Wstydliwe statystyki polskiej mieszkaniówki ciągle żywe

Wstydliwe statystyki polskiej mieszkaniówki ciągle żywe materiały PR

Polska transformacja ustrojowa liczy sobie już 27 lat. W momencie jej uruchamiania trudno było oczekiwać, że ponad ćwierć wieku rozwoju mieszkaniówki okaże się okresem zdecydowanie za krótkim na zadowalające chociażby zaspokojenie potrzeb Polaków.

Niestety wiele wskazuje na to, że na mieszkaniowe „Eldorado” przyjdzie nam jeszcze dość długo poczekać. Dynamiczny rozwój i niezaprzeczalne sukcesy szeroko pojętego krajowego rynku nieruchomości w ostatnim ćwierćwieczu należą do tematów niepodlegających dyskusji. Najlepszymi wizytówkami ogromnego skoku cywilizacyjnego w tej sferze gospodarki są nie tylko imponujące panoramy centrów największych polskich miast z Warszawą na czele, nieznajdujące dziś jakiejkolwiek płaszczyzny porównania do stanu z roku 1989 r., ale też niezliczona ilość powstałych po tej dacie osiedli mieszkaniowych, centrów biurowych i handlowo-rozrywkowych, obiektów rekreacyjno-sportowych, najwyższej klasy hoteli, czy wreszcie szeroko pojętej infrastruktury.

Według danych GUS od 1991 r. do dziś w Polsce oddano do użytku ponad 2,8 mln mieszkań. Nie mniej dynamicznemu rozwojowi podlegał rynek komercyjny, na którym od 1989 r. wybudowano w Polsce blisko tysiąc biurowców o łącznej powierzchni prawie 8 mln metrów kwadratowych. Wydawałoby się, że nic dodać nic ująć.

Tymczasem na tle faktycznie imponujących statystyk ilościowych polskiego rynku nieruchomości, choćby pobieżna analiza podstawowych wskaźników rodzimej mieszkaniówki nie daje wielu powodów do nadmiernego optymizmu, o uczuciu dumy nie wspominając.

Dochód w górę dostępność w dół

Według danych GUS od początku transformacji ustrojowej krajowy PKB uległ z nawiązką podwojeniu, a ten sam dochód liczony na głowę mieszkańca wzrósł nawet więcej, bo blisko trzykrotnie. Teoretycznie oznacza to znaczący wzrost zamożności Polaków, a co za tym idzie istotną poprawę dostępności cenowej wszelkich dóbr i usług. Niestety, regule tej skutecznie opiera się rynek mieszkaniowy, na którym dostępność mieszkań utrzymuje się od lat na jednym z najniższych poziomów w UE.

Podobne artykuły:

W ostatnich kilku latach minionego wieku za średnią krajową płacę brutto można było nabyć w Polsce od jednego do półtora mkw. mieszkania deweloperskiego. Na młodym, właściwie dopiero co raczkującym, a więc mocno niejednolitym rynku deweloperskim, zdarzały się okazje w okolicach dostępności cenowej na poziomie nawet 2,0, a więc porównywalnym z najbardziej zaawansowanymi gospodarczo krajami Europy Zachodniej. Dziś, blisko dwie dekady później, dostępność mieszkań w Polsce wg danych NBP oscyluje w granicach 0,7–0,9, a więc jest mniej więcej dwukrotnie niższa.

Coraz bardziej ciasne, ale własne

Miarą postępu i rozwoju każdego rynku nieruchomości na świecie, a więc niejako mieszkaniowego dobrobytu, abstrahując od kwestii cenowych, jest budowanie lokali coraz bardziej wygodnych, funkcjonalnych, a więc przede wszystkim coraz przestronniejszych, zlokalizowanych na jak najbardziej przyjaznych mieszkańcom osiedlach, w dodatku coraz bardziej atrakcyjnych architektonicznie i standardowo.

Faktycznie trudno jest odmówić rodzimym deweloperom mieszkaniowym wieloletnich już starań o systematyczne podnoszenie poziomów standardu i atrakcyjności swoich inwestycji niezależnie od segmentu, któremu są dedykowane. Niestety, wyżej opisane warunki rynkowe zmuszają też inwestorów, szczególnie w ostatnich czasach, do budowania lokali o coraz bardziej „kompaktowych” powierzchniowo rozmiarach. Wg statystyk portalu RynekPierwotny.pl średnia powierzchnia mieszkania dwupokojowego w aktualnej krajowej ofercie deweloperskiej wynosi 44,7 mkw., a trzypokojowego 56,4 mkw.

Podobne artykuły:

W ten sposób typowym rodzimym standardem na pierwotnym rynku mieszkaniowym stają się dziś bardzo często lokale dwupokojowe na plus minus 38 mkw., a trzypokojowe na zaledwie 50-ciu. Takie są bowiem dzisiejsze preferencje większości rodzimych nabywców nowych mieszkań, dążących za wszelką cenę do mieszkaniowej własności przy mocno ograniczonej zdolności kredytowej.

Tym samym krajowy rynek pierwotny po z górą ćwierćwieczu transformacji ustrojowej powraca w kwestii jednego z podstawowych parametrów do standardów lat 60. i 70. ubiegłego wieku, a jednocześnie Polska utrwala swoje niechlubne miejsce w ogonie państw europejskich pod względem ilości mkw. powierzchni mieszkalnej przypadającej na jednego mieszkańca. Wg danych Eurostatu z wynikiem 24 mkw. plasujemy się pod tym względem wśród krajów europejskich na trzecim miejscu od końca, przed Rumunią i Łotwą. Jeszcze gorzej ma się sprawa z unijną klasyfikacją państw członkowskich pod względem ilości mieszkań przypadających na 1 tys. mieszkańców. W tej kwestii z wynikiem 351 lokali Polska w UE jest z kolei „wice outsiderem”, wyprzedzając jedynie Słowację.

Deficyt wiecznie żywy

Jednak bodaj najbardziej newralgicznym wskaźnikiem, obrazującym stopień rozwoju rynku mieszkaniowego w jakimkolwiek kraju, jest tzw. statystyczny deficyt mieszkaniowy. Obrazuje on ilość mieszkań brakującą do zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych wszystkich gospodarstw domowych. Różne źródła na przestrzeni ostatnich lat podawały odmienne wartości wolumenu rodzimego niedostatku mieszkaniowego, liczonego od kilkuset tysięcy do nawet ponad 2 mln jednostek.

Co ciekawe, nie brakuje też opinii, że przedmiotowy deficyt już od dłuższego czasu jest niczym więcej aniżeli medialnym wymysłem. Za taka teorią ma przemawiać m.in. fakt emigracyjnego exodusu Polaków, który na przestrzeni ostatnich lat mógł sięgnąć poziomu nawet 3 mln rodaków. Jeśli do tego dodać fakt opuszczania rocznie dziesiątek tysięcy lokali przez odchodzące pokolenie oraz mniej więcej 150 tys. budowanych przez deweloperów i inwestorów indywidualnych, to taka teza nie wydaje się całkiem pozbawiona sensu.

Podobne artykuły:

W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak tylko zdać się na oficjalne dane komunikowane przez gremia rządowe. Według nich, a ściślej mówiąc wg. niedawno wygłoszonej opinii wiceministra infrastruktury, w Polsce brakuje oficjalnie ponad 400 tys. mieszkań. To znaczy na tyle właśnie szacowany jest statystyczny deficyt mieszkaniowy. Jeśli natomiast chodzi o zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych Polaków, to tutaj – według intrygującej teorii wiceministra – szacunki sięgają nawet kilku milionów w zależności od tego, do jakiego celu dążymy.

Niezależnie od ministerialnych wizji oraz statystyk faktycznego niedoboru lokali mieszkalnych w Polsce jedno wydaje się pewne. Nowa polityka mieszkaniowa rządu, znana pod pojęciem Mieszkania Plus, wydaje się na dziś dzień być podstawowym elementem fundamentów budowania „dobrej zmiany”. Czy z tego powodu jest skazana na sukces, przekonamy się zapewne już niedługo, najdalej za trzy lata.

RynekPierwotny.pl Jarosław Jędrzyński