GoEuro: start-up, który dotarł do celu

GoEuro: start-up, który dotarł do celu materiał PR

Podróże kształcą. Czasem jedna z nich może zmienić całe nasze życie. Podróżą właśnie rozpoczęła się też historia GoEuro.

Pochodzący z Indii wychowanek Uniwersytetu Harvarda, Naren Shaam, przez kilka miesięcy podróżował po Europie. Trudności, jakie napotkał na Starym Kontynencie, podsunęły mu pomysł na stworzenie start-upu, który rozwiązałby nie tylko jego własny problem, ale też ułatwiłby przemieszczanie się tysiącom innych osób. Pomysł był odważny. W czerwcu 2013 roku w Niemczech powstała wersja beta GoEuro, a pierwszym partnerem wśród przewoźników został Deutsche Bahn. Od tego czasu platforma rozrasta się w imponującym tempie, zdobywając zaufanie kolejnych partnerów i wielu użytkowników. W grudniu 2015 r. firma pozyskała 45 milionów dolarów, zainwestowanych m.in. przez Goldman Sachs.

Naren Shaam Naren Shaam

W wywiadzie dla CNBC powiedział Pan, że „środowisko dla start-upów w Europie zmieniło się” (oryg. „environment for start-ups in Europe was changing”). Czy mógłby Pan rozwinąć tę myśl?

N.S.: Przede wszystkim coraz więcej inwestorów szuka możliwości budowania dużych firm. Europejczycy marzą o budowaniu przedsiębiorstw na własnym gruncie – zwłaszcza, że możemy pochwalić się licznymi talentami, dorównującymi już tym z Doliny Krzemowej. Nowe firmy otrzymują obecnie coraz więcej kapitału – zarówno europejskiego, jak i pochodzącego z zewnątrz. Co ważne, rynki akceptują startupy jako dobre miejsce do pracy, co ma wpływ na prężne tworzenie takich firm.

Dlaczego spośród czołowych europejskich metropolii wybrał Pan Berlin?

N.S.: Wybraliśmy Berlin na naszą siedzibę z wielu powodów. To niezwykle dynamiczny rynek dla startupów, a to oznacza dobry dostęp do talentów technicznych. Berlin jest bardzo zróżnicowanym miastem, pełnym młodych ludzi z całego świata. Z łatwością możemy więc znaleźć osoby, które dużo podróżowały i rozumieją problemy i wyzwania związane z przemieszczaniem się, którym staramy się tutaj zaradzić.

Czy ciężko było przekonać inwestorów europejskich do swojego pomysłu?

N.S.: Zawsze trudno jest przekonać inwestorów do włożenia kapitału w firmę. W Europie jest nawet trudniej, porównując do Stanów Zjednoczonych. Głównie z powodu braku dobrych wzorców i trudności w dalszym rozwoju, gdyż nie jest to jednolity rynek, a mieszanka 30 różnych krajów, różniących się językami, zachowaniami konsumenckimi i kulturą.

Skąd pomysł i na jakiej zasadzie działa GoEuro?

N.S.: W ciągu czterech miesięcy, w lecie 2010 roku, odwiedziłem 14 krajów. To było fantastyczne doświadczenie, jednak spędziłem zbyt dużo czasu na planowaniu podróży, zamiast na czerpaniu z nich przyjemności. Na przykład, chciałem pojechać z Edynburga do Londynu, ale nie było łatwo ustalić, czy najlepszym środkiem transportu – biorąc pod uwagę stosunek czasu podróży do ceny – będzie samolot, autobus czy pociąg. A w przypadku trasy z Heidelbergu do Pragi nie mogłem ustalić, który pociąg albo autobus dowiezie mnie na lotnisko.

Podobne artykuły:

Nie ma platformy, która uwzględniałaby wszystkich przewoźników kolejowych, ponadto każdy kraj ma inny system przedstawiania danych i komunikacji z użytkownikiem. Zatem, jeśli nie znasz nazwy przewoźnika, jest to wyzwanie. To samo ma miejsce w przypadku autokarów i autobusów. Całokształt infrastruktury podróżniczej (zwłaszcza naziemnej) jest fenomenalny, ale łatwy dostęp do informacji i dystrybucji nie istnieje. To problem, który staram się rozwiązać.

Czy wśród tych 14 krajów odwiedził Pan również Polskę?

N.S.: Tak, wiele razy.

Jakie były Pana spostrzeżenia w kwestii podróżowania po naszym kraju?

N.S.: Bardzo to lubię. Raz jechałem Pendolino z Krakowa do Warszawy. Wspaniałe są też trasy z Warszawy do Berlina! W gruncie rzeczy rynek jest dobrze zagospodarowany. Jest sieć kolejowa – od PKP Intercity po Przewozy Regionalne, a także wiele autobusów, jak np. PolskiBus czy PKS. Z punktu widzenia konsumenta to dobre miejsce, żeby zapewnić ludziom dostęp do nieskomplikowanej i łatwej w obsłudze aplikacji, która umożliwi im wyszukiwanie i rezerwowanie najtańszych i najszybszych połączeń, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie.

Jaki jest obecnie, a jaki będzie docelowy zasięg portalu?

N.S.: GoEuro jest obecne w 11 krajach w Europie (Wielka Brytania, Niemcy, Hiszpania, Luksemburg, Belgia, Holandia, Szwajcaria, Austria, Polska i Włochy). Ma w swoich zasobach 40 przewoźników kolejowych, 300 autobusowych i wszystkie linie lotnicze. To umożliwia operatorom dotrzeć do nowych klientów z całego świata.

Co sprawia największą trudność przy budowaniu tego typu platformy?

N.S.: Nie ma platformy, która uwzględniałaby wszystkich przewoźników kolejowych, ponadto każdy kraj ma inny system przedstawiania danych i komunikacji z użytkownikiem. Zatem, jeśli nie znasz nazwy przewoźnika, jest to wyzwanie. To samo ma miejsce w przypadku autokarów i autobusów. Całokształt infrastruktury transportu publicznego (zwłaszcza naziemnej) jest fenomenalny, ale łatwy dostęp do informacji i dystrybucji nie istnieje. To problem, który staram się rozwiązać.

Studiował Pan i pracował w Stanach. Dlaczego Pana zdaniem to właśnie Europejczycy potrzebują zaawansowanego modułu wyszukiwania połączeń?

N.S.: Ponieważ w Stanach nie ma takiej infrastruktury kolejowej i autobusowej jak w Europie. Ponadto tamtejsi konsumenci nie są tak otwarci na przesiadki i łączenie trzech środków transportu, jak europejscy turyści. To leży w ich naturze. A my udostępniamy temu turyście przejrzysty produkt, obejmujący swoim zasięgiem cały kontynent.

W wywiadzie dla „The Guardian” powiedział Pan, że serwisy online dla podróżnych nadal mają wiele do zrobienia. Co miał Pan na myśli?

N.S.: Połączenie w jedną całość ponad 400 przewoźników w 11 krajach zajęło nam 2 i pół roku. Wydaje mi się, że w Europie są tysiące przewoźników kolejowych i autobusowych. Są jeszcze pozostałe kraje, których jeszcze nie obsługujemy.

Jak będzie wyglądała przyszłość wyszukiwarek podróżnych?

N.S.: Rezerwacja za pomocna jednego kliknięcia (jak w przypadku Ubera) to właśnie przyszłość.

Czy właśnie w takim kierunku chciałby Pan dalej rozwijać portal?

N.S.: W 100%.

W branży serwisów dotyczących podróżowania funkcjonuje spora konkurencja. Nie obawia Pan się jej?

N.S.: Jesteśmy największą unormowaną platformą, zajmującą się większością transportu lądowego w Europie. Również używamy tych samych wzorców w transporcie lotniczym. Nasza zdolność do zintegrowania całej strefy, która zazwyczaj pracuje w trybie offline, jest jedyna w swoim rodzaju. W tym momencie nie widzimy nikogo innego, kto dysponowałby pełną ofertą pociągów i autobusów w 11 krajach Europy, w tym na sześciu największych europejskich rynkach. Konkurujemy jednak z lokalnymi firmami w poszczególnych krajach. Jest to bardzo zróżnicowane pomiędzy rynkami. Wierzymy, że GoEuro wyróżnia się tym, że jest jednym narzędziem, którego potrzebujesz, aby znaleźć najlepsze oferty kolejowe, autobusowe oraz przeloty w Europie, przy pomocy jednej platformy.

Jakie ma Pan plany na najbliższe lata? Sprzedaż, a może dalsza rozbudowa?

N.S.: Zgodzisz się chyba ze mną, że jest jeszcze dużo do zrobienia w Europie. I na tym chciałbym się teraz skupić.

Kto inspiruje Pana do działania?

N.S.: Inspiruję się genialnymi przedsiębiorcami obecnych czasów, jakim jest na przykład Mark Zuckerberg, a także wielkimi przywódcami świata antycznego.