Falstart w biznesie może przynieść sukces

Falstart w biznesie może przynieść sukces Fotolia

Jakie budzą się w Was emocje kiedy oglądacie zawody, kiedy biegacze czy pływacy szykują się do wyścigu, stoją w blokach startowych i widać w ich oczach napięcie i chęć, wręcz rządzę zwycięstwa?

Czy pamiętacie jak na wuefie startowaliście w biegach? Co czuliście? Dreszczyk emocji, podniecenie, a może słyszeliście głos wewnętrzny, który podpowiadał Waszym nogom – JUŻ, BIEGNIJCIE, BĄDŹCIE PIERWSZE!

Niestety w wyścigach, jeżeli wystartujecie za wcześnie grozi Wam eliminacja. W biznesie – na odwrót – jedyne co Wam grozi to zwycięstwo, czyli sukces.

Dlaczego boicie się falstartu?

Mądre głowy w ekonomii, biznesmeni, których spotykam na co dzień już bez ogródek mówią, że zaczyna się coś dziać, czuć ożywienie w gospodarce, „rusza się”. Skoro tak, to pytam się dlaczego stoicie jeszcze na starcie i czekacie, dlaczego boicie się falstartu skoro właśnie teraz należy ruszać, biec do przodu jak tylko się da najszybciej, ile sił w nogach?

Powiecie, ale nic jeszcze nie jest pewne. Rozumiem, a co robicie w biznesie co jest pewne? Dlaczego spotykacie się z ludźmi, budujecie relacje, skoro ich wynik nie jest pewny. Nie ma gwarancji, że sprzedacie, że Was polubią, że osiągnięcie zamierzony cel, że zbudujecie tą relację, ale… podejmujecie to ryzyko i spotykacie się, a nóź wyjdzie, a może się uda podpisać kontrakt.

Przypomnijcie sobie starą jak świat maksymę, którą chyba każdy z nas zna –  nie ma biznesu bez ryzyka.

Czy Microsoft byłby Micosoftem, a CD Projekt wypuścił by Wiedźmina bez ryzyka – raczej nie. W takim razie ponawiam pytanie – dlaczego boicie się zaryzykować i podjąć decyzję – OK – ruszamy do przodu – natychmiast!
Już słyszę – ale to kosztuje, potrzebne są inwestycje, nie możemy sobie teraz na to pozwolić. Otóż, Drodzy Czytelnicy – owszem są potrzebne pieniądze, ale one się zwrócą. Jest jednak jedno „ALE” – pieniądze należy wydać w mądry, racjonalny i przemyślany sposób.

Przekonywujący język korzyści i liczb

Niedawno spotkałam się z Panią manager odpowiedzialną za komunikację wewnętrzną w jednej z większych firm FMCG w Polsce. O dziwo chciała przeprowadzić audyt komunikacji wewnętrznej, aby dowiedzieć się między innymi co sądzą o firmie pracownicy, co poprawić, co ich angażuje, jak się mają podejmowane działania do realizacji celów biznesowych i wyników firmy, etc.

Niestety trafiła na mur w postaci dyrektora HR i zarządu. Usłyszała jedno – po co mamy wydawać na to ogromne pieniądze skoro my i tak wszystko wiemy. Jedyne co mi pozostaje to „pogratulować” wiedzy i podejścia szefostwa. Niestety taka postawa jest na krótką metę.

Jest wszakże druga strona medalu – sposób przekazania i argumentacji pani manager.

Pamiętajcie Drodzy Czytelnicy – jeżeli chcemy coś wygrać, a szczególnie budżet mówmy językiem korzyści i liczb.

Warto odpowiedzieć sobie na pytanie – jakie korzyści biznesowe przyniesie dane działanie, np. o ile wzrośnie sprzedaż, wydajność, a może o ile spadną koszty zanim udamy się do „paszczy lwa”. 

Warto wykorzystać również wskazówkę, której udziela Maria Piegowska, współautorka książki „Zarządzanie sobą”:

Pierwszeństwo zawsze będą miały informacje, które stanowią znaczenie dla naszego bezpieczeństwa i przetrwania.

Jej słowa można interpretować na wiele sposobów, ale dla mnie – jeżeli mam kogoś przekonać o projekcie powinnam użyć argumentów wskazujących na to, co się może stać złego jeżeli nie podejmę właściwej decyzji. Cóż podpowiedź Pani Marii Piegowskiej trochę gryzie się ze słynną metodą negocjacyjną na tzw. kanapkę, ale  biorąc pod uwagę piramidę potrzeb Maslowa i inne teorie w psychologii coś w słowach autorki jest.

Działania muszą mieć swój cel

Najważniejsze we wszystkim jest cel jaki chcemy osiągnąć i efekty. Nie chcę już liczyć ile razy słyszałam o działaniach, które określam jako „botak” , czyli podjętych bo tak, bo tak trzeba, bo tak wypada, bo tak robi konkurencja, bo tak chcę, bo tak muszę, bo tak nam powiedzieli, że trzeba. Nie spotkałam się, żeby za „botakiem”  szła argumentacja biznesowa, a jeżeli już to mogę policzyć takie przypadki na palcach jednej ręki.

Podobnie jest ze zmianami w organizacjach – jak już nie wiadomo co robić, to zmieniajmy. Jeden z najlepszych ekspertów w dziedzinie zmian – Roger D’Aprix powiedział kiedyś:

Zanim zaczniesz zmieniać organizację szczególnie w niepewnych czasach zapytaj się swoich pracowników i klientów czy jest taka konieczność.

Wprowadzając zmiany należy liczyć się z kilkoma czynnikami:

  • Czynnik pierwszy: efekty przychodzą po czasie a nie już.
  • Czynnik drugi: zmiany kosztują.
  • Czynnik trzeci: może nie trzeba zmieniać firmy a siebie?
  • Czynnik czwarty: niewłaściwie przeprowadzone zmiany przyniosą wielkie straty nie tylko materialne, ale również wizerunkowe.

Dotarłam do badania, jakie przeprowadziło CCL – Center for Creative Leadership (CCL), z którego wynika, że szefom firm brakuje pięciu umiejętności: inspirowania, planowania strategicznego, kierowania zespołem, zaradności oraz zarządzania talentami pracowników.

Umiejętności przywódcze

Niestety wielu z nich przekonanych jest o swojej sile, mądrości i wiedzy, bo przecież odnieśli sukces, ich firma nie upadła. Nic bardziej złudnego, to jak jazda samochodem na pamięć.

Nigdy nie wiemy wszystkiego

Czy kiedyś zapłaciliście mandat, bo ktoś nagle postawił nowy znak drogowy i „oj panie władzo, przecież go tu nie było!” Zdarzyło Wam się coś takiego – prawda?

Tak samo jest z kierowaniem firmą i ludźmi – nie można zarządzać na pamięć, bo my, ludzie oraz otoczenie zmienia się. Jeżeli chcemy odnieść sukces musimy zagryźć zęby, popatrzeć w lustro i zapytać się – czy jestem OK, czy mogę być z siebie dumny czy dumna. Niestety znam wiele osób, które stojąc przed lustrem ze sobą twarzą w twarz mają kłopoty a są szefami… tylko ich firmy jakoś sobie średnio radzą…
Nic dodać nic ująć – prawda? A jednak trzeba coś dodać.

Skoro udało nam się jednak przekonać szefostwo, że to już czas stanąć na linii startu i rozpocząć wyścig to pytanie: z czym wystartować skoro wszyscy wiedzą, że firma ma najlepsze produkty, obsługuje „takich to a takich”  klientów, właśnie opatentowała nowe rozwiązanie, zorganizowała akcję charytatywną, zdobyła kolejną nagrodę, setny certyfikat, w końcu czy dołożyła się do budowy x-kilometrowego odcinka autostrady?

Wróżką nie jestem podobnie jak Ty Drogi Czytelniku, ale jest na to sposób – powtórzę go po raz kolejny – zapytajcie się pracowników i klientów o ich opinię – co wyróżnia Waszą firmę, jakie macie mocne strony, jakie mają oczekiwania lub pomysły, czy narzędzia komunikacyjne z jakich korzystacie są odpowiednie i efektywne.

Warto czasami zrobić coś innego lub oprzeć komunikat na całkowicie innym podejściu. Znakomitym przykładem jest GE BPH – nie dość, że promują dobre uczynki  i uczciwość (ciekawe zresztą, że tak oczywiste zachowania trzeba w dzisiejszych czasach nagłaśniać…), to dodatkowo rozwijają talenty dzięki zaangażowaniu pań. Czy wiecie, że w GE od ponad 15 lat funkcjonuje GE Woman’s Network? Warte przemyślenia.

Na świecie dzielenie się wiedzą to rzecz normalna – u nas niestety ze względu na zaszłości historyczne nadal mamy do czynienia z zasadą ograniczonego zaufania. Dzielenie się wiedzą nie boli a wręcz leczy – otwiera umysł, pomaga nam iść do przodu, wspiera budowanie marki osobistej jako eksperta, a dodatkowo tworzy relacje.

Nie ma się czego bać.

Jeżeli macie ochotę na sukces zacznijcie już działać, bo konkurencja nie śpi i pewnie już szykuje się, aby stanąć w blokach startowych zważywszy, że i fundusze unijne lada moment ujrzą światło dzienne.

A dla Was – specjalnie – mała podpowiedź, czyli jakie wydatki są najbardziej obcinane w trudnych czasach. Warte analizy.
Nie bójcie się falstartu a pokochajcie go!

Wydatki

International Association of Business Communicators (IABC) Justyna Piesiewicz