozwiązania umowy o pracę za porozumieniem stron. Pierwsza myśl – pomyłka? Druga – szybkie przeszukiwanie pamięci, zaraz… kiedy to ja jakąś rozmowę odbyłem, kiedy na coś się zgodziłam, jakie porozumienie? Żeby jeszcze było śmieszniej (chociaż coraz mniej nam do śmiechu), miły głos pani kadrowej informuje, że porozumienie będzie antydatowane… a, tak około tygodnia. Nie wiemy dlaczego akurat tak, a poza tym, przecież jak można zgadzać się… w przeszłości? Nie do uwierzenia? Opisana sytuacja nie jest wymyślona – naprawdę są instytucje, które tak traktują pracowników… Wiem, bo była to moja poczta głosowa.... Nagle w naszej głowie zapala się światełko - tak, przecież mamy prawa pracownicze! Przecież kodeks pracy chroni nas przed takimi numerami ze strony pracodawcy! Uzbrojeni w paragrafy decydujemy się pójść do sądu, walczyć o swoje. Sąd zapewne przyzna nam rację, ale.. no właśnie, co z tego? Pracodawca rozwiąże tą umowę w najbliższym możliwym terminie, albo tak uprzykrzy nam życie, że sami poprosimy o jej rozwiązanie. Większość z nas do sądu nie pójdzie, bo drogo, bo długo, bo nie ma sensu tracić nerwów i fundować sobie potem gehennę pięć dni w tygodniu. Ta niechęć jest zrozumiała – zawiłość procedur, czas postępowania, czy też strach przed zemstą (odwetem?) są skutecznym hamulcem dla przeciętnego pracownika. Ale zgodzić się na łamanie swoich praw, często brak zapłaty za wykonaną pracę, nadużycia pracodawcy? Alternatywą wobec sądu pozostają mediacje – to niesformalizowane spotkanie (jedno lub kilka) na którym strony sporu spotykają się z bezstronnym i neutralnym mediatorem, pomagającym im się dogadać – znaleźć rozwiązanie konfliktu. Zalet mediacji jest dużo (opiszę je szerzej w kolejnych wpisach), jednak tutaj najważniejsza jest współpraca – „czyste pole” jakie zostaje po mediacji. Sąd zawsze narzuca decyzję – a ta decyzja zawsze będzie przez jedną ze stron (a czasami nawet i obie) uważana za krzywdzącą. Mediacja pozwala stronom na dalszą współpracę w dobrej atmosferze – w jej trakcie wyjaśniły sobie pewne sprawy, dogadały się (a czasem niestety nie), jednak każda ze stron wysłuchała drugiej i dowiedziała się jak były postrzegane jej działania, jakie emocje wzbudziły, co spowodowały. Strony mają również świadomość co jest dla nich ważne, co więcej, atmosfera do pracy jest lepsza, a dalsza współpraca jest możliwa. Do sądu idziemy bowiem na wojnę, na mediacje idziemy po pokój. (cdn…)

Agata Motyl-Adamczyk