Europa Wschodnia to za mało dla polskich start-upów

Europa Wschodnia to za mało dla polskich start-upów Fotolia

Coraz więcej polskich start-upów poważnie myśli o podbijaniu globalnych rynków. Ale jak właściwie się do tego zabrać?

Ostatnie kilka lat przyniosło nam całkiem sporą grupę polskich start-upów o globalnych ambicjach. Wiele z nich, m.in. Estimote, IntelClinic czy Sherly, odniosło spory sukces w Dolinie Krzemowej, Nowym Jorku czy Londynie.

W Polsce jest jednak mnóstwo start-upów we wczesnych fazach rozwoju, które dopiero niedawno zaczęły myśleć o rozszerzeniu swojej działalności poza polskie granice. Niektóre z nich zapewne miały takie plany od początku. Nie oznacza to jednak, że wiedzą co powinny zrobić by je urzeczywistnić. Aby im pomóc, fundusz VC Fiedler Capital i angielski akcelerator Oxygen Accelerator zorganizowały w Krakowie i Warszawie serię warsztatów pt. „Going Global – Taking your start-up beyond Eastern Europe”. Jeden z nich odbył się 15 stycznia w Krakowie w przestrzeni coworkingowej COLAB.

Jak podbić rynek globalny?

Zlokalizowany w Wiedniu i Budapeszcie Fiedler Capital zainwestował w start-upy z Europy Środkowej i Wschodniej ok. 200 tys. euro. Oxygen Accelerator z siedzibą w angielskim Birmingham, pomógł do tej pory w rozwoju 45 start-upów, asystując im w sięganiu po inwestycje o łącznej wartości 5,6 miliona euro. Jego program na wiosnę 2015 dedykowany jest wyłącznie start-upom z regionu CEE (Europa Środkowa i Wschodnia), co oznacza, że właśnie w tym momencie aktywnie poszukuje on kandydatów w Polsce i krajach sąsiedzkich.

W ramach tych poszukiwań Oxygen przemierza Polskę wraz z przedstawicielami Fiedler Capital, odwiedzając lokalnych przedsiębiorców, fundusze VC i innych członków start-upowej społeczności, wszędzie udzielając wskazówek nt. globalnego skalowania start-upów. Co ciekawe, Polska jest jedynym krajem, w którym zatrzymali się w dwóch różnych miejscach.

Podobne artykuły:

Na krakowskim spotkaniu Fiedler Capital reprezentował Robert Hegedus, a Oxygen Katherine Preston. Robert już na samym początku zapytał zgromadzonych, czy prowadzą lub pracują w firmach start-upowych, a następnie, ile z nich pozyskało finansowanie i może pochwalić się klientami. Na samym początku w górę poszybowało wiele rąk. Po dodaniu drugiej części pytania, większość opadła. Robert właśnie na to liczył z racji tego, że jego prezentacja skierowana była do początkujących start-upów – w fazie pre-seed i seed.

– Jeśli prowadzisz start-up, musisz mieć duże ambicje – powiedział Robert. – Opanowanie lokalnego rynku to nie jest wystarczający cel – musisz chociaż chcieć stać się następnym Skype'em czy następnym Prezi.

Going Global

Going Global, fot.: Andrzej Wieser

Droga do tego celu nie jest łatwa. Według Roberta szybko rozwijający się start-up powinien mieć pięć składników – każdego z nich w wystarczającej ilości. To kapitał (zwłaszcza typu smart), dostęp do rynku(wystarczająco dużego, by przedsięwzięcie miało sens), wiedza i odpowiedni doradcy (prawnicy, księgowi itp.), talent (od strony technicznej, biznesowej i marketingowej) i sieć kontaktów (przede wszystkim przedsiębiorców).

Na świecie jest kilka miejsc, gdzie nie brakuje żadnego z tych składników: Krzemowa Dolina, Londyn, Nowy Jork czy Berlin. Są też takie, które mają tylko niektóre z nich, ale za to wiele potencjału do rozwoju, w tym Polska i Izrael. Dla zlokalizowanych tam start-upów Robert ma jedną, niezwykle ważną poradę:

– Jeśli chcecie by wasza firma była naprawdę duża, musicie udać się do Stanów bądź Wielkiej Brytanii.

Wcale nie oznacza to jednak, że już trzeba pakować walizki. Najpierw należy zgromadzić, przynajmniej niektóre z powyższych składników: mieć naprawdę dobry pomysł na start-up, biznesplan oraz pieniądze, które wystarczą przynajmniej na kilka miesięcy, biorąc pod uwagę wysokie koszty życia w obu krajach. Prócz tego, potrzebna jest jeszcze wiza pozwalająca na długoterminowy pobyt, produkt/usługa o potencjale wystarczającym do wyróżniania się na rynku, talent, zwłaszcza w aspekcie sprzedażowym, oraz przynajmniej podstawowa wiedza na temat amerykańskich przepisów dla przedsiębiorstw.

Podobne artykuły:

Start-upy, które nie spełniają tych warunków, wciąż mogą jednak zdziałać całkiem sporo na swoim rodzimym kontynencie. Jeśli podróż do Stanów okaże się ponad siły, Wielka Brytania jest według Roberta dobrą i logiczna alternatywą – bliższą, tańszą (pod warunkiem, że nie planujesz przeprowadzki do Londynu), a wciąż stanowiącą potężne centrum kapitału inwestycyjnego. Warte rozważenia jest także wysłanie za granicę jedynie działów sprzedaży i marketingu.

Akceleracja nie kończy się na regionie CEE

Dla start-upów w fazie seed i pre-seed stawiających na szybki rozwój, akceleratory są jedną z najlepszych alternatyw. Rzecz jasna, jeśli start-up przyjęty zostanie do jednego z najbardziej prestiżowych akceleratorów, jak Y Combinator czy 500 Startups, jego założyciele nie powinni zastanawiać się nawet chwili. Rywalizacja o miejsca w każdym z nich jest jednak bardzo zacięta. Dobrą alternatywą są angielskie akceleratory, takie jak Oxygen.

Katherine Preston z Oxygen dostarczyła wielu argumentów za silną pozycją tego akceleratora na start-upowej mapie Unii Europejskiej. Pozycję tę budował od 2010 roku. W ramach programu Wiosna 2015, Oxygen oferuje21 tys. euro za 8 proc. udziałów w start-upie. Do tego dostęp do ponad 200 mentorów i całego arsenału pomocy, w tym oprogramowania i różnorakich usług. Oxygen celuje w start-upy z obszarów oprogramowania, B2B i SaaS. Aplikacje składać można do 8 lutego.

Podobne artykuły:

Bez względu na decyzję, Robert i Katherine mieli kilka porad dla każdego zlokalizowanego w regionie CEE start-upu. W początkowej fazie rozwoju alternatywami są akcelerator i bootstrapping, a więc próba finansowania rozwoju z wypracowywanych na bieżąco przychodów od samego początku. Gdy uda się pozyskać pierwsze środki, należy zacząć poszukiwania inwestora w najbliższych okolicach.

– Jeśli masz dobry pomysł i jesteś inteligentny, zebranie 100-200 tysięcy dolarów w regionie CEE jest stosunkowo łatwe – uważa Robert.

Finałowym krokiem w tej fazie jest przeznaczenie części tego kapitału na podróż do Stanów bądź Wielkiej Brytanii, by tam pozyskać jeszcze więcej finansowania – wszystko to przy jednoczesnym rozwijaniu produktu i pozyskiwaniu nowych klientów, gdyż bez tego nie ma co marzyć o drugiej czy trzeciej rundzie inwestycyjnej.

Going Global

Going Global, fot.: Andrzej Wieser

Kluczowe składniki

Robert uważa, że bez względu na to, czy początkowa faza rozwoju oparta będzie na pomocy inwestora, akceleratora czy bootstrappingu, pozyskanie pierwszej rundy finansowania wymaga zastosowania kilku składników:

1. Zespół – znakomitym pomysłem jest zatrudnienie kogoś, kto mieszkał już/działał na rynku amerykańskim czy brytyjskim, zna tamtejszą specyfikę i sposób myślenia.

2. Trakcja – pierwsze trzy miesiące po debiucie produktu powinny być przeznaczone na zdobywaniu jak największej liczby klientów.

3. Sieć – należy zacząć jak najwcześniej i poznać wielu przedsiębiorców.

4. Model lean – nawet jeśli start-up zdoła pozyskać jakieś finansowanie, „dostrojenie” produktu i znalezienie odpowiedniej niszy rynkowej może pochłonąć wszystkie dostępne środki (i jeszcze więcej).

5. Technologia w kraju dla oszczędności, a zespół od biznesu i marketingu w Stanach/Wielkiej Brytanii.

Jeśli start-upowcy będą się trzymać tych zasad, zdołają zbudować globalną markę w Krakowie, Warszawie i każdym innymi miejscu w Europie Środkowej i Wschodniej.

Artykuł pochodzi z serwisu web.gov.pl

Platforma Wspieramy e-Biznes Anna Spysz