T. Kołodziejczak: Nie wierzę w sztukę bez odbiorców

T. Kołodziejczak: Nie wierzę w sztukę bez odbiorców nf.pl

Polscy twórcy szukają swoich szans na świecie, w centrach komiksowej kultury – w USA i Francji. W Polsce nakłady są zbyt małe, by zapewnić autorom wikt, o opierunku nie wspominając – powiedział Tomasz Kołodziejczak, pisarz, wydawca, promotor kultury.

Jest Pan aktywny literacko nieprzerwanie od okresu PRL. Z czego czerpie Pan inspirację?

Debiutowałem jako 17-latek, w 1985 roku, więc to rzeczywiście już 30 lat aktywnego pisania. Nie jestem hiperaktywnym autorem, praca wydawcy komiksów i gier planszowych w Egmoncie (gdzie zawitałem 20 lat temu) pochłania większość mojego czasu zawodowego. Ale w zeszłym roku wydałem nową powieść zatytułowaną „Biała reduta”. Na sprzedaż nie narzekam, recenzje są dobre, dostałem nominacje do kilku nagród, więc to moje weekendowe pisanie będę kontynuował.

Podobne artykuły:

Pomysły? Pisuję fantastykę mocno zagnieżdżoną w nauce i historii. Więc czerpię ze wszystkiego, co sam czytam i oglądam – od podręczników fizyki, przez książki historyczne, polską poezję i malarstwo, po fabuły tworzone przez innych pisarzy (jako inspiracje, oczywiście). No, a do tego dochodzi doświadczenie i obserwacja własna faceta, który ma już prawie pięć dych na karku… Nazbierało się.

Kto czyta komiksy w Polsce? Do kogo są kierowane?

Mamy mocno rozbudowany rynek prasowego komiksu dla dzieci (Kaczor Donald, Scooby Doo itp.), a w księgarniach sporo komiksu familijnego, kupowanego często przez rodziców dzieciom z przyczyn sentymentalnych – tytuły takie jak „Asteriks”, „Kajko i Kokosz”, „Tytus Romek i A’Tomek”, „Jonka, Jonek i Kleks”. Spory segment stanowi manga (raczej nastolatki), rośnie komiks superbohaterski (nastolatki +). Moje pokolenie najczęściej sięga po komiksy frankofońskie, bo na takich – z „Thorgalem” na czele – sami się chowaliśmy. 

Jak ocenia Pan obecną kondycję rynku komiksów w Polsce? W 2013 roku wydano w Polsce około 540 komiksów, czyli o 20 proc. więcej niż w roku poprzednim. Czy dysponuje Pan wynikami za zeszły rok? 

Nasze analizy pokazują wzrost rynku o 15-20 proc., czyli bardzo duży, ale proszę uwzględnić fakt, że nie ma tu twardych danych. Szacunki oparte są o estymacje. Ogólnie ostatnie lata są dobre, przybywa wydawców, komiksowych księgarń, festiwali. Aczkolwiek trzeba powiedzieć, że komiks stanowi ułamek procenta polskiego rynku wydawniczego, a w takiej Francji to jest kilka procent.

Jakie zmiany powinny zajść w polskiej twórczości komiksowej, aby zdobyła większą rzeszę czytelników?

Polscy twórcy młodszego pokolenia szukają swoich szans na świecie, w centrach komiksowej kultury – w USA i Francji. Tam jest rynek, tam można z rysowania komiksów żyć. W Polsce nakłady są zbyt małe, by zapewnić autorom wikt, o opierunku nie wspominając. Ale w ostatnich dwudziestu latach pojawiło się kilku bohaterów, którzy przedarli się do szerszej publiczności – „Jeż Jerzy” Leśniaka i Skarżyckiego, „Wilq” Minkiewicza, „Osiedle Swoboda” Śledzińskiego, „Ryjówka przeznaczenia” Samojlika. Na podstawie tych komiksów powstają filmy, przedstawienia teatralne, audiobooki.

Egmont wspiera młodych twórców komiksu dziecięcego organizując konkurs im. Janusza Christy, odbyły się już dwie edycje. Spory zasięg mają komiksy historyczne wydawane przez takie instytucje jak Instytut Pamięci narodowej czy Muzeum Powstania Warszawskiego. Jednak komiks w Polsce nie jest sztuką masową. Na szczęście ma swoją wierną publiczność, obecnie szybko rosnącą.

Czy twórcy powinni dopasowywać swoje komiksy do gustów czytelników?

To mocno filozoficzne pytanie o istotę sztuki i relacji twórca-odbiorca. Każdy podchodzi do tego indywidualnie. Ja staram się robić rzeczy własne, autorskie, ale w ramach pewnej konwencji, mając nadzieję, że znajdzie się dość czytelników, których te moje historie zainteresują na tyle, że zechcą poświęcić na nie swoje pieniądze i – co częstokroć jest znacznie cenniejsze – swój czas. Nie wierzę w sztukę bez odbiorców

Co w głównej mierze decyduje o sukcesie komiksu?

Jak w każdym biznesie – sam produkt i jego marketing. Przy czym produktem jest dzieło szczególnej sztuki narracyjnej, łączącej tekst i obraz. Dobry komis musi nieść ciekawą opowieść i być świetnie narysowany. To „świetnie” może oznaczać rysunek realistyczny, zwichrowaną kreskę karykaturalną, ale też uproszczony styl chętnie używany przez autorów tzw. „powieści graficznych”. A ciekawa opowieść może być wartką fabułą fantastyczną czy sensacyjną, ponurym komiksem obyczajowym czy humorystycznym stripem wywołującym salwy śmiechu.

Czy w trakcie swojej kariery miał Pan do czynienia z mocną ingerencją marketing w obraną przez Pana treść komiksu?

Jako twórca prozy pisuję autorską fantastykę, to ja wymyślam światy i bohaterów, by zaprosić do nich czytelników. Ale pisałem np. scenariusz do komiksu o Sknerusie McKwaczu, najbogatszej kaczce świata, dla firmy Disney. Oczywiście, tu musiałem przestrzegać wszelkich reguł zdefiniowanych dla świata Kaczogrodu, tego jak mogą zachowywać się postaci, jakie są między nimi relacje itp. Ale nie postrzegałem tego jako ograniczenie, raczej wyzwanie – jak opowiedzieć ciekawą, oryginalną historyjkę w określonym uniwersum.

Co czeka rynek komiksów w drugiej połowie 2015 r.?

Dużo interesujących tytułów. My właśnie wprowadziliśmy na rynek nową linię – „DC Deluxe” w której prezentujemy najciekawsze komiksy z superbohaterami DC (Batman, Superman). Wystartowaliśmy też z dwoma seriami świetnych, klasycznych komiksów dla dzieci – „Smerfy” i „Mój kucyk Pony”. A już w lipcu szykujemy duży lancz całej linii komiksów z superbohaterami Marvela (Avengers, X-men, Spiderman). Przed nami kolejne komiksy dla dzieci stworzone przez polskich autorów, laureatów konkursu im. Janusza Christy. A i nasi Szanowni Konkurenci nie zasypiają gruszek w popiele… Będzie ciekawie.

  • Tomasz Kołodziejczak
    Tomasz Kołodziejczak materiały prasowe
     to jedna z najciekawszych postaci polskiej fantastyki i komiksu, pisarz, wydawca, promotor kultury. Literacko debiutował w 1985 roku, opublikował sześć powieści i kilkadziesiąt opowiadań. Był siedmiokrotnie nominowany do nagrody im. Janusza Zajdla (w tym za opowiadania „Piękna i graf” i „ Czerwona mgła” z cyklu Ostatnia Rzeczpospolita), a otrzymał ją w roku 1996 za powieść „Kolory Sztandarów”, z cyklu Dominium Solarne. Laureat nagrody im. Papcia Chmiela za zasługi dla komiksu w Polsce. Za powieść „Czarny horyzont”, nominowany do nagrody im. Jerzego Żuławskiego w 2010. Członek legendarnej literackiej grupy Klub Tfurców.
    W pierwszej połowie lat 90. organizował konwenty, prowadził programy o popkulturze w radiu i telewizji, pisał felietony i recenzje dla miesięcznika „Feniks”. Był redaktorem naczelnym „Magii i Miecza”, na łamach którego stworzył także system rpg „Strefa Śmierci”. Wydawał własne pismo prezentujące polską SF – „Voyager”. Od 1995 roku związany z wydawnictwem Egmont, wydającym najważniejsze i najpopularniejsze dzieła polskiego i światowego komiksu. Sam pisał scenariusze komiksowe dla Przemysława Truścińskiego (ilustratora cyklu „Ostatnia Rzeczpospolita”), Krzysztofa Kopcia, Zbigniewa Kasprzaka, Vicara.
    Za działalność wydawniczą i fanowską został wyróżniony m.in. odznaką „Zasłużony dla kultury polskiej” przyznaną przez Ministra Kultury Dziedzictwa Narodowego. W roku 2013 za zasługi na rzecz rozwoju kultury i za pielęgnowanie pamięci o najnowszej historii Polski został uhonorowany medalem Złoty Krzyż Zasługi.

Nowoczesna Firma S.A. Grażyna Stefańska