Telematyka, czyli: Big Brother w kabinie kierowcy

Telematyka, czyli: Big Brother w kabinie kierowcy Telematyka

Jeszcze kilka lat temu korzystanie z pojazdu służbowego, a także praca kierowcy miały tę zaletę, że były czynnościami wykonywanymi praktycznie bez kontroli ze strony przełożonych.

Pracownik wsiadał i jechał, ciesząc się wolnością. Skutkowało to wieloma nadużyciami. Receptą okazała się telematyka.

Wraz z rozwojem technologii informatycznych i telekomunikacyjnych okazało się, że każda firma posiadająca własną, leasingowaną lub wynajmowaną flotę samochodów może sprawować nadzór nad poczynaniami ludzi, którzy nimi kierują. Nie ma znaczenia, czy jest to kierowca karetki pogotowia, przedstawiciel handlowy jeżdżący po Polsce czy kierowca TIR-a: jego praca może być skutecznie monitorowana na odległość.


GPS meldował, gdzie się kto znajduje


Początkowo chodziło przede wszystkim o to, by szef lub wyznaczony pracownik firmy zawsze wiedział, gdzie dokładnie znajdują się poszczególne pojazdy. Pozwalało to monitorować pracę kierowców, ale też reagować na zmieniającą się sytuację. Można było na przykład skontaktować się z kierowcą pustej aktualnie ciężarówki i wydać mu polecenie, by ten, zamiast wracać do bazy, cofnął się o 20 km i zabrał jakiś nieprzewidziany wcześniej ładunek.


Skończyły się też „lewe” kursy i handel paliwem. Kierowca pojazdu z zamontowanym systemem telematycznym nie może zjechać z trasy bez wiedzy przełożonego. Systemy takie jak Get Vehicle Tracking sprawiły, że skończyła się wszelka samowola kierowców.


Telematyka a wynagradzanie kierowców


Połączenie informatyki, technologii GSM i GPS pozwoliło też rozwiązać niejeden problem z rozliczaniem pracy kierowców. Przestały się liczyć kilometry deklarowane, a zaczęły liczyć faktycznie przejechane: system rejestrował je i przesyłał do właściwego komputera.


Pomogło to rozwiązać problem sprawiedliwego wynagradzania kierowców za pracę. Dopóki bowiem liczyła się przede wszystkim liczba przejechanych kilometrów, wielu kierowców robiło wszystko, co w ich mocy, by pokonać ich jak najwięcej. Niejeden pracował ponad siły i prowadził swój pojazd bez wytchnienia – niewyspany i zmęczony. W takim stanie był oczywistym zagrożeniem bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Ponadto firmy transportowe zrozumiały wreszcie, że kilometr kilometrowi nierówny. Inaczej jedzie się szeroką autostradą, inaczej w terenie górzystym, jeszcze inaczej po wąskich drogach lokalnych.


Kwestię wynagrodzeń próbowano też rozwiązać, rozliczając kierowców z przewiezionych ładunków, lecz i to nie zdało egzaminu. Wszak to nie kierowca decyduje o tym, co ma na pace, ani w jakim czasie jego samochód zostanie załadowany i rozładowany. W Polsce wprowadzono nowe uregulowania prawne, które zabroniły uzależnianie wynagrodzenia od długości przejechanych tras i ilości przewiezionych dóbr.


Lepsze zarządzanie flotą i kierowcami


Twarde dane gromadzone w firmowych komputerach pozwoliły z czasem każdej firmie uzyskać precyzyjne informacje o wydajności całej floty i poszczególnych jej składników. Można więc było obliczyć pewną średnią, za którą kierowca otrzymuje bazowe wynagrodzenie, a także zacząć uwzględniać inne czynniki wpływające na jego wysokość.


„Big Brother” w pojeździe wie już coraz więcej. Rejestratory pozwalają śledzić nie tylko trasę, ale i parametry jazdy danego kierowcy. Pracodawca wie zatem, kto jeździ efektywnie, a kto „nierówno”. Każdy gwałtowny manewr, hamowanie i przyspieszanie, a nawet przekroczenie prędkości dozwolonej na danym odcinku drogi jest rejestrowane. Dzięki temu można premiować kierowców jeżdżących bezpiecznie i rozsądnie. Systemy telematyczne pilnują, by kierowca miał nakazaną przepisami liczbę godzin wypoczynku. To również przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa na drogach. Bezpiecznie jeżdżący kierowcy to także oszczędności dla firmy: dobrzy kierowcy powodują mniej zdarzeń drogowych i wypadków. Oznacza to mniej uszkodzeń i kasacji pojazdów.