Rząd, sąd czy może sejm… Kto w końcu pomoże frankowcom?

Rząd, sąd czy może sejm… Kto w końcu pomoże frankowcom? Frank szwajcarski

Poszukiwanie rozwiązania kwestii hipotecznych kredytów frankowych zaczyna przybierać wielokierunkową strukturę. Bardzo trudno oczekiwać, by miało to być zwiastunem przyśpieszenia procesu restrukturyzacji tego typu zobowiązań. Raczej wręcz przeciwnie…

… najprawdopodobniej oznacza jego dalszą komplikację z konsekwencjami, które na dziś dzień niełatwo przewidzieć.

Gorzki smak kiełbasy wyborczej?

Niepowodzenie prezydenckiego projektu ustawy o sposobach przywrócenia równości stron niektórych umów kredytu i umów pożyczki, było ostatnim dotychczas ogniwem procesu prób regulacji kwestii mieszkaniowych kredytów frankowych. Kancelaria prezydenta co jakiś czas sygnalizuje dalsze prace nad przedmiotowym tematem, co jednak przez samych frankowców przyjmowane jest coraz bardziej sceptycznie.

Prace te jeszcze niedawno polegały na poszukiwaniu sposobu rozłożenia bankowych kosztów przewalutowania kredytów w czasie, co miałoby ochronić rodzimy sektor bankowo-finansowy przed zapaścią. Ponieważ międzynarodowe zasady rachunkowości nie przewidują tego typu rozwiązań, kolejnym pomysłem jest albo raczej było, zaangażowanie Narodowego Banku Polskiego jako wehikułu finansującego całą operację z wykorzystaniem blisko połowy rezerw walutowych kraju. Niestety tego typu opcji raczej nie poprze Rada Polityki Pieniężnej, której negatywną, acz w pełni zasadną opinię w tej sprawie przedstawił niedawno jeden z jej prominentnych członków.

Co więcej, kilka dni temu Agencja Reuters zakomunikowała, że jeden z doradców prezydenta Dudy poddał w wątpliwość zasadność dalszego angażowania się głowy państwa w proces przymusowego przewalutowania kredytów frankowych. Jako sensowną alternatywę przedstawił pomysł dobrowolnego przekształcenia frankowych hipotek w złotowe przez same banki na warunkach uzgodnionych z kredytobiorcami. Nowe propozycje swojej kancelarii prezydent ma otrzymać jeszcze w czerwcu. Już teraz jednak widać, że mogą one mieć charakter wycofywania się „w stylu angielskim” z prezydenckiej obietnicy wyborczej przewalutowania kredytów frankowych po kursie z dnia podpisania umowy kredytowej.

W tej sytuacji trudno oczekiwać na przejęcie inicjatywy przez gremia rządowe, które także nie mają konkretnego pomysłu na rozwiązanie problemów Polaków zadłużonych w obcych walutach. Tym sposobem teoria, wg. której systemowego rozwiązania kwestii mieszkaniowych kredytów denominowanych w Polsce raczej się prędko nie doczekamy, pozostaje jak najbardziej aktualna, podobnie jak wizja zaznania gorzkiego smaku kiełbasy wyborczej przez samych frankowców.

Frankowcy z własnym projektem

Coraz bardziej tego typu świadomość staje się udziałem samych kredytobiorców zadłużonych w helweckiej walucie. W efekcie powstał projekt ustawy o restrukturyzacji kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż waluta polska oraz o wprowadzeniu zakazu udzielania takich kredytów. Jest to dokument opracowany przez samych frankowców, a ściślej stowarzyszenia ich reprezentujące. Nie zawiera on skomplikowanych algorytmów przewalutowania ani zasad przywracania równości stronom. Po prostu jest to swego rodzaju postulat delegalizacji mieszkaniowych kredytów denominowanych jako produktów nielegalnych i społecznie szkodliwych.

Podobne artykuły:

Projekt frankowców w sejmie złożyła pod koniec kwietnia grupa posłów Kukiz’15. Wiara w powodzenie tego typu inicjatywy jest raczej niewielka, a szanse na uchwalenie tego rodzaju prawa przez posłów zdecydowanie iluzoryczne. Ma to być raczej forma manifestacji środowiska frankowców swojego stanowiska w życiowej dla nich sprawie i przedstawienie rodzimym parlamentarzystom własnego punktu widzenia.

Sądy z odsieczą?

Jednak największą niespodzianką ostatnich miesięcy w opisywanej kwestii jest wyrok jednego ze stołecznych sądów rejonowych z końca kwietnia br. Otóż w odpowiedzi na pozew jednego z frankowców przeciw mBankowi, uznał on rację powoda w kwestii uznania za nieważną klauzuli waloryzacyjnej w umowie kredytowej. W efekcie warszawski sąd zawyrokował, że kredyt hipoteczny należy traktować od początku jako złotowy, z tym jednak zastrzeżeniem, że jego oprocentowanie pozostanie na dotychczasowych zasadach, a więc oparte na odpowiadającej kredytom frankowym, obecnie ujemnej stawce LIBOR. Co to oznacza?

Pozwany bank będzie musiał zwrócić kredytobiorcy nadpłaconą kwotę rat, przewalutować kredyt i ustalić nowe warunki jego spłaty. A to oznacza drastyczny spadek wysokości miesięcznej raty oraz salda zadłużenia w złotych, w obu przypadkach nawet o połowę. Trudno sobie wyobrazić bardziej korzystny werdykt sądu w stosunku do frankowców i bardziej dramatyczny dla pozwanego banku.

Najpierw jednak wyrok warszawskiego sądu musi się uprawomocnić, a następnie upowszechnić w orzecznictwie krajowego wymiaru sprawiedliwości, a to nie jest ani kwestią czasu ani sprawą oczywistą. Gdyby jednak tak się stało, oznaczałoby powrót frankowców z dalekiej podróży, zaś dla rodzimego sektora bankowego problem o skali dotąd niespotykanej.

Czekania na Godota ciąg dalszy

W sumie jednak sytuacja na rodzimym froncie walki o eliminację systemowego ryzyka kursowego, związanego z bankowymi portfelami mieszkaniowych kredytów denominowanych lub indeksowanych do helweckiej waluty, w ostatnich miesiącach nie uległa większym zmianom. Co więcej, można powiedzieć, że mamy do czynienia z pogłębianiem patowej sytuacji.

Z kolei prawdopodobieństwo pełnej materializacji kryzysu kredytów mieszkaniowych wysokiego ryzyka wydaje się obecnie dość ograniczone, nawet pomimo napiętej sytuacji w samej UE, przede wszystkim w związku ze zbliżającym się terminem brytyjskiego referendum. Frankowcom nie pozostaje więc nic innego jak tylko dalsze czekanie, które już dość dawno przyjęło postać przysłowiowego „czekania na Godota”.

RynekPierwotny.pl Jarosław Jędrzyński