Obligacje korporacyjne nadal mało popularne

Obligacje korporacyjne nadal mało popularne Image courtesy of by suphakit73/FreeDigitalPhotos.net

Jedną z przyczyn wciąż relatywnie niewielkiej popularności inwestycji w obligacje korporacyjne są wymagania kapitałowe stawiane przed detalicznymi inwestorami. Jak je pokonać?

Można zaryzykować tezę, że blisko 100 proc. Polaków ma wiedzę na temat tego, że może w banku założyć lokatę, a na giełdzie kupić akcje firm. Jak wielu z nich ma jednak świadomość, że równie dobrze może zainwestować wolne środki w obligacje przedsiębiorstw? Zapewne wciąż bardzo niewielu. Najpopularniejsze serwisy internetowe zajmujące się obligacjami korporacyjnymi mają bez porównania mniejszą liczbę użytkowników niż serwisy poświęcone inwestycjom w akcje czy nawet blogi monitorujące oprocentowanie lokat bankowych. Z drugiej strony, fakt że tego rodzaju serwisy w ogóle powstają świadczy też o rosnącej popularności obligacji korporacyjnych.

Podobne artykuły:

Bieg z przeszkodami

Jedną z podstawowych przyczyn tego stanu rzeczy jest sama konstrukcja ofert obligacji. Przez lata emisje obligacji – jeśli w ogóle się pojawiały – trafiały tylko do portfeli banków i instytucji finansowych pokroju OFE czy TFI. Dopiero w ostatnich trzech latach coraz częściej również inwestorzy indywidualni mogą brać w nich udział. Jednak większość z emisji obligacji przeprowadzana jest w trybie prywatnym, co sprawia, że informacje o emisjach docierają do wąskiego grona inwestorów (nie może być ich więcej niż 149).

Po drugie, aby wziąć udział w emisji obligacji dużego emitenta, trzeba dysponować kwotą często nie mniejszą niż 100 tys. zł (mniejsze zapisy nie są przyjmowane, chyba, że chodzi o emisje mniejszych i często bardziej ryzykownych emitentów). Coraz częściej organizowane są wprawdzie emisje publiczne na podstawie prospektów zatwierdzonych przez Komisję Nadzoru Finansowego, ale nie znaczy to, że są one liczne.

Fundusze inwestycyjne nie boją się zmian w OFE (video)


Po raz pierwszy publiczne emisje skierowane do detalicznych inwestorów przeprowadzono w 2012 r. i przeprowadziły je cztery spółki. W kolejnym roku liczba emitentów, którzy zdecydowali się na emisje na podstawie prospektu, nie zmieniła się. Szkoda, bo w emisjach publicznych wymagania kapitałowe są znacznie niższe – posiadaczem obligacji można stać się dysponując kwotą nawet 100 zł.

Zatem rynek pierwotny jest dla inwestorów detalicznych rynkiem częściowo zamkniętym, ze względu na utrudniony dostęp do samych informacji o emisjach, a po drugie ze względu na wysokie wymagania kapitałowe.

Bolączkę tę rozwiązuje poniekąd rynek wtórny. Na Catalyst – platformie do handlu obligacjami powołanej do życia przez GPW – można zawierać transakcje o niewielkiej wartości (także od 100 zł plus koszty prowizji), zaś informacje dotyczące spółek notowanych na publicznym rynku muszą być jawne i dostępne dla wszystkich zainteresowanych.

Pokonywanie barier

Jednak i na Catalyst inwestorzy detaliczni szybko napotykają problemy. Największym z nich są wysokie ceny obligacji, co znacznie ogranicza rentowność inwestycji (im wyższa jest cena obligacji, tym niższa rentowność dla kupującego). Wynikają one właśnie z ograniczonego dostępu inwestorów do rynku pierwotnego. Skoro nie mogli kupić towaru u źródła, oferuje im się obligacje na rynku wtórnym, ale po wyższej cenie. Wynika to także z tego powodu, że zdecydowana większość inwestorów kupuje obligacje po to, żeby je trzymać, a nie sprzedawać.

W rezultacie, choć np. średnie oprocentowanie obligacji spółek windykacyjnych na Catalyst (to najbardziej popularna branża na rynku obligacji) wynosiło w połowie października 2013 r. 8,5 proc., to już ich średnia rentowność sięgała 6,3 proc. – o ponad 2 pkt proc. mniej niż wynosiło średnie oprocentowanie (dane na podstawie statystyk Obligacje.pl). W przypadku najbardziej cenionych emitentów, rentowność na rynku wtórnym bywa nawet o 4, a czasem i 5 pkt proc. niższa od oprocentowania obligacji.

Drugą z barier jest skomplikowany system rozliczeń podatkowych, który także ma wpływ na rentowność inwestycji, a także ich popularność.

Dla detalicznego inwestora, który chciałby ulokować kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt tysięcy złotych na rynku obligacji korporacyjnych, pokonanie powyższych barier może stanowić nie lada wyzwanie wymagające czasu, cierpliwości i zgromadzenia poważnego zasobu informacji. Jest też prostsze rozwiązanie. Możemy zawsze skorzystać z pomocy funduszy obligacji korporacyjnych. W takim przypadku – w zamian za prowizję w wysokości od 1,5 do 2,5 proc. w skali roku – możemy otrzymać dostęp do dobrze zdywersyfikowanego portfela obligacji. Portfela obligacji, do którego mielibyśmy utrudniony dostęp. To zdecydowanie lepsze rozwiązanie jeśli nie posiadamy czasu, wiedzy i odpowiednich środków finansowych.

Podobne artykuły:

Wealth Solutions S.A. Warszawa Piotr Suchodolski